E3 2019 de podsumowanie

Opinie o wszystkich konferencjach tegorocznego „Święta graczy”.

W tym roku trochę inaczej podszedłem do tradycyjnych tekstów o wydarzeniach z E3. Wcześniejsze podsumowanie były bardzo dokładne i praktycznie mogły posłużyć za streszczenie konferencji, gdzie punkt po punkcie starałem się przedstawić, co działo się u każdego z marek. Niestety z powodu ograniczonego czasu oraz wątpliwości, czy taka forma (przy internecie zalanym podobnymi materiałami we wszystkich formach przekazu) ma w ogóle sens, uznałem, że rzucę na blog jedynie moje przemyślenia, opinię i ocenę, dla każdej z konferencji (dopisek po godzinach spędzonych nad tekstem: ta, jasne). Jednocześnie odblokuje komentarze, żebyście mogli mi nawrzucać, gdy obrażę wasz, ukochany brand – Sony nie ma, to muszę się wyżyć na innych. Z moją marką, czy bez…to E3! Święto graczy! Let’s go!

EA Play

Tutaj się nie popisałem i ominąłem pseudo-wydarzenie od „elektroników”, więc weźcie pod uwagę przy czytaniu, że opinię wrzucam po przeczytaniu podsumowań w sieci oraz zobaczeniu zwiastunów na YT. Ogólnie już po samym ogłoszeniu propozycji EA na tegoroczne targi, byłem mocno sceptyczny – choć nie pamiętam ostatniego razu, gdy byłem ich konferencją „podjarany”. Najbardziej bolał mnie brak Anthem w rozpisce. Nie żebym specjalnie kibicował tytułowi, ale moim zdaniem mieli okazję dać znać społeczności, a najbardziej tym wciąż grającym, że wydawca nie porzuca tytułu. Na to, albowiem wskazują ostatnie doniesienie: gra tanieje do śmiesznych poziomów (na wszystkich platformach), a ze strony www znika roadmapa. Miałem plan wskoczyć do tytułu za jakiś czas, teraz się zastanawiam, czy będzie do czego. Wracając jednak do samego wydarzenia, to EA powinno po nogach całować Respawn Entertainment, które wydawca zrobił w bambuko, przy premierze Titanfall 2. Swoją drogą, piękna historia: praktycznie rzucasz produkcję swojego partnera na pożarcie dwóm tuzom wśród tegoż gatunku, skazując niemalże ją na porażkę sprzedażową, aby dwa lata później owy partner ratował cię od sromotnej katastrofy. Poza ich grami EA Play nie pokazało nic więcej ciekawego, co pokazuje tylko jak nudny jest repertuar wydawcy i w jakiej kiepskiej sytuacji się znaleźli – niezależnie, co mówi kasa płynąca z ich core biznesu. Mapy do Battlefielda 5? Meh. Dodatek do Sims oraz nowości w grach sportowych? Eh.

Respawn natomiast pokazał zapowiedź drugiego sezonu (początek Lipca) Apex Legends, wraz z nową legendą: Wattson – o dziwo, chodzi o kobietę. Postać wydaje się ciekawa, jej umiejętności skupiają się na rozstawianiu blokad, więc dobrze, że obecny sezon pozwolił mi uzbierać fundusze, na jej zakup. To samo studio również odpowiada za nadchodzące Star Wars Jedi: Fallen Order, które przeżyło battle royale wydawcy na tytułach single player spod znaku Gwiezdnych Wojen. Gra wygląda bardzo ładnie, jednak żebym był wgnieciony w fotel to za dużo powiedziane. Animacja jakoś wyglądała mi na bardzo sztywną, gdzie od tego rodzaju gier spodziewałem się trochę więcej płynności w ruchach bohatera. Momentalnie pojawiły się porównania do Uncharted i muszę przyznać, że Nathan wyglądał bardziej autentycznie w poruszaniu się przez przeszkody czy skacząc ponad urwiskami. Aczkolwiek może być to wina prowadzącego rozgrywkę, który poruszał się „nienaturalnie” do tego, jak wyglądałaby gra w rękach gracza – zbytnio „po szynach”. Walk również jakoś mi się nie podobała, wyglądała na nudną. Wiem, że to tylko wycinek i fabularnie może być naprawdę fajnie, jednak z zakupem bym poczekał.

To nie jest konferencja, której szukamy.
Move along, move along.

Bethesda

Rok temu, część na temat konferencji wydawcy zatytułowałem: „Hej! Jesteśmy Bethesda! Proszę klaskajcie!”. Ku mojej radości w 2019, Bethesda postanowiła zatrudnić całą grupę krzykaczy, która gromko nagradzała każdy szajs na scenie i nie przegapiła żadnej przerwy pomiędzy zdaniami prezenterów. Było to do tego stopnia wkurzające, że nie byłem w stanie skupić się na tytułach, które miał pokazać Todd i spółka. Skoro już przy nim jestem, to byłem ciekaw, czy w ogóle pojawi się na scenie, szczególnie, że konferencję rozpoczął inny nieobecny w mediach po premierze Fallouta 76, Pete Hines. CEO jednak stanął na wysokości i w końcu się pojawił, aby przekazać, jak ważni są dla Bethesdy gracze – ostatnio ruszyła podobno wysyłka płóciennych toreb, więc to nie tylko puste słowa. Cała konferencja zresztą została ubrana w takową otoczkę: gracze, społeczności, relacje z developerami i ludzie stojący za tytułami. Przerwy pomiędzy tytułami podkreślały znaczenie ludzi w całej tej zabawie – zupełnie, jakby ktoś miał coś na sumieniu.

Jeśli natomiast chodzi o gry, to sytuacja jest dosyć podobna do EA, z tym, że tytułem ratującym konferencję dla mnie była produkcja studia Tango Gameworks, którego szefem jest Shinji Mikami (Resident Evil, Devil May Cry, The Evil Within). Mikami zaprosił na scenę panią Ikumi Nakamura, na której punkcie oszalał internet – słusznie. Podopieczna Mikamiego, której niejako legendarny twórca przekazuje pochodnię w branży (super!), zasłużyła sobie na swój moment na E3 pracą nad m.in. Okami, Bayonettą czy The Evil Within. Pani Nakamura, szczerze oszołomiona sytuacją, zapowiedziała niezwykle interesującą produkcję: Ghostwire: Tokyo. Paranormalną grę akcji z elementami RPG, rozgrywającą się w tytułowym Tokio. Gracze będą przemieszczać się pomiędzy dwoma światami, ścierając się z przeróżnymi zjawami i starać się rozwiązać zagadkę znikających bez śladu ludzi. Mimo, że niezbyt przepadam za horrorami, jestem bardzo zaintrygowany pomysłem i wizją, którą przedstawił teaser. Czekam na więcej, prawdopodobnie na PS5.

Poza tym? Była jeszcze jedna nowość od Arkane (twórców Dishonored i Prey), Deathloop. Pokazano jedynie materiał CGI, który przedstawił sylwetki dwójki „bohaterów”, uwięzionych w nieustającej pętli polowania na siebie – taki morderczy „Dzień świstaka” – i miasto pogrążone w szaleństwie. Jeden chce się wydostać i zatrzymać cykl, a drugi zachować obecny stan rzeczy. Brzmi ciekawie i warto się tym zainteresować. Na pewno bardziej ciekawie niż pozostała część konferencji. Chyba z 4 gry mobilne. Zapowiedź dodatków do Fallouta 76, Rage 2 i TESO oraz update na temat nadchodzących produkcji spod szyldu Wolfenstein – VR-owego Wolfenstein: Cyberpilot i kooperacyjnego Wolfenstein: Youngblood. O Elder Scrolls VI i Starfield, Todd jedynie wspomniał w jednym zdaniu. Była jeszcze jakaś ciekawostka technologiczna od Bethesdy, nazwana ORION, która ma integrować się z silnikiem każdej gry i pozwalać jej osiągać lepsze wyniki w dystrybucji streamingowej – gotowi kupić tech rozwiązania od Bethesdy?

Okej prezentacja z dobrym tempem, parą gwiazdeczek, jednym potknięciem i zdecydowanie zbyt wieloma owacjami.

Ubisoft

Niestety dla Ubisoftu, ich największy tytuł konferencji wypłynął dni przed E3. Watch Dogs Legion, bo o tym tytule mowa, był pierwszym, co francuski producent zaprezentował na targach – i nie ma wątpliwości czemu. Trzecie Watch Dogs przenosi nas do Londynu, który po problemach na tle imigracyjnym oraz – bardzo dzisiejszym – kryzysie brexitowym, stał się miastem kontrolowanym przez wieczne oko wielkiego brata. Na domiar złego półświatek kryminalny zaczął rosnąć w siłę. Miasto upadło, ale nie wszyscy złożyli broń. Organizacja hackerska DedSec, którą mogliśmy podziwiać już w dwójce, postanawia stworzyć rebelię, a jej członkami mają stać się…wszyscy. Każdy NPC może zostać zrekrutowanym w szeregi grupy. Od młodego pracownika biurowego, po 70-letnią staruszkę. Twórcy zapewniają, że każdy z członków ma swój rozdział fabularny, osobowość i pełny voice-acting, w co aż trudno uwierzyć. Optymizmem napawa osoba stojąca za sterami projektu, Clint Hocking, który w swojej karierze pracował m.in. nad serią Splinter Cell oraz niezwykle cenionym wśród graczy, Far Cry 2. Gameplay wyglądał natomiast na bardzo podobnie do tego, co Ubisoft pokazywało, więc wydaje się, że od działania systemu rekrutacji zależeć będzie sukces całości. Jeśli miałbym się do czegoś przyczepić, to przekleństwa. Sam nie jestem osobą szczędzącą od „łaciny”, ale cholera Ubisoft, to aż brzmiało komicznie. Mimo wszystko jednak jestem daleko od zakupu. Watch Dogs, podobnie do GTA czy innych sandboxów na realiach codzienności, zupełnie mnie swoim klimatem nie rajcuje.

Zresztą powyższe mógłbym powiedzieć o większości pozostałych gier Ubisoftu. Wiem, że mają one swoją publikę i nie twierdzę, że coś jest z nimi nie tak, ale zupełnie obok mnie przelatują. Wiąże się z tym moja ocena konferencji, która niestety nie dostarczyła mi czegokolwiek, co mogłoby mnie przekonać, aby sięgnąć, po jakąś z propozycji francuzów. Oni sami natomiast nie pokazali nic poza aktualizacjami do swoich marek, w istniejących lub nadchodzących odsłonach. Ghost Recon: Breakpoint zostało oficjalnie zapowiedziane przed E3, a na samej konferencji nie pokazana nic poza krótki CGI, aktorem na scenie i dodatkiem związanym z nowym filmem z Terminatorem (machina marketingowa ruszyła pełną parą). Zaprezentowano nadchodzące dodatki do The Division 2, gdzie przy ostatnim udało im się tak zamotać fabułę, że oglądający nie mieli pojęcia o co chodzi. Plany dalszego wsparcia Rainbow Six: Siege i For Honour. „Nową” grę na bazie Siege, skrojoną pod trzyosobowego co-opa w zombie PvE, Rainbow Six: Quarantine. Do tego Adventure Time w Brawlhalla, Just Dance a.k.a. ‚przerwa na siku’, koszykówka na rolkach jako nowość, serial komediowy o gamedevie, potwierdzenie filmu The Division od Netflixa i nowa subskrypcja Uplay+ – robiąca to, co wszystkie inne, ale z repertuarem Ubisoftu. Generalnie wynudziłem się strasznie podczas tej konferencji. Jeśli któryś z powyższych tytułów już wcześniej mnie do siebie nie przyciągnął, to była nikła szansa, że zrobi to, któraś z aktualizacji contentu. Nowe gry nawet nie doczekały się zajawkowej rozgrywki, a jedynie teaserów CGI. Na sam koniec Yves Guillemot (CEO Ubisoft) zapowiedział nadchodzącą grę ekipy, która dostarczyła Assassin’s Creed: Odyssey, ale znów: za mało, za krótko, bez rozgrywki, równie dobrze może to być zajawka gry mobilnej. Nuda. Brak kolaboracji z Nintendo. Zero petard. Mało rozgrywki. Mogłem iść spać.

Tylko dla fanów Ubi games i hurra hurra, nowy abonament.

Devolver Digital

O ile dwa lata temu sposób, w jaki Devolver podszedł do swojej „konferencji” E3 był świeży i śmieszny, tak poprzedni rok już był mocno ‚ na siłę’. W tym roku podobało mi się przejście na parodię Directa od Niny, rozgrywającego się w głowie Niny Struthers, fikcyjnej CEO wydawcy. Nawet kilka razy się zaśmiałem, więc pomysł i wykonanie oceniam na plus. Co do gier, to najbardziej interesującym mnie tytułem był: Fall Guys: Ultimate Knockout. To gamingowa reprezentacja teleturnieju Takeshi’s Castle, którego możecie kojarzyć z Comedy Central czy niemieckiego DSF – tam ja oglądałem starą edycję. Wygląda na świetną grę imprezową, mam nadzieję, że pomimo ścierania się z innymi na świecie, do zabawy dołączymy przez Imprezę PSN i lokalnie.

Z innych tytułów to jarałbym się My Friend Pedro, które obserwuje poprzez Twittera od dłuższego czasu, ale – na chwilę obecną – zapowiedziana jest jedynie edycja na Nintendo Switch. Koncepcja – zaprezentowanego następnie – Carrion wygląda na ciekawy pomysł, ale to raczej tytuł do zakupu „na promocji”. Devolver Bootleg to żart tegorocznej edycji i wyśmianie sytuacji z pączkującymi launcherami na PC (brawo!), a automat arcade Enter the Gungeon: House of the Gundead…NIE NIE NIE NIE NIE NIE.

Nie miałem większych oczekiwań wobec „konferencji” Devolvera, więc za zmiany, trafiony joke i Fall Guys – daje lajka.

Kinda Funny Games

Zostajemy w temacie indyków. Zespół Kinda Funny, których jestem patreonem już chyba drugi rok, przygotował prezentacje gier małych, niezależnych, które nie miałyby szansy zaistnieć na dużej scenie lub skończyły w błyskawicznej prezentacji pomiędzy AAA. Gry tworzone przez małe zespoły, przez pojedyncze osoby, na wszystkie „nośniki”. Produkcje zupełnie nowe i zmieniające miejsce platformę. Ponad 60 gier w niecałe 50 minut. Zaprezentowane z humorem, do jakiego przyzwyczaiła nas ekipa KF. Z tego też powodu nie mam, jakiegoś specjalnego faworyta i było trochę tytułów, które zapadły mi w pamięć, aczkolwiek nie byłem w stanie wypisać ich wszystkich, na bieżąco notując. Całe szczęście PixelJudge przygotowała posta ze wszystkimi zwiastunami, jakie były pokazane podczas showcase’a. Summer Catchers, Sneaky Ninja, The Gardens Between, Bloodroots, Hamsterdam, Wave Break, Battlewake, The Sinking City, Police Stories, Undying, Foregone, Warborn – to takie, które sobie ja wynotowałem. Wy pewnie znajdziecie coś innego dla siebie. Całą akcję mocno propsuję! Dla mnie super sprawa.

VIDEO GAMES ARE COOL!

Square-Enix

Japończycy porzucili pomysł z prezentacją swoich propozycji w formie zlepku zwiastunów online i tym razem pokusili się o pełnoprawną konferencję. Choć rozumiem, że obecnie chyba najlepszą formą są directy, to serce gracza cieszy się z pompowanych wydarzeń, z dużą sceną, twórcami mówiącymi o swoich tytułach i widowiskową otoczką. Fajerwerki Square pokazał już od samego początku, zaczynając od ponad 15 minut materiałów z Final Fantasy VII Remake. Nadchodzącego – jak wiemy ze zwiastuna przed E3 – w pierwszym kwartale 2020. Przynajmniej częściowo, albowiem Yoshinori KItase, pełniący rolę producenta nad tytułem, przyznał, że marcowa premiera opierać będzie się jedynie na etapie miasta Midgar. Jednocześnie, w późniejszych wywiadach wspomniał, że nie jest w stanie określić, jak duży będzie cały remake – brzmi jakby SE zrobiło z wyczekiwanej siódemki „dojną krowę”, którą nie zamierzają oddać w jednym rzucie. Szczerze? Jeśli każdy z epizodów będzie wart swojej ceny i dawał równie wiele radochę, to jestem na pokładzie. Sam tytuł wygląda świetnie, nawet jeszcze lepiej niż jego pierwsze zapowiedzi, lata wstecz. Pokazano solidny kawałek rozgrywki, wraz z wyjaśnieniem podstaw systemu walki i – po raz pierwszy – pokazano w akcji Tifę. Czekam na marzec z wypiekami, mimo tego, że siódemka nie jest nawet w moim top 5 fajnali. Kto wie, może remake to zmieni, wszak grałem w nią grubo po tym, jak na rynku pojawiła się dwunastka…będąc szczerym, najbardziej w FF7 wkurza mnie, że gdy tylko wspominam o ósemce, ktoś musi wykrzyczeć mi w twarz wyższość siódemki.

(oglądać do końca, bo Tifa ^^)

Następnie Square pokazał całą masę tytułów, które już są na rynku i otrzymują nową zawartość (Life is Strange 2 oraz Kingdom Hearts 3), albo potwierdzenie daty premiery. Wartym odnotowania jest solidna prezentacja dodatku do FF14, którą zakończył niezwykle mroczny zwiastun fabularny – momentalnie widać, że grzebał przy nim Yoko Taro. Następnie mieliśmy trochę remasterów (FF VIII), kilka portów (Romancing Saga 3 i SaGa: Scarlet Grace trafiają na zachód!) oraz tytuły indie z programu Square Enix Collective. W nich: Circiut Superstars. Tytuł, który jeszcze tygodnie temu nazywał się Apex Racing League, a jego developmentem kieruje Alberto Mastretta. Wiem to, ponieważ od miesięcy śledzę tytuł na Twitterze, za pośrednictwem jego profilu. Nawet kilka razy się zastanawiałem, czy nie zagadać o podcast, ale brakowało odwagi – cóż, teraz to już można zapomnieć, skoro pojawili się na wielkim E3. Fajnie, że na takim wydarzeniu pojawiła się kolejny raz Polska, która zaistniała na targach dzięki Microsoftowi, a teraz i Square Enix. W pierwszej kolejności ogłoszono nową grę od People Can Fly (m.in. Bulletstorm), która będzie kooperacyjnym strzelanką w mrocznych klimatach sci-fi. Nawet zaproszono na scenę dyrektora studia, Sebastiana Wojciechowskiego. Drugą, polską produkcją było Dying Light 2, które zaprezentowano na zwiastunie, łączącym gameplay z przerywnikami na silniku gry.

Konferencja zakończyła się prezentacją Marvel’s Avengers od Crystal Dynamics. Na scenie pojawił się zarówno przedstawiciel studia oraz oddziału Marvela, odpowiedzialnego za kontrolę tego, co programiści robią z marką. Podkreślano, że zarówno wizerunek postaci oraz historia to w 100% inwencja twórcza developerów, gdyż gigant komiksowy postanowił dać twórcom wolną rękę w tych kwestiach. Nie do końca jestem przekonany, czy było to słuszną decyzją, albowiem postacie wyglądają dziwnie, aczkolwiek historia zapowiada się ciekawie, będzie można przełączać się pomiędzy bohaterami (ktoś pamięta Onimusha: Dawn of Dreams z PS2?), a sama gra będzie otrzymywać dodatkową zawartość po premierze (serwis?) i będzie grywalna w wiele osób. Sporo osób czeka na tytuł, więc trzymam kciuki za ekipę – w ostatnich latach – silnie związaną z Larą Croft. Trafne zakończenie udanej konferencji. Nie czułem się wynudzony, większość tytułów mnie mniej lub bardziej interesuje – może po prostu repertuar kwadratowych do mnie trafia.

Konferencja skrojona pode mnie. Dużo fajnala i Japonii ogólnie, z niemałym udziałem Polski.

Microsoft

Nareszcie dotarliśmy do najważniejszego punktu tegorocznego E3. Konferencji, którą SAM PHIL SPENCER zapowiedział, że będzie wielkim wydarzeniem dla Xbox, że wjadą na pełnej „damie lekkich obyczajów” i nie będą brać jeńców. Wszelkie media oraz znaki na niebie wskazywały, że pod nieobecność Sony na targach, Xbox wykorzysta sytuację, aby rozgłosić swoją strategię i plany na przyszłość, z podkręconym na maxa regulatorem, nie musząc martwić się o ścieranie się w komunikacji z bezpośrednią konkurencją. I co? I dupa. Dupa blada. Jak coś to konferencja więcej zrobiła dobrego dla konkurencji, aniżeli stajni zielonych + wielkie plany kolejnej generacji przedstawiła w wideo, które wyglądało niemalże identycznie do zajawki na rok przed Xbox One X (wtedy jeszcze nazywany Project Scorpio). Zaczynam od tego, ponieważ uważam to za najistotniejsze cele i zadania, na jakich Microsoft powinien skoncentrować się na E3 2019.

Project xCloud został teraz tagowany jako ‘hybryd solution’, co na 3 z 4 podcastów, jakie śledzę, zrobiło większe ‘wtf?’ niż korzyści. Gdzieś zniknęła z ust ludzi moc chmury Azure, która miała być sztandarem powiewającym za modelem biznesu streamingowego zielonych. Moje pierwsze skojarzenie to Remote Play, ale dopakowany Azure – część danych ma lecieć z konsoli (pewnie znacząco mniej istotna/mniejsza), a pozostała partia z chmury. Ja do końca nie rozumiem, jak będzie to funkcjonować. Widząc zakłopotane twarze np. ekipy z KF podczas live stream’a, myślę, że sporo osób nietechnicznych również. Temat nowej konsoli to również beka. Przyjechać na E3. Zebrać pełną aulę osób, oczekującą po MS wyjścia na pozycję lidera w konwersacji na temat dziewiątej generacji, a przekazać tyle samo, co od Sony poprzez ARTYKUŁ NA PORTALU TECHNOLOGICZNYM. Zamykając temat sprzętu, aby przejść do gierek, warto jeszcze powiedzieć, że nowy pad Elite Series 2, który jest jeszcze bardziej elitarny niż ostatni elitarny, wygląda bardzo dobrze. Możliwości regulacji działania spustów czy gałek analogowych prezentuje się okazale. Równie okazała jest zresztą cena: 180$ – musiałbym uderzyć się ze 180 razy w głowę tępym narzędziem, aby tyle wydać na pada. Alej hej! Każdy robi z kasą, co mu w się żywnie podoba. Natomiast widzę potencjał dla cross-playu w nim: nie mogę się doczekać wspólnych serwerów i niszczenia marzeń przychlastów, którzy uważają, że sam pad za 700 PLN (nie mogę XD) podbije im K/D. Gierki!

Pomijając powyższe, nie można zarzucić konferencji braku gier oraz elektryzujących momentów. Największym z nich (pewnie już o nim słyszeliście) była prezentacja Cyberpunka 2077, aczkolwiek nie produkcja CDPR zagrała pierwsze skrzypce pokazu, a („czytelniku, to jest moment, gdy warto najpierw zobaczyć ją samemu„) obecność w grze Keanu Reevesa. Zwiastun CGI zakończył się jego obecnością w grze, a gdyby to była jeszcze zbyt mało zajebiste, Johnny Mnemonic (pdk) wyszedł na scenę, zapowiadając nie tylko swój pełnoprawny udział w grze, ale i jej datę premiery – kwiecień 2020! Sama gra wygląda bardzo dobrze, a informacja, że można ją ukończyć nie zabijając nikogo bardzo poprawiła mi humor – nie żebym chciał tak przechodzić, ale pokazuje to spektrum możliwości. Co do samego Keanu, to warto nadmienić, że Marcin Iwiński potwierdził, że posiada on drugie miejsce w liczbie linii dialogowych w grze oraz pełni ważną rolę dla głównego bohatera. Nie spodziewałem się tego, ale wygląda, że CDPR postanowili gonić w tej kwestii Hideo Kojime. Dla mnie bomba. Wciąż nie jestem pewien zakupu na premierę, ale może jak wpadnie jakaś podwyżka, to kto wie.

Pomijając powyższe, nie można zarzucić konferencji braku gier oraz elektryzujących momentów. Największym z nich (pewnie już o nim słyszeliście) była prezentacja Cyberpunka 2077, aczkolwiek nie produkcja CDPR zagrała pierwsze skrzypce pokazu, a (to jest moment, gdy warto najpierw zobaczyć ją samemu) obecność w grze Keanu Reevesa. Zwiatun CGI zakończył się jego obecnością w grze, a gdyby to była jeszcze zbyt mało zajebiste, Johnny Mnemonic (pdk) wyszedł na scenę, zapowiadając nie tylko swój pełnoprawny udział w grze, ale i jej datę premiery – kwiecień 2020! Sama gra wygląda bardzo dobrze, a informacja, że można ją ukończyć nie zabijając nikogo bardzo poprawiła mi humor – nie żebym chciał tak przechodzić, ale pokazuje to spektrum możliwości. Co do samego Keanu, to warto nadmienić, że Marcin Iwiński potwierdził, że posiada on drugie miejsce w liczbie linii dialogowych w grze oraz pełni ważną rolę dla głównego bohatera. Nie spodziewałem się tego, ale wygląda, że CDPR postanowili gonić w tej kwestii Hideo Kojime. Dla mnie bomba. Wciąż nie jestem pewien zakupu na premierę, ale może jak wpadnie jakaś podwyżka, to kto wie.

No ale dobrze, Cyberpunk nie był przecież jedyną grą konferencji. W ogólnym rozrachunku Microsoft pokazał jakieś 60 gier, z czego kilkanaście pochodziło z ich wewnętrznych studiów developerskich. Z tytułów, które przykuły moją uwagę to na pewno Tales of Arise, czyli nowa odsłona marki Bandai Namco. Wygląda to na – nareszcie – powiew świeżości do serii i jej mechaniki. Wygląda jeszcze bardziej na action-rpg. Mam nadzieję, że wyjdzie z tego coś dobrego. The Outer Worlds, a więc nowe dzieło Obsidian Entertainment, to pozycja zdecydowanie warta uwagi. Humor i ręka do prowadzenia narracji ekipy z Obsidian – myślę, że będzie z tego kawał dobrej gry. Może nie GOTY, ale nie wszystko musi być. Kurczę dużo tych gier było. Gdzieś też pojawiła się zajawka kolaboracji pomiędzy From Software, a autorem historii Gry o Tron, ale jego nazwisko akurat dla mnie bardziej jest płachtą na byka, więc zero ekscytacji. Nawet całkiem sporo indyków przewinęło się po ekranie. Małe produkcje były wmieszane pomiędzy duże, co w założeniu jest OK, ale takie błyskawiczne montaże, gdzie nie nadąża się ogarnąć tytułu tego, co się właśnie widzi, są niefajne. Do tempa prezentacji też można by mieć trochę pretensji. Po petardzie, jaką był Cyberpunk, wszystko jakby siadło i nie podniosło się z kolan do samego końca. A powinno za sprawą ekskluzywnych tytułów MS. No to lecimy!

Wszyscy czekaliśmy na nową produkcję twórców fenomenalnie przyjętego przez branże Hellblade: Senua’s Sacrifice. Ninja Theory natomiast zszokowało idąc w kierunku sieciowego hero-brawlera, mieszankę bijatyki i Overwatch. Wygląda intrygująco, ma ciekawy styl, ale czy jest ku temu publika? Zobaczymy. Aczkolwiek nie Ninja Theory i ich IP miało zarządzić tą konferencją, a wyczekane przez fanów Gears of War 5 oraz Halo: Infinite. Z przyjętej formy akapitu pewnie się spodziewacie, że i tutaj jestem bardziej niż zawiedziony tym, co zespół Spencera pokazał, a raczej czego nie pokazał – rozgrywki. Nic. Jesteśmy niemalże zaraz przed premierą Gearsów, a dostaliśmy zbyt długie CGI, jakieś zupełnie niepotrzebne zejście kamery pod scenę okraszone fajerwerkami i dymem, po to, żeby zrobić najazd na ekran telewizora – ja pierdole. Halo rok temu zadebiutowało krótką zajawką z pędzonym Warthogiem oraz podtytuł: Infinite. Czy będzie to F2P? Czy będzie to GaaS? Czy dostaniemy kontynuację historii? Czy to reboot? Dobrze, że choć pokazali, że wracam Master Chief. Świetnie, że znów będzie ratował ludzkość. Jestem w szoku. Halo to najważniejsza marka, jaką posiada Xbox i w taki sposób, prezentuje się powrót bohatera fanów zielonych? Bez epickiej bitwy pokazując moc Xbox One X czy xCloud?! TAK SIĘ WSKRZESZA LEGENDY! Więcej uwagi chyba poświęcono wprowadzeniu jakiegoś shootera z Chin, pokazując zdecydowanie zbyt długi materiał CGI – #nikogo przecież. Dobrze, że chociaż Ori and the Will of the Wisps wygląda olśniewająco. Troszkę się podpaliłem pisząc, ale w sumie dobrze oddaje to, co czułem się po konferencji na żywo. Tyle pierdololo o kolaboracji z Nintendo i jakimi to wspaniałymi partnerami są obie stajnie – nic.
Nie dowieźli.

Xbox nie pokazał nic, co miałoby mnie przekonać lub dać nawet cień wątpliwości, gdzie uderzyć z moimi pieniędzmi w przyszłości. Tylko dobra konferencja, a miała obwiązek być wielką.

Nintendo

Dosłownie w ostatniej chwili przypomniało mi się, że przecież jako ostatnie w tym roku, Nintendo ma swojego directa, późnym popołudniem. Całe szczęście będąc na spacerze z córką, gdy ta bawiła się w piaskownicy, tata oglądał prezentacje na Twitchu – best dad ever. Nintendo nie ma zwyczaju traktować E3 specjalnie, aniżeli każdy inny dzień w roku. Zdarza się, że losowy direct w ciągu roku daje więcej niż pokaz podczas targów. Bardzo podobnie było w tym roku, aczkolwiek znalazło się miejsce na kilka wybuchowych ogłoszeń. Jednym z takich było totalne zaskoczenie, jakim jest kompletna edycja Wiedźmina 3 na Switchu. Pewnie nie będzie to wyglądać i działać zbyt pięknie, ale kurde, taki moloch na przenośnej konsoli Niny – wow. Poza tym dostaliśmy raczej więcej informacji i – najważniejsze – daty premiery wielu tytułów, które zadowolą fanów giganta z Japonii. Smash Bros otrzyma dawkę nowych bohaterów z serii Dragon Quest oraz powrót marki Banjoo-Kazooie na konsole Nintendo, za sprawą dwójki jej protagonistów, zasilających roster. Pewnie wiele osób to bardzo ucieszy. Natomiast moim tytułem podczas pokazu była Zelda: Link’s Awakening, albowiem wali ten remake we mnie gigantyczną dawką nostalgii. Wygląda pięknie, dzięki plastelinowej estetyce i niezwykle barwnej palecie kolorów. Oryginalne Link’s Awakening to jedna z niewielu gier Nintendo, którą cudownie wspominam z czasów dzieciństwa. Mimo tego, że nie udało mi się jej ukończyć na Game Boy’u. Może to będzie tytuł, który przekona mnie do zakupu Switcha…aczkolwiek, mówię tak już któryś raz.

Na zamknięcie Nintendo przygotowało prawdziwą bombę: krótki teaser i informacje, że sequel jednej z najlepiej sprzedającej się gier ostatnich lat, jednego (jak nie największego) z największych system-sellerów czerwonych, zdobywcy statuetki Gry Roku, jest w produkcji. Szok! Świat wstrzymał oddech. Myślałem, że zaskoczenie spowodowane pracami nad nową konsolą przez PlayStation czy Xboxa mnie bawią, ale osłupienie tą zapowiedzią bije wszystko. Taki silnik, tyle pracy i taki sukces, a ludzie myśleli, że drugiej takiej Zeldy nie będzie – eh. Podsumowując, direct mi się podobał. Większość tytułów wyglądała na coś, w co bym chciał zagrać. Może poza Animal Crossing. Jeśli natomiast chodzi o ocenę to było dobrze, a do świetności brakowało zaciśnięcia współpracy z Xboxem, Bayonetty, Metroida, przyznania się, że Crash Team Racing jest lepszym kart-racerem od Mario Kart.

Nintendo (jak zwykle) ma wszystko, co dzieje się dookoła nich gdzieś, również to, że właśnie trwa E3 i wypuszcza dobrego directa.

…i słówko na koniec

Pozostaje zadać sobie pytanie: czy Sony zrobiło dobrze odpuszczając E3 w 2019? Odpowiedź to: tak. Zdecydowanie. Jeśli jest jeden wniosek po wszystkich konferencjach tegorocznych targów, to będzie nim: w przyszłym roku rozpoczyna się dla graczy dziewiąta generacja konsol. Jednocześnie, pojawi się ona w świecie, w którym na polu bitwy będą nowi graczy, chociażby pod postacią platformy Google. Nie ma sensu pchać pieniądze w konferencję teraz. Pamiętam ostatnie przed-generacyjne E3 i zawód, jakimi były te targi. E3 2019 mimo, że fatalnym nie było, nosiło na sobie piętno nowych sprzętów. Wiele firm gra w bezpieczne i nie pokazuje rozgrywek. Masa teaserów. Nieznane daty premier. Najdobitniej pokazuje to konferencja Xboxa, która moim zdaniem zrobiła więcej DLA Sony, niż dla Microsoftu. Większość najciekawszych tytułów pojawi się na innych platformach (w tym PS4), a exy pomyliły zjazdy i nie dojechały do LA. Wszystko, co Xbox powiedział na prezentacji, Sony załatwiło w WIRED oraz PRZYPADKIEM WYPŁYWAJĄCYMI materiałami, pokazującymi czasy wczytywania się gier czy Gran Turismo Sport w 8k/120fps na jakimś tam branżowym wydarzeniu. Jeśli obserwujecie konta PlayStation na Twitterze to powinniście zauważyć, jak Sony wykorzystuje konferencje MS dla własnych celów. Momentalnie na oficjalnym blogu PlayStation pojawia się materiał o grach zapowiedzianych podczas konferencji Xboxa i nie tylko. Dziś dostałem newsletter zatytułowany: „Poznaj świeżo ujawnione gry”. Okazuje się, że nie trzeba być na miejscu, żeby mieć pożytek z E3. Wystarczy odrobina przygotowania oraz konkurencja, która zamiast łapać króliczka, woli go ciągle gonić.

donatebar2

Podobał ci się materiał? Wesprzyj RaczejKonsolowo! Jednorazowo lub miesięcznie! 😀

paypalbutton

2 myśli na temat “E3 2019 de podsumowanie

  1. Nie rozumie czemu brak Sony to dobra decyzja. Jak cie nie ma na święcie graczy to znaczy że masz ich w d… bo nie warto się wysilić i coś pokazać. Od takiego giganta jak Sony można wymagać żeby dali coś z siebie. Może i niektóre konferencje były meh ale przynajmniej trzeba docenić że podnieśli rękawice. Taki CDPR potrafi cały rok utrzymywać tajemnice żeby dostarczyć na E3 doznania na które czekają miliony.
    Dla mnie Bethesda na E3 wypadła lepiej niż Sony… Doceniam każdego kto tam był żeby zrobić show nawet EA.
    Co do MS to o ile wiem to gameplay Gears5 pokazali na streamie. Jak dla mnie to zrobili dobre show i o to chodziło. Poza tym doskonale wiemy że co by tam nie pokazali to kupisz PS5.
    Nintendo poza Directem jak zwykle prezentowało wiele godzin gameplayu podczas Treehouse i dla mnie oni wygrali. A mówi się że mało gameplayu było na E3…
    Poza tym zapomniałeś o PC Gaming Show :D.

    Polubienie

    1. Hej Jakal! Dzięki za komentarz. Zawsze dobrze przeczytać inną opinię i zostać zmuszony do obrony swojej 😜 Postaram się odnieść do każdego z twoich punktów.
      Powyższe podsumowanie opieram wyłącznie na tym, co widziałem podczas konferencji lub w ewentualnych komentarzach ‚na żywo’ np. ekipy KF – bo słyszeli coś przed E3 lub mieli oficjalne prasówki. Stąd fakt, że coś było pokazywane pod konferencji w ogóle do mnie nie przemawia. Ta godzina czy półtora, jaką się ma na konferencji powinna przemówić jasno i wyraźnie, bo też wtedy ogląda ją najwięcej osób. Wszystko poza tym, powinno być jedynie uzupełnieniem dla najbardziej zainteresowanych.
      Jeśli brak Sony podczas E3 uznajesz za brak szacunku wobec graczy i Ciebie, to a) masz do tego pełne prawo, b) Nintendo jest najbardziej mającym w dupie graczy producentem konsol 😉. Jestem zdania, że firmy powinny pakować pieniądze w rzeczy istotne: gry i sprzęt. Sony nie pojechało na E3, ponieważ wiedziało, że w danym momencie nie ma sensu angażować tak ogromnej kasy w konferencję, które będą ‚takie se’ – wiedząc to po E3 przed zapowiedzią ósmej generacji, co potwierdziły obecne targi będące tuż przed ujawnieniem dziewiątej. Swoją drogą: Sony wcale nie odpuściło zupełnie E3. Bardzo wzburzona aktywność w social media oraz na oficjalnym blogu, gdzie informowano: „Hej, widzieliście ten tytuł na konferencji X? Trafi na PS4. Mamy wywiad z devem/producentem/dyrektorem„.
      Porównywanie CDPR do Sony, nie ma sensu 🤔
      Pewnie, że kupię PS5, ale chciałbym, żeby koledzy po drugiej stronie barykady mieli coś więcej niż: „ee..ee..eee…gamepass!”
      O czym zapomniałem? 😃

      Polubienie

Możliwość komentowania jest wyłączona.

Create a website or blog at WordPress.com Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: