Nintendo Switch Lite okiem gracza… ojca… fana PlayStation

Kupiłem dzieciakom na Święta Nintendo Switch Lite i nieoczekiwanie obudziłem w sobie wspomnienia z czasów pierwszego Game Boya.

Choć może się Wam wydawać, że pomysł z zakupem Nintendo Switch to odpowiedź na niedawną decyzją PlayStation w sprawie pudełek z grami, to prawdziwym powodem są moje dzieciaki. Jakoś rok temu w mojej głowie pojawił się pomysł o zakupie Pstryczków w wersji Lite dla moich dwóch pociech. Gdy moja małżonka sama przyznała, że może to już ten moment, żeby dzieciaki miały swoje konsolki, ruszyłem na OLX i Allegro Lokalnie w poszukiwaniu egzemplarzy w odpowiednim stanie i kolorze – szczególnie dla córki. Wyzwanie udało się sfinalizować idealnie na Święta Bożego Narodzenia. Razem z kilkoma produkcjami, dzieciaki otrzymały konsole (każde swoją) i wykupiony abonament rodzinny w usłudze Nintendo Online. To znacznie więcej niż miałem ja, gdy otrzymałem mojego Game Boya i przez lata musiałem zadowolić się Tetrisem oraz Super Mario Land 2 – produkcje, które dzięki oficjalnej emulacji mogłem sobie przypomnieć. Poza tym nie grałem na konsoli zbyt wiele. PlayStation 5 jest wciąż moją konsolą pierwszego priorytetu, a na Switchu będę kupował i ogrywał tytuły ekskluzywne dla konsoli Nintendo. Ze szczególnym uwzględnieniem flagowych marek czerwonego giganta z Japonii. Dzieciaki natomiast nie mogą się z nimi rozstać. Ten tekst to więc wrażenia i opinia o Nintendo Switch Lite od gracza – przede wszystkim – niebieskiego, który wrócił do Nintendo po kilku dekadach, znów w przenośnej (całkowicie) formie, jak i ojca dwójki dzieci w wieku szkolnym. No to… pstryk!

Niby Pstryczek, a jednak jak Game Boy – konsola

Z racji kupowania sprzętu używanego, nie miałem przyjemności otwierać oryginalnego pudełka, a tylko jeden egzemplarz posiadał oryginalną ładowarkę, więc wrażeń typowych dla unboxingów tu nie znajdziecie – sorki. Mogę natomiast powiedzieć, że jedną z pierwszych rzeczy, jakie kupiłem były karty pamięci i gry. Takowe pakiety otrzymały moje dzieciaki pod choinką: Żółty Lite + karta microSD SanDisk Extreme Pro 64 GB + Animal Crossing: New Horizons + Pokemon Shining Pearl, Turkusowy Lite + karta microSD SanDisk Extreme Pro 64 GB + Mario Odyssey + Pokemon Brilliant Diamond. Wrzucanie karty pamięci do konsoli przypomniało mi cudowne lata z PSV i PSP, ale prawdziwy zastrzyk nostalgii przyszedł wraz z kartridżami. Wrzucanie tych malutkich kawałków plastiku w konsolę momentalnie przywołało wspomnienia z Game Boya. Do tego stopnia, że uruchomiła się we mnie pamięć mięśniowa i przedmuchałem zarówno kartę z grą, jak i slot w konsoli. Zresztą wspomnienia z mojej pierwszej przenośnej konsoli nasuwają się same, gdy trzymam Switch Lite w dłoni.

Konsola jest malutka. Dzięki niedawno zakupionemu specjalnemu egzemplarzowi PSX Extreme i pierwszym PlayStation przypomniałem sobie konflikt pomiędzy gigantami konsolowymi, który zrodził pierwszą konsolę Sony. Jednym z punktów strategii Sony było odejście od ukierunkowania produktu na dzieci. Wyjście poza format zabawek dla młodszych, a bardziej na rozgrywkę dla każdego. Od rodziców po ich pociechy, z silnym przekazem, że to coś więcej niż towar z Toys 'R’ Us (coś jak SMYK dzisiaj). Lite w mojej ręce to bez wątpienia zabawka. Nie tylko, ze względu na jego kolor czy fikuśne nakładki na gałki analogowe, ale ze względu na jego wagę i kształt. Porównanie do Game Boya jest tym silniejsze, że Lite jest konstrukcją monolityczną i konsolą stuprocentowo przenośną. I choć spodziewałem się, że będę miał z nim problem ze względu na moje grubiańskie łapy menadżera IT (ale ze Śląska!), to konsola leży bardzo dobrze w dłoniach. Nie mam problemu z dłuższymi sesjami sięgającymi godzin, bez mrowienia czy skurczów palców. Może nie wyglądam z nim na samca alfa (tylko wtedy), ale jest coś wyjątkowego w jego prostocie. Sprzęt ma swój urok i bardzo mi się to podoba.

Przeznaczenie nie do oszukania

Również przypadło mi do gustu, że wrażenia bycia sprzętem WYŁĄCZNIE do grania to nie tylko kwestia wyglądu, ale i funkcjonowania. Korzystając ze Switcha nie mam wątpliwości, że to konsola. Nie centrum rozrywki ani zastępcza forma puszczania muzyki na imprezie, czy oglądania One Piece. I choć nie przeszkadza mi to na PS5 (głównie dzięki wyraźnej separacji obu ekranów, gier i multimediów), to ma to – znów – swój urok. Chwytam Switcha i wiem, że robię to w celu grania – podobnie wiem, co będą robić na nim moje dzieci. Spójne z wrażeniem zabawki są dźwięki cofania się w menu, poruszania się po menu itp. Dziwię się nieco, że Nintendo nie pokusiło się o melodyjką na głównym ekranie i mimo tego, że oglądałem materiał o tym, to uważam, że byłoby super, gdyby witała nas na konsoli delikatna bossanova. Urocze są grafiki wyjaśniające funkcje konsoli, co przede wszystkim potęguje wrażenie trzymania w ręce sprzętu do zabawy… zabawki.

W zasadzie aktualnie nie mam większych problemów z korzystaniem ze Switcha. Pół roku temu miałem nieco żalu do tego, jak działa sklep Nintendo, ale to zostało poprawione w niedawnej aktualizacji. Ta zmieniła jego format z otwieranego w przeglądarce internetowej interfejsu na pełnoprawną aplikację systemową – cóż, PlayStation ten krok wykonało nieco wcześniej, bo wraz z premierą PS4, ale lepiej późno niż wcale, Nintendo. Innym „minusem” była kwestia przycisków zatwierdzania i anulowania, czyli iksa i kółka. To jednak udało się rozwiązać mapowaniem systemowym, gdzie fajnym pomysłem jest możliwość tworzenia presetów – tu ku ironii mamy to od razu, a na PlayStation w takiej formie wyłącznie dla padów Dual Sense Edge (jako Accessibility dla zwykłych). Touché!

Tanio i nostalgicznie – abonament Nintendo Online

Ponieważ otrzymałem konsole na kilka tygodni przed Gwiazdą, chciałem je sprawdzić zanim zapakujemy je pod choinkę. Nie chciałem jednak otwierać gry, które im kupiliśmy. Wtedy przypomniałem sobie o klasykach Nintendo, które dostępne są w abonamencie Nintendo Online – w końcu regularnie o nich mówimy w ramach naszego Raportu o Grach. Sprawdziłem więc cenę i bardzo pozytywnie się zaskoczyłem – za roczny dostęp do podstawowego progu (bez „nowożytnich” konsol i ekskluzywnych zawartości w nowych produkcjach) dla rodziny zapłaciłem niecałe 130 zł. Całe nasze domostwo otrzymuje w ramach planu klasyki z NES, SNES i Game Boya, możliwość grania online, jak i – najważniejsze – zapisy w chmurze. Do tego dostęp do programu lojalnościowego i inne pierdoły, ale podsumowując… fenomenalna wartość do wydanych złotówek. Zawsze uważałem, że posiadanie PS5 bez chociażby progu Essential PS+ jest przynajmniej dziwne, ale posiadanie Switcha bez bazowej subskrypcji to szaleństwo.

Sam ekran Nintendo Online na konsoli podoba mi się w swojej prostocie i tym, że wszystko jest w jednym miejscu. Pierwszym plusem jest możliwość podglądu szczegółów planu, kolejnych płatności i dat wygaśnięcia bez konieczności logowania się do dwóch paneli użytkownika, jak ma to miejsce u Sony. Przede wszystkim Nintendo Online to jednak emulatory starych konsol. Choć nie jestem do końca przekonany do widoku okładek, w których np. Metroid był rozrzucony w różnych miejscach, po kilka razy. Nie sprawdzałem również sortowania tytułów, ale wolałbym by kolejne odsłony serii były obok siebie – jak na mojej półeczce koło telewizora. Poza tym granie w retro produkcje jest bezproblemowe. Mamy możliwość ustawienia jednego z kilku filtrów obrazu, w zależności od naszego upodobania i robienia manualnych punktów zapisu w dowolnym momencie – dzięki Bogu! Mapowanie przycisków z oryginalnego pada na przyciski Switcha również się przydaje. Poza tym to po prostu emulacja. Nie ma dodatkowych materiałów w postaci grafik koncepcyjnych, czy też cyfrowych instrukcji.

Najlepsza konsola dla dzieci? Tak, ale.

Dochodzimy jednak to kwestii najważniejszej, gdyż konsole zostały zakupione przede wszystkim jako sprzęt do grania dla moich dzieciaków. Nie to, żebym im żałował moim dzieciakom PS piątki, ale chciałem, aby miały swoje konsole – tak jak i ja miałem Game Boya w ich wieku. Wcześniej już opisałem, że Switch Lite spełnił swoje zadanie jako sprzęt do grania. Od monolitu formy aż po kartridże, patrzę na dzieciaki z Nintendo w łapach podczas podróży autem i wspominam siebie. Konsole spodobały się dzieciom i przed cały okres Świąt nie mogły się najpierw oderwać, a później doczekać kolejnego okna na grania.

W kontrolowaniu czasu spędzonego z Pstryczkami, pomaga aplikacja kontroli rodzicielskiej od Nintendo, jak i ustawienia Parental Control na sprzęcie. Po dodaniu kont Nintendo dla dzieciaków i spięciu nas w grupie rodzinnej, poprzed aplikację widzę ile czasu konsola była w akcji, w widoku miesięcznym, dziennym i podziałem na każdego użytkownika. W aplikacji mogę również określić wiek dziecka, co uniemożliwia dzieciakom odpalenie gier spoza ich zakresu PEGI, wraz z możliwością odblokowania konkretnych produkcji – przykładowo musiałem zezwolić na uruchamianie emulatorów czy Minecrafta. Przy tym ostatnim konieczne było również odblokowanie komunikacji z innymi graczami, co przekłada się na umożliwienie granie moich dzieciaków w tytuł Mojang przez sieć. Choć nie bawiłem się limitami godzinnymi, ustawieniem pory „spanka”, jak i ograniczeniem wydatków miesięcznych w sklepie Nintendo, to wszystkie te opcje są dostępne. Zatem… drodzy rodzice… nie ma usprawiedliwienia – macie wystarczająco wiele narzędzi, by zapewnić Waszym dzieciakom bezpieczne korzystanie ze Switcha. Szczególnie po tym, jak odkryłem możliwość zablokowanie zawartości Nintendo Store spoza ich PEGI. Wasi synowie będą musieli trochę poczekać, aż sprawdzą Hentai Girls Puzzle Summer 2026 Edition Deluxe.

Pozytywne wrażenia z konsoli są jednak nieco zaprzepaszczone przez samo Nintendo i ich podejście do ICH produkcji. Od dekad Nintendo zbudowało wokół siebie otoczkę idealnego miejsca dla grających dzieciaków. Wielu aspektach absolutnie zasłużenie, jednak jako osoba, która od lat zajmuje się grami wideo bardziej wnikliwie, doskonale wiem, że Nintendo jest (prawdopodobnie) najbardziej brutalną, agresywną i bezkompromisową biznesowo marką w branży – co rozumiem, ale wciąż. Szkoda, więc że poza „klimatem” sprzętu, Big N nie zdecydowało się na wsparcie rynku polskiego lokalizacją. Żadna z kupionych przez moje dzieci gier, których wydawcom lub developerem jest Nintendo, nie posiada przynajmniej polskich napisów. Pomijając fakt, że nawet system Switcha nie ma opcji języka polskiego. I choć nawet przed publikacją słyszę komentarze w stylu „za moich czasów”, to wstrzymajcie się z ich publikacją. Porównywania nas, uczących się angielskiego z gier wideo w dzieciństwie, to jak stwierdzenie, że byliśmy w stanie opanować kalkulator w podstawówce, więc dzieciaki dziś nie powinny mieć problemu z przyswojeniem sobie arkuszy Excel, w tym samym wieku. Gigantyczna szkoda. Może nie jesteśmy największym rynkiem na świecie, ale naprawdę wielkie Nintendo nie mogłoby lepiej współpracować nad lokalizacją gier, które kierowane są do najmłodszych? Gry Pokemon zupełnie moim dzieciom nie podeszły przez to. Animal Crossing nieustannie stawiało mojej córce bariery. A Mario zaprzepaścił szansę stania się ulubieńcem mojego syna – tym został ostatecznie Kirby. Obecnie najwięcej czasu moje pociechy spędzają zatem w Minecraft. Naprawdę niewiele było trzeba, by było zupełnie inaczej.

Kapsułka niebieska czy czerwona?

Pomimo moich zachwytów prostotą przekazu Nintendo Switch, osobiście w wielu aspektach preferuje wciąż PlayStation 5 i ich podejście do sprzętu, i grania. To zabawne jak strategia wykreowana na początku batalii obu gigantów konsolowych w latach 90′, wciąż jest tak wyraźna. Nintendo Switch to zabawka. Nie chcę powiedzieć, że dla dzieci WYŁĄCZNIE, jednak jest bardzo… milusiński. Gdybyście mnie zapytali jeszcze kilka miesięcy temu o to, to powiedziałbym, że zupełnie nie widzę siebie w tym obozie na dłużej. Jednak po ostatnich wydarzeniach, takie silne nastawienie na gry wideo i zabawę, jest kuszący. Osobiście uważam, za genialne jak Sony rozdzieliło cześć mediów rozrywkowych od gier wideo poprzez osobny ekran główny, jak i jak prosto się pomiędzy nimi przełączać. Spryciule. Dzięki temu naprawdę niewiele tracę ze sprzętu do grania, mając więcej opcji na wyciągnięcie palca.

Równie wiele rzeczy doceniam, jak i wielu innych mi brakuje. Zapraszanie się po tych dziwnych kodach jest… dziwne. Brak możliwości komunikacji z innymi graczami poprzez wiadomości jest zaskakujący. Aplikacja mobilna Nintendo to żart – chyba poza instalacją nigdy jej nie odpaliłem później. Zapomnijcie o streamowaniu z Pstryczka w ludzki sposób, jak i słuchaniu naszego podcastu. Udostępnianie zrzutów i zasadniczo wszystko, co jest związane z nagrywaniem rozgrywki, to przy konkurencji niezły kabaret. Z tego też powodu mój plan na Switcha to przede wszystkim gry wydawane przez Nintendo, ponieważ wiem, że nie będę mógł w nie zagrać na niczym innym lub tytuły ekskluzywne dla konsoli, które albo nie wyszły na PlayStation lub nie posiadały wydawania pudełkowego. Siedemnaście takich gier już mam kupione, a według mojego śledztwa, pozostało upolować około trzydzieści w dziczy i będę mógł zamknąć moją bibliotekę Nintendo Switch. Całą resztę zamierzam ogrywać na PS5. Jeśli jesteście ciekawi, co mam, a co planuje kupić, to zachęcam do tej strony.

Wartym odnotowania w osobnym akapicie jest podejście do zarządzania grupą rodzinną i wieloma kontami na samych konsolach. W odróżnieniu od PlayStation, konto wybiera się dopiero po uruchomieniu jakiejkolwiek aplikacji. Podejście Nintendo to: jedna wspólna konsola i wielu użytkowników, gdzie przez wybór użytkownika przy uruchomieniu konsoli, niemalże każdy ma swoje PS5. Przez podejście Nintendo niemożliwym jest jednocześnie scenariusz, który w chwili pisania tego tekstu widzę obok: moje dzieci grają na PS5 w splitscreenie ze swoim kuzynostwem, oboje na swoich kontach Minecraft i rozmawiają poprzez integrację z Discord, gdyż ja zalogowałem się do konsoli, wbiłem na serwer jako ja, położyłem pada z głośnikiem i mikrofonem pomiędzy nimi – przyszłość jest tu! Gdyby, któryś z dziadków sali konferencyjnej Nintendo usłyszał o takiej konfiguracji, skończyłoby się zawałem lub wizytą w sanatorium.

Tego się spodziewałem

Nintendo Switch Lite jest dokładnie tym, czego się spodziewałem i co sobie wyobrażałem. To zabawka do grania w gry wideo i udowadnia to od wyglądu zewnętrznego, po funkcjonowanie. Wszystkie plotki, jakie słyszałem o archaiczności niektórych opcji i konserwatywności polityki Nintendo, również się potwierdziły. Czułem jednocześnie pismo nosem, że z tym najlepszym sprzętem do grania dla najmłodszych, to pewnie przesada i choć nie twierdzę, że PlayStation jest o niebo lepsze, to dystans zdecydowanie jest taki, jakim go maluje Mario i Kirby. Niemniej, jestem zadowolony z zakupu, jak i moje dzieciaki, które uwielbiają swoje konsolki. Z przyjemnością oderwę się od „dorosłego” świata konsol, na rzecz doświadczenia bardziej nostalgicznego i prostego, aby ograć klasyki poprzez Nintendo Online, czy tytuły ekskluzywne, które mnie ominęły. Myślę nawet, że jeśli Nintendo ogłosi wersję OLED drugiego Pstryczka, będę zainteresowany. Nie jako stały związek, ale coś na boku.


Podobał ci się materiał?!

Postaw mi kawę na buycoffee.to

…aby wesprzeć RaczejKonsolowo w misji szerzenia pasji do gier poprzez niezależny content, w 100% bez bullshitu i na maksa gamingowy!


Zostaw odpowiedź

Odkryj więcej z RaczejKonsolowo

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej