Nostalgia pod skórą

Pytanie na wrzesień: Gdybyś teraz musiał zrobić sobie tatuaż, co by to było i dlaczego?

Gamingowe Medytacje to seria, która zrodziła się z przypadku. Każdego dnia WordPress podsuwa mi jedną myśl lub pytanie – iskrę, która ma rozpalać kreatywność. Choć codzienny pośpiech rzadko pozwala na pisanie, raz w miesiącu zwalniam. W każdy pierwszy dzień miesiąca wybieram jedną z tych propozycji i zatrzymuję się nad nią na dłużej, łącząc świat gier z osobistą refleksją.

Zrobienie sobie tatuażu to coś, co pojawia się w mojej głowie regularnie – niemalże za każdym razem, gdy widzę u kogoś jakiś fajny wzór na przedramieniu czy innej części ciała. Wrażenie jednak robią na mnie jedynie tatuaże w kolorze z ciekawymi lub skomplikowanymi grafikami – takie, które kosztują fortunę, a nie cieniowane „ołówkowe” tatuaże, które nie podobają mi się zupełnie. Nie jarają mnie również wszelkie tribale czy inne szlaczki plemienne albo „chińskie znaczki”. Przypominam sobie tatuaże moich znajomych. Mój bardzo dobry znajomy sprzed lat, Bazyli, miał na plecach fenomenalny tatuaż trzeciego DualShocka, otoczonego liśćmi i pnączami. Próbowałem ostatnio odnaleźć ten wzór w sieci, ale bezskutecznie – przepadły gdzieś i fotka, i same plecy Bazyla. Drugim tatuażem jest ramię mojego znajomego z poprzedniego miejsca pracy, który na wewnętrznej stronie ramienia miał Goku w formie Perfect Super Saiyan Blue, używającego swojego flagowego ataku Kamehameha. Jeden i drugi tatuaż był w miejscu niewidocznym dla szefa/szefowej w miejscu pracy, aczkolwiek dla mnie nie ma to większego znaczenia. Nie widzę problemu z posiadaniem tatuażu w widocznym miejscu. Powodem, dla którego nie decyduję się na takowy, jest fakt, jak powszechne stały się obecnie tatuaże i nie mówię jedynie o piłce nożnej, gdzie znalezienie piłkarza z „czystym” przedramieniem to wyzwanie. Ogólnie rzecz biorąc tatuaże stały się zbyt pospolite jak dla mnie.

Miejscem, w którym widziałbym u siebie tatuaż jest przedramię, a dokładnie jego wewnętrzna część. Wzór, jaki dałbym sobie zrobić, wybrałem już wiele, wiele lat temu. Byłoby to logo studia Project ACES – a więc ten sam logotyp, który możecie znaleźć w moim profilu PlayStation Network. Z jednej strony, dla osób wtajemniczonych, jednoznacznie wskazujący na twórców serii Ace Combat, a dla przeciętnego śmiertelnika – takie tam romby i linie. Takie wrażenia mówią o sile logotypu i umiejętnościach jego twórcy. Projektantem logo wewnętrznego jest sam Kazutoki Kono. Zanim ten objął rolę wieloletniego producenta wykonawczego i dyrektora marki, Kono pracował w Namco jako artysta oraz projektant graficzny (odpowiadał m.in. za projekty interfejsu i grafikę w Ace Combat 04: Shattered Skies). Sam zaprojektował charakterystyczny sygnet zespołu. Ciekawostką dotyczącą tego logo jest fakt, że cztery stylizowane, pionowe kreski (przypominające skrzydła lub formację myśliwców) ukrywają w sobie litery, które po przyjrzeniu się układają się w napis: ACES. Gdybym mógł jeszcze bardziej uwielbiać serię Ace Combat, to projekt tego logo byłby dodatkowym argumentem. Strasznie mi się ono podoba. Innym tatuażem, który zrobiłbym sobie na ciele byłoby coś związanego z PlayStation (oczywiście), serią Final Fantasy, Cowboy Bebop czy może nawet Destiny. Choć tutaj nie mam sprecyzowanego ani konkretnego wzoru, ani miejsca na ciele.

Naturalnie pojawić może się pytanie i słyszę to bardzo często od osób, które są przeciwnikami takowego „stemplowania” swojego ciała: „Co jeśli PlayStation wywoła trzecią Wojnę Światową?”, „Co gdy kolejne Final Fantasy będzie absolutną porażką?”, „Co gdy Destiny zmieni się w gacze ze zbieraniem cycatych anime dziewczynek?”, albo „Netflix zrobi karygodną adaptację Cowboy Bebop?” – przecież wszystko jest możliwe. Tutaj odpowiadam, że nie widzę w tym specjalnie problematycznego, ponieważ tatuaż jest zasługą przeszłości, nie przyszłości. Nie tatuowałbym sobie przecież strategii PlayStation na lata 2026 – 2030, ale np. symbole, które towarzyszyły mi przez moje (niemalże) całe życie gracza. Dla mnie jest wyraźna różnica pomiędzy byciem fanem czegoś i odpowiedzialności za przyszłe ruchy z tym związane. Nie spodziewam się, że Project ACES zrobi coś strasznego, ale taka firma jak Sony – pewnie. Natomiast nie obchodzi mnie to, ponieważ tatuaż symboli kwadratu, trójkąta, krzyżyka i kółka na łydce to wynik wspaniałych lat, które dzięki „nim” przeżyłem. Odcinam przeszłość od przyszłości. Ale… i tak nie robię sobie tatuażu.

Ale ten z Ace Combat byłby sztosem.


I to by było na tyle, a teraz otwieram komentarze i jestem ciekawy Waszego zdania. Macie jakieś tatuaże z gier wideo lub popkultury, myślicie o zrobieniu sobie takowego, czy jesteście całkowicie przeciwni ozdabianiu ciała w ten sposób? Czekam na Was pod wpisem i…

…do następnych medytacji!


Podobał ci się materiał?!

Postaw mi kawę na buycoffee.to…

…aby wesprzeć RaczejKonsolowo w misji szerzenia pasji do gier poprzez niezależny content, w 100% bez bullshitu i na maksa gamingowy!


Dodaj komentarz