Gdyby Tomasz spotkał Germanosa

Pytanie na czerwiec: Jaką najlepszą radę dałbyś swojej młodszej wersji cofając się  w czasie?

Gamingowe Medytacje to seria, która zrodziła się z przypadku. Każdego dnia WordPress podsuwa mi jedną myśl lub pytanie – iskrę, która ma rozpalać kreatywność. Choć codzienny pośpiech rzadko pozwala na pisanie, raz w miesiącu zwalniam. W każdy pierwszy dzień miesiąca wybieram jedną z tych propozycji i zatrzymuję się nad nią na dłużej, łącząc świat gier z osobistą refleksją.

Nie mam pojęcia, dlaczego sobie to robię, ale poruszam znów podróże w czasie. Jeśli jesteście na blogu pierwszy raz lub jest to pierwszy post z moich medytacji, który czytacie, to przede wszystkim współczuję, a tak poważnie już tłumaczę: powrót do jakiegokolwiek momentu w moim życiu, aby coś poprawić, mnie przeraża. Będąc mentalnie dotknięty takimi filmami jak Efekt Motyla i Czas na Miłość (świetne produkcje), wizja spieprzenia czegokolwiek w mojej teraźniejszości, nawet mikroskopijną poprawką przeszłości, napawa mnie egzystencjalnym lękiem. Niemniej załóżmy, że jednak mógłbym wrócić, doradzić coś mojemu młodszemu ja i wprowadzić jakąkolwiek znaczącą zmianę w moim idealnym, obecnym życiu. Zatem w ramach gimnastyki: „CO BY BYŁO, GDYBY?” (tak jakby same podróże w czasie nie były już wystarczającym gdybaniem) spróbuję zmierzyć się z tym koszmarem.

Jednym z pierwszych pomysłów na radę dla nastoletniego Tomasza Niemca, byłoby powstrzymanie go od wymiany sporej liczby oryginalnych gier z szaraka za kartę pamięci do PlayStation 2. Gry wtedy nie były chyba tak sentymentalne dla mnie, jak ma to miejsce teraz. Może było to też związane z wizją grania na PS2 bez możliwości zapisywania postępów jak za czasów PS1. Niezależnie od powodów, pewnego dnia po zakupie czarnulki spakowałem kilka produkcji z szaraka, na których mi nie zależało (trylogia Crash Bandicoot i Spyro, Tekken 3 i coś jeszcze) i wymieniłem je na memorkę na dworcu kolejowym w Bytomiu. Znajdował się tam sklep z tanią odzieżą i gdzieś w środku niego, było małe stoisko komisu gier wideo. Dziś wiem, że gość mnie absolutnie naciągnął, twierdząc, że za to, co przyniosłem dostanę jedynie kartę i żadnej gry z PS2. Jaką radę dałbym sobie wtedy? Może coś takiego: „Słuchaj Tomek, wytrzymałeś na PS1, więc dasz radę też teraz. W przyszłości będziesz szukał tych egzemplarzy na eBay i ściągał je z całego świata.” Obecnie mam wszystkie te gry w mojej kolekcji, jednak trochę zajęło mi ich wyłapanie z rynku wtórnego.

Kolejną sprawą byłoby cofnięcie się nieco wcześniej w moim życiu i doradzenie, aby: „Młody, nie pożyczaj swojego Crash Team Racing sąsiadowi. Może i pokazał ci Akire, zanim dostałeś rower na komunię, ale nie dość, że odda ci ją nieprzyzwoicie porysowaną, to jeszcze zgubi oryginalne pudełko. Aha – i powie ci, że przecież to tylko plastik.” – nigdy nie przepadałem za pożyczaniem gier wideo, ale to spowodowało, że po dziś dzień nie pożyczam nikomu gier wideo. Obecnie, gdy przychodzą do nas np. znajomi z pracy żony, czy – po prostu – nowi ludzie w naszym życiu i widzą kolekcję gier, to nawet jeśli komuś przyjdzie do głowy zapytać o możliwość pożyczenia, jest mi strasznie łatwo odpowiedzieć: wybacz, ale nie pożyczam gier. Ludzie widzą, że mam ściany salonu wypełnione pudełkami, pod telewizorem kilka konsol i gogli VR, i momentalnie odpuszczają. Mam nadzieję, że rozumiejąc. A jeśli nie… kij im w oko.

Gdy wspominam ten temat, to jest mi naprawdę smutno, ponieważ nie tylko utraciłem wgląd w stan branży sprzed wielu lat, ale również w wiele moich wspomnień. Podobnie jak ma to miejsce z grami wideo, czasopisma gamingowe to retrospekcje ważnych momentów mojego życia pasjonata gier wideo. Ocena Metal Gear Solid 2 od HiVa w PSX Extreme. Tekst o Breath of Fire IV, który zajmował kawałeczek jednej strony w magazynie, a który dwoma screenami przekonał mnie, że muszę mieć tę produkcję. Cudowny opis przejścia Vagrant Story. Gdy jesteś dzieciakiem bez dostępu do wielu gier wideo, a internet ledwo stawiał pierwsze znaki na IRC-u, te gazety były oknem na bogaty świat elektronicznej rozgrywki. Zatem chętnie wróciłbym do momentu wyprowadzania się od rodziców i powiedziałbym do siebie: „Stary, upewnij się, że weźmiesz ze sobą oba kartony z czasopismami o grach wideo, ponieważ jednen z nich zniknie, jeśli tego nie przypilnujesz.”

O ostatniej sprawie mogliście już słyszeć, ponieważ mam wrażenie, że pisałem o tym całkiem niedawno. Jakiś czas po ukończeniu Final Fantasy VIII, moja siostra pomyliła karty pamięci (pod koniec tej ery miałem kilka memorek i ładne pudełko do ich przenoszenia, które mam do dziś) i zamiast zapisać grę na swoich slotach, nadpisała mój postęp. Zniknęło wtedy ponad sto godzin męczarni, kompletna kolekcja kart w Triple Triad, pokonane Weapons i wszelkie inne osiągnięcia w grze. Powiedzieć, że się wkurzyłem było ogromnym niedopowiedzeniem, jednak radą, jaką dałbym sobie, byłoby: „Odpuść. To naprawdę nie ma znaczenia. To twoja młodsza siostra.”


I to by było na tyle, a teraz otwieram komentarze i jestem ciekaw, jakie rady mielibyście dla siebie z przeszłości, gdybyście mogli się cofnąć i „szepnąć sobie coś na uszko”. Czekam na Was pod wpisem i…

…do następnych medytacji!


Podobał ci się materiał?!

Postaw mi kawę na buycoffee.to

…aby wesprzeć RaczejKonsolowo w misji szerzenia pasji do gier poprzez niezależny content, w 100% bez bullshitu i na maksa gamingowy!


Zostaw odpowiedź

Odkryj więcej z RaczejKonsolowo

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej