RaczejKonsolowe Nagrody 2018

Podsumowanie minionego roku, postanowienia na ten obecny i – oczywiście – zmyślone nagrody. Tym razem wcześniej niż 2 miesiące po Nowym Roku.

Ostatnim razem dopiero w lutym opublikowałem moje podsumowanie minionego roku, jeśli chodzi o granie, osiągnięte postanowienia ukończone tytuły itd. Dla przypomnienia: ponieważ raczej nie ogrywam wielkich premier, tak moje nominacje i zwycięzcy – pewnie – mocno różnią się od tych, które mogliście poznać, gdzieś indziej. Nie mniej lubię przypomnieć sobie, w co grałem i puścić nieco wodzę fantazji, co do nagród dla niektórych. Zacznę jednak nieco od analizy moich gamingowych osiągnięć i kilku ciekawych metryk – wybaczcie, zboczenie zawodowe.

2018 w liczbach

Jeśli śledzicie mnie na Twitterze, powinniście widzieć moje ćwierknięcie na temat nieosiągnięcia założonego celu dla ukończonych tytułów. W 2016 udało mi się zobaczyć napisy końcowe w 28 grach, a w 2017 było 29. Miniony rok to już tylko 20 z 30 zaplanowanych – porażka….ale czy na pewno? Trochę zawiedziony liczbą zacząłem się zastanawiać, czy faktycznie mój czas na granie był o tyle mniejszy w 2018. Spojrzałem na tytuły, jakie ukończyłem w minionym roku i zauważyłem, że niewiele w nim małych tytułów, a za to całkiem sporo dużych. Zacząłem zastanawiać się nad metryką wielkości gry i porównanie w ten sposób ostatnich kilku lat. Wymyśliłem sobie coś, co nazwałem Game Points, w skrócie GP. W kolejnym kroku przyjąłem następujące połączenie pomiędzy GP, a czasem ukończenia tytuły (według portalu HowLongToBeat):

1 – 10 godzin = 1GP
11 – 20 godzin = 2GP
21 – 30 godzin = 3GP
31+ godzin = 4G

Przydzieliłem odpowiednią liczbę punktów każdej grze ukończonej od 2016 do 2018 roku. Podsumowanie GP pokazało wyniki, których poniekąd się spodziewałem:

2016 = 48GP (4 gier po 4GP)
2017 = 49GP (2 gier po 4GP)
2018 = 44GP (7 gier po 4GP)

Niedawno przeczytałem artykuł na Kotaku, w którym Keza MacDonald dzieliła się poradami w radzeniu sobie z dużymi tytułami i nieustanym napływem kolejnych, świetnych gier na rynku, mając niewiele czasu na granie, np. jako rodzic. Spodobał mi się tekst i uznałem za ciekawy punkt, w którym Keza dała wskazówkę, aby wybrać sobie w nadchodzących premierach jednego giganta, który nas najbardziej interesuje i na nim się skupić. Poszedłem z myślą krok dalej (a może nieco w bok) i używając wymyślonego GP, uznałem, że będę sobie limitował ‚czwórki’ kwartalnie i jednocześnie uważał, aby nie mieć kilku dużych tytułów rozgrzebanych na raz. Mam nadzieję, że nie tylko ukończę w ten sposób więcej tytułów, ale także zaliczę więcej gier indie, które zaniedbałem w minionym roku. Bardzo. Jednocześnie nie określam sobie, jakie gry będę ogrywał, co byłoby – moim zdaniem – przegięciem. Gram w co będę miał ochotę, np. po niespodziewanym zakupie czy czegoś na premierę , ale mając z tyłu głowy moje postanowienia na 2019:

  1. Ukończyć minimum 30 gier w roku
  2. Nie przekroczyć 7GP* w rozgrzebanych tytułach
  3. Kwartalnie nie kończyć więcej niż jedną czwórkę

*bo blokuje to możliwość rozgrzebania dwóch tłustych gierek jednocześnie

De nagrody

Titanfall 2

Nagroda: Podpies roku. Czyli pokazanie faworytom, gdzie raki zimują, mimo niesprzyjającym okolicznościom.

Rozdanie zaczynam od tytułu, który nade wszystko zasłużył sobie na wszelkie laury. Bardzo miło wspominam chwile spędzone z drugim Titanfallem, zarówno solo, jak i w trybie wieloosobowym. Naprawdę szacunek dla studia Respawn Entertainment, za nie tylko dodanie kampanii do kontynuacji, ale i nie odwaleniu jej na odczepkę – jak internet długi i szeroki, można znaleźć opinie, że to jedna z najlepszych kampanii single-player ostatnich lat. Lekcja dla DICE, które w bardzo podobnej sytuacji (brak singla w Battlefront 1 i dodanie go w sequelu), nie dopracowało trybu fabularnego, mimo że zainwestowało zarówno w gwiazdy aktorskie oraz nie byle kogo w roli scenarzysty (Walt Williams – Spec Ops: The Line). Świetna jakość kampanii T2 nie spowodowała uchybień dla multi, co poskutkowało przychylnym opiniom krytyków i ogólnemu zadowoleniu graczy. Wyniki sprzedaży wskazują 1,72 miliona kopii w rękach graczy i choć nie wiem, czy sprostało to wymaganiom studia, to trzeba na nie patrzeć z perspektywy, za którą Titanfall 2 otrzymuje ode mnie nagrodę: datę wypuszczenia gry na rynek. W ciągu niecałego tygodnia, na półki sklepowe oprócz niego trafiły kolejne odsłony serii Call of Duty oraz Battlefield, a jednak tytuł z mechami poradził sobie. Swoją jakością pokazał, że może konkurować z gigantami, jak równy z równym i wyjść z batalii zwycięsko, grając na nosie konkurencji z własnego „domostwa” – wstyd EA. Brawo Respawn. Trójkę wezmę na premierę.

Tom Clancy’s: The Division

Nagroda: Najświąteczniejsza atmosfera minionego roku.

Nie zawsze w Polsce mamy do czynienie z białą zimą. Częściej jest raczej szaro, brudno i depresyjnie za oknami, aniżeli biało. W tym roku natomiast jest całkiem fajnie. Któregoś dnia spojrzałem przez okno i pierwszą rzeczą, jaka przyszło mi do głowy było The Division. Moim zdaniem, tak jak mgła dla wielu z nas już wiecznie będzie się kojarzyć z Silent Hill, tak pokryte śniegiem, stojące w korku samochody, przy lekkiej mgle na ulicach rozświetlonych świątecznymi lampkami, będzie momentalnie przypominać mi o Nowym Jorku, Ubisoftu. ToyBlackHat wiele razy wspominał, że to właśnie The Division jest najlepszym looter-shooterem, stawiając go ponad odsłonami Destiny. I choć na tej płaszczyźnie się z nim nie zgodzę, to obaj wiemy jedno: klimat w tytule francuzów jest niesamowity. Czy to samym wykonaniem po-katastrofalnego Nowego Jorku, czy licznymi przejawami environmental storytelling’u. Zarówno w „strefie bezpiecznej”, jak i dobitniej w Dark Zone – gdzie pomimo plotkom, trochę czasu spędziłem. Świat gry, a nie mechaniki, były tym co trzymało mnie przy tytule przez dziesiątki godzin i jestem ciekaw, jak wypadnie znacząca zmiana otoczki kontynuacji.

Metal Gear Solid: The Phantom Pain

Nagroda: Wyróżnienie imienia ToyBlackHata, za szczytowe osiągnięcie w sterowaniu gier stealth/action.

O tym tytule pisałem już sporo na RaczejKonsolowo: była recenzja, był też materiał zainspirowany odczuciami po zakończeniu piątki i Peace Walker. Ocena aspektu fabularnego to kwestia sporna, która podzieliła fanów serii i zaogniła nie jedną dyskusję w sieci. Skończone, czy nie skończona? Kojima przepalił za dużo kasy, czy się wypalił? Konami przeszkodziło czy musiało reagować? Spokojnie cały podcast można by na ten temat poświęcić, jednak nie ulega wątpliwości, że tym, gdzie wszystko dopięto na ostatni guzik, dopracowano na poziomie mistrzowskim, jest rozgrywka. Metal Gear Solid 5 to najlepszy gra z gatunku skradanek, a nawet zaryzykuje, że jest to najlepsza gra akcji TPP tej generacji. Jeśli ToyBlackHat kiedyś się przekona do sprawdzenia, jakiś gier Hideo Kojimy, będzie zachwycony, albowiem to właśnie sterowanie, jego responsywność i płynność, zagwarantowały The Phantom Pain moją nagrodę.

Darkest Dungeon

Nagroda: Ból, cierpienie i rozpacz, które można polecić znajomym.

Nieco zaskakująco, ale nie mogłem przejść obojętnie obok Darkest Dungeon. Gra, która mnie zachwyciła, oczarowała, a następnie przeżuła i wypluła w błoto, powodując depresję i stany lękowe. Właśnie dlatego ten indyk dostał się do nagród: nie można być wobec niego obojętnym. Produkcja niewątpliwie wyjątkowa i wybitna, a systemy w niej zawarte mogłyby spowodować niesamowite ożywienie np. kolejnego Dragon Age, czy innego RPG od BioWare. Jest w niej tyle samo geniuszu, ile sadyzmu. Jeszcze nigdy, żadna gra mnie tak nie wkurzała, a jednocześnie zachwycała. Czy mój stosunek do DD można porównać zatem do masochizmu? Całkiem możliwe. Jednocześnie, za cholerę nie chce jej polecać, a jednak uważam, że każdy powinien w nią zagrać. Zarówno, przypominam sobie, jak wiele w trakcie zabawy mi się podobało oraz ile doprowadziło do rozpaczy – szczególnie pod sam jej koniec. Chciałoby się zapomnieć, a jednak nie można.

Monster Hunter World

Nagroda: Lepiej późno niż nigdy. Za uformowanie wyrytej w betonie formuły dla nowej widowni.

Nie wiem co mnie bardziej zdumiało: to, że odsłona serii Monster Hunter, stanie się jednym z silnych typów do osobistego GOTY, czy fakt, że gra pojawi się na
gali The Game Awards, nominowana m.in. do Gry Roku. Niesamowite osiągniecie Capcomu, za które należą się gromkie oklaski. Wzięli co najlepsze w ich serii, a następnie poprawili odbiór w innych krajach, czyniąc grę bardziej przystępną dla świeżej widowni – i to się udało. World pobijał kolejne rekordy sprzedaży dla studia z Japonii, a gracze wciąż nadciągali do Nowego Świata. Ostatnio czytałem o community, jakie powstało wokół produkcji (nieustannie się wpierające w treningach) i byłem wniebowzięty, jak skutecznie tytuł przekonał ludzi do siebie. Przystępniejsze mechaniki i systemy, nareszcie fabuła mające choć minimalny sens i liczne, drobne usprawnienia dla graczy. Do tego masa zawartości i utrzymane fundamenty serii. Troszkę Japończykom na tym zeszło, ale w końcu udało im się zrobić skok na Zachód, a ten MonHuna pokochał – i żyli długo, i szczęśliwie.

Horizon Zero Dawn

Nagroda: Ajaaa!!!WoOOo!Jacieeee! (☼.☼)

ToyBlackHat będzie wniebowzięty, że w nagrodach umieszczam Horizon Zero Dawn, ze względu na wybitne osiągnięcia techniczne. Pewnie, jeśli to czyta, będzie powtarzał pod nosem: „wydmuszka” – jak go znam. Udowadniać tutaj, że tak nie jest, nie zamierzam, albowiem zrobiłem to – mam nadzieję –  w recenzji. Natomiast, bez dwóch zdań: tak ślicznej gry, jak Horizon jeszcze nie widziałem na PS4. Dopiero materiały z Red Dead Redemption pokazują mi, że prawdopodobnie to produkcja Rockstara zostanie kolejnym benchmarkiem, do którego będę porównywał ogrywane tytuły. Do tego czasu jednak, pozostanie nim tytuł Guerilla Games. Holendrzy wykonali imponującą robotę, a ich autorski silnik (Decima) to kawał niesamowitej technologii. Aż trudno się nadziwić, że studio, które do tej pory pracowało jedynie nad korytarzowymi FPS-ami, potrafiło wyprodukować, coś tak pięknego jak HZD. Na myśl przychodzą mi niebywale wykonana animacja twarzy, maszyny, no i oczywiście, krajobrazy. Niedawno zakupiłem sobie w promocji DLC Frozen Wilds, z którym specjalnie czekałem do zakupu nowego TV z HDR – Gran Turismo Sport już dało mi namiastkę tej technologii i nie mogę się doczekać powrotu Aloy w dodatku.

Onrush

Nagroda: Burak roku. Wszedł na rynek i się nie przedstawił.

Nagroda brzmi negatywnie, ale śpieszę z wyjaśnieniem: Onrush, rozumiany przez pryzmat kodu na płycie, jak najbardziej zasłużył na pochwały. Swoje miejsce w tym tekście zapewnili mu twórcy, którzy nieodpowiednio podeszli do marketingu i sprzedania pomysłu hero-racera masom, a także nie zadbali o sprawną infrastrukturę sieciową produkcji. Tak wiele zamieszania, wokół precyzowania tożsamości tytułu, jeszcze w branży nie widziałem, a szczególnie w produkcjach od dużego studia, jakim niewątpliwie jest Codemasters. Czyżby klepanie tych samych marek i bazowanie na licencjach, zabiło w studiu zmysłu pracy z nowym IP? Tym właśnie mi zapachniało przy Onrush. Wynik takowego błędu nie mógł być inny: słaba sprzedaż i praktycznie zerowy szum medialny wokół tytułu. Finalnie, zamknięcie zespołu stojącego za grą. Dodanie gry do oferty PS+ było dobrym pomysłem, jednak przyszło zbyt późno i…spowodowało wyjście na jaw bolączki z nieprzygotowanym, na większą liczbę graczy, trybem sieciowym. Po stokroć: szkoda.

No Man’s Sky

Nagroda: Nie red. Nie dead. Ale zdecydowanie redemption warte pochwały.

Cieszę się, że udało mi się zamknąć epizod z No Man’s Sky jeszcze w 2018. Tym samym, w naprawdę przyjemny sposób, zamknąłem rok. Dlaczego zamknąłem? Ponieważ tytuł ten można albo grać w nieskończoność, albo docenić za wszystko czym jest i powiedzieć sobie dość – jak O.N.A. Nie byłoby tego wszystkiego jednak, gdyby nie zapał studia Hello Games, które podniosło się z kolan, na których się znalazło się po premierze tytułu w 2016 roku. Kwestią do dyskusji jest, czy opadli na nie na własne życzenie, czy zostali na nie wepchnięci przez SONY – dokładnych kulisów wydarzeń pewnie nigdy nie poznamy. Moim zdaniem (ponieważ nie chcę zakładać, że Shaun Murray i jego zespół to banda złodziei, łotrów i kłamców, oraz że PlayStation stało nad nimi z batem, każąc wypuścić tytuł w terminie) zawinił „dziecięcy” optymizm, niedoszacowanie własnych możliwości i brak przygotowania marketingowego u inżyniera – widziałem to nie raz zawodowo, z podobnymi skutkami. Nagrodę natomiast oddaje studiu za zapał i determinacje, aby ich ukochana produkcja stała się tym, co pewnie każdy z nich miał w głowie i chciał, aby znalazło się na krążku dwa lata temu. Oskarżano ich o wiele, życzenia śmierci, groźby i nękania nie były obce pracownikom HG. Poddawano dyskusji milczenie w mediach, które teraz określa się, jako podejście odpowiednie – mordy w kubeł i praca nad aktualizacjami na pełnym gazie. Opłacało się.


Choć przeważnie komentarze są wyłączone, tak tutaj chciałbym się od was dowiedzieć, jakie gry wyróżnilibyście w waszych osobistych nagrodach i jakie plany gamingowe macie na 2019?

donatebar2

Podobał ci się materiał? Wesprzyj RaczejKonsolowo! Jednorazowo lub miesięcznie! 😀

paypalbutton

2 myśli na temat “RaczejKonsolowe Nagrody 2018

  1. Już mnie nawet nie dziwi, że niewiele udało mi się z „postanowień” growych na 2018 rok spełnić.
    Zawsze się coś „stało” i rok 2018 skończyłem z jeszcze większą ilością rozgrzebanych tytułów. Jednak patrząc na trophy log na psnprofiles – to wcale tak mało nie ograłem/skończyłem. Wzorem autora kilka szybkich nagród za rok 2018, tutaj też raczej nie ma co na nowości liczyć.

    Indyk popierdółka roku – Absolute Drift – nienawidzę driftu, nienawidzę driftu w poważnych grach wyścigowych, drift jest bezsensowną metodą pokonywania trasy i marnowaniem mocy samochodu. Jednak ta giereczka traktująca tylko o drifcie była tak przyjemna w odbiorze i masterowaniu, że należy jej się tutaj miejsce.

    Gra roku – NMS – jeden z tych tytułów, które jeszcze są w stanie „rozgrzebania”. Jednak jeśli spędzam 40h na rozbudowie bazy na jednej planecie mając w dupie główną linię fabularną to wiedz, że coś się dzieje. 🙂

    Nagroda inżynierów AD2018 – human fall flat – jestem fanem gier logicznych z wykorzystaniem fizyki itp. Ubaw przy tytule zacny, kanapowy coop do wczesnych godzin porannych i wiele śmieszkowania, do tego odrobina wyzwania dla szarych pijanych komórek 🙂

    RPG roku – Yakuza 0 – po wielu przychylnych opiniach ludzi z których opinią na temat gier się liczę spróbowałem. Ta gra jest pojebana, pojebana po japońsku ale pojebana pozytywnie, wsiąkłem a od aktywności pobocznych aż głowa boli, a fabuła…jak już ją ruszam to stwierdzam, że jest pierwsza klasa. Kolejny rozgrzebany tytuł, ale już wiem, że z serią się zakumpluje 😀

    Zaskoczenie roku – Battlefield hardline – długo się broniłem przed tym krapem, bo to nie battlefield…. i w sumie jedyny problem jaki ta gra ma to właśnie „battlefield” w tytule. Bo grało się świetnie, holywoodzka fabuła z prawdziwymi aktorami – prosta do bólu – jednak przyjemna w odbiorze, siadła całkiem ładnie. No i multiplayer, mniejsza skala map i szybkie starcia bardzo pasują do tego tytułu o policemenach i złodziejach. Grało się świetnie, w końcu to wciąż battlefield 🙂

    Wyściguffka roku – Gran Turismo Sport – O.o nie project cars? hurr durr!!!!. Bez dalszego komentarza

    Multi roku/ piłka „nożna” roku – niezmiennie od kilku lat Rocket League – „kilka meczyków” z ekipą na zamknięcie dnia zawsze na propsie.

    a co z rokiem 2019. Nie postanawiam niczego bo tylko wlezę w większe szambo. Może uda się pokończyć rozgrzebane tytuły na miljard godzin (patrzy na Wieśka3, Yakuza0, Mafia 3, Bloodborne, lista jest długa). Powbijać kilka platynowych trofeów (trophywhore for lajf!!!) i dobrze się bawić 😀

    Polubione przez 1 osoba

Możliwość komentowania jest wyłączona.

Create a website or blog at WordPress.com Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: