Gran Turismo 6 (PS3)

Moja pierwsza recenzja gry wyścigowej z prawdziwego zdarzenia – życzcie szerokości.

Z innymi kategoriami gier jestem w stanie sobie poradzić, a przynajmniej takowe wyciągam wnioski zważając na odwiedziny recenzji. Wiem na co zwracać uwagę, z czego robić notatki itd. Przy Gran Turismo 6 (PS3) nieco się miotałem, a zdecydowanie bardziej aniżeli siadając do jakiegokolwiek innego gatunku. Serię znam jak własną kieszeń, albowiem poczynając od jedynki na PS1, przez wszelkie prologi, odsłony specjalne, aż po długo wyczekiwane GT5, ogrywałem wszystko, co wypuściło Polyphony Digital i zespół Kazunori’ego Yamauchi. W takie sytuacji powinienem rozwalić reckę bez problemu, prawda? A jednak. Najwięcej wątpliwości kierowałem w sens opisywania modelu jazdy, co przecież jest tak cholernie ważne w produkcji ogłaszającej się mianem: „The Real Driving Simulator”. Zatem zrobimy tak: jeśli szukacie profesjonalnej recenzji modelu jazdy zapraszam was do materiałów Team VVV, czy serwisu GT Planet. Sam natomiast przedstawię mój punkt widzenia na jazdę w Gran Turismo 6 (PS3), z perspektywy faceta, który nigdy nie jeździł autem przekraczającym 150KM, od najmłodszych lat był katowany sportami motoryzacyjnymi przez ojca (dzięki tato!), a jego jedynymi doświadczeniami ze sportem motorowym są wypady z pracy na gokarty. Na skutek tego, w teorii wiem, jak zachowaniem na torze różnią się od siebie np. układy napędowe. Wiem, jak odpowiednio posługiwać się pedałem hamulca i mimo nie posiadania kierownicy ze sprzęgłem, uwielbiam jeździć na manualnej skrzyni biegów. Dosyć dobrze trzymam się linii wyścigowej i – znów, moim zdaniem – nieźle trafiam w APEX zakrętu. Radzę sobie z różnymi nawierzchniami, oponami i warunkami pogodowymi oraz gdy samochód wchodzi w pod/nadsterowność. Wobec tego, według moich wytycznych, GT6 jest rewelacyjnym tytułem, który jeśli nie jest bardzo dokładnym symulatorem wyścigowym, to cholernie dobrze stara się go udawać.

Zachowanie maszyn na torze przekłada się na moje wyobrażenie o zachowaniu takowych w trakcie wyścigów. Doskonale czuć różnicę pomiędzy samochodami, w zależności od wagi, układu napędowego, umieszczenia silnika i mocy. Może nie „tyłkiem”, ale czuć kiedy przeciągniemy moment hamowania i czeka nas bliskie spotkanie z poboczem. Równie bolesnym może być utrata przyczepności kół, ze względu np. na zbyt agresywne operowanie gazem w zakręcie, czy najechaniu na pobocze toru oraz nie jedną prostą wygramy dzięki samemu tunelowi aerodynamicznemu. To wszystko jednak rzeczy, do których Polyphony Digital zdążyło nas przyzwyczaić. Największą zmianą, promowaną przed premierą, miała być przebudowana praca zawieszenia, aczkolwiek bez bicia się przyznam, że diametralnych różnic nie odczułem – może z powodu srogiej przerwy od piątej części. Dla entuzjastów motoryzacji twórcy umożliwili grzebanie w tradycyjnych dla serii parametrach wozów, ustawiając m.in. zawieszenie, nachylenie osi kół, aerodynamikę, czy przełożenia skrzyni biegów – oczywiście, jeśli części w samochodzie pozwalają na takowe konfiguracje. Jeśli nie, zawsze można je dokupić i zainstalować. Gran Turismo 6 (PS3), podobnie do poprzednich odsłon pozwala na tuning bebechów oraz części wizualnych aut. Tym ostatnim zafundowano nieco więcej możliwości aniżeli poprzedniczce, ale zanim popłyniecie w temacie dodam, że taki Need For Speed: Underground (PS2) to nie jest. Sam tuning zewnętrzny nadaje bardziej sportowego charakteru maszynom, aniżeli zmienia je w pługi śnieżne. Dodatkowo, nie każdemu wozowi można zafundować pełen pakiet stylizacji, aczkolwiek zmiana jest na plus. Wszystkie te aktywności dostępne są w GT Auto, pojawiającym się od trzeciej odsłony serii, gdzie poza wymienionymi wyżej m.in. zmienimy felgi, umyjemy samochód, wymienimy olej albo odrestaurujemy silnik po srogiej eksploatacji na torach.

Samochody natomiast myć warto, ponieważ tytuł jest naprawdę ładną grą. To zdecydowanie najładniejsze wyścigi na PS3, a pokuszę się o stwierdzenie, że nawet i w całej, siódmej generację konsol. Od tras po samochody (choć znów mamy podział na wozy premium i standard) gra wygląda fenomenalnie, nawet w czasach istnienia PS4 – nie ma wstydu wracając generację wstecz. Pamiętam do dziś pierwszy wyścig w Gran Turismo 5 (PS3), który po wielu latach oczekiwania na piątą część, przywitał nas trasa po nocnych ulicach japońskiego miasta w deszczu. Dobitnie pamiętam grymas na mojej twarzy, na widok pikseloz, podnoszącej się spod kół samochodów, wody i jak fatalnie wyglądały widziane przez nią sylwetki aut . W szóstej odsłonie jest o niebo z tym lepiej, aczkolwiek Driveclub (PS4) to nie jest, więc spokojnie z oczekiwaniami. Mimo to, detale pokroju podnoszonego żwiru, czy liście (na niektórych trasach) robią zadowalające wrażenie. Zmienne warunki pogodowe i cykl dnia/nocy, dostępne jedynie na wybranych trasach, sprawują się całkiem nieźle. Dzięki nowym możliwością robienia zdjęć w trakcie kozackich powtórek oraz powracającemu trybowi fotograficznemu, widać kunszt pracy twórców. Generalnie trzeba oddać Polyphony, że w kwestii rozpieszczania zmysłu wzroku, wciąż studio prezentuje wysoki poziom. Chciałoby się powiedzieć, że to samo dotyczy kwestii audio, aczkolwiek tutaj jestem niezbyt zachwycony, aby nie powiedzieć: rozczarowany.  Wszak, po zmianach w ustawieniach audio gry oraz graniu na kinie domowym, silniki brzmią lepiej, to niektóre wozy wciąż bardziej przypominają odkurzacze niż np. V6 albo dwupłatowca z czasów I WŚ – ostatnio sporo gram w Battlefield 1 (PS4).

Przy dobrobycie wizualnym wartym odnotowania jest wypchanie płyty po brzegi zawartością przez developerów. W stosunku do piątej odsłony, liczba samochodów zwiększyła się o około 200 modeli, zamykając listę na przeszło 1200 dostępnych – wliczając w to wszystkie warianty tych samych modeli. Z czego około 500 – niestety – to samochody premium. Podobnie ma się sprawa z listą tras, która z 60 dostępnych w prequelu, podskoczyła do 86 – choć imponujący skok nieco przyćmiewa powtarzalność wariantów oraz zaliczanie do listy krótkich odcinków, tzw. czasówek. Dobrze z drugiej strony widzieć na liście tras takie legendy jak: Spa-Francorchamps, Silverstone i Brands Hatch. Co warte jest odnotowania: wszystkie samochody są dostępne u dealerów, więc nie musimy liczyć na pojawienie się niektórych, w losowej liście aut używanych. Z tego zupełnie zrezygnowano. Jest to jedna z wielu zmian, jakie twórcy wprowadzili w Gran Turismo 6 (PS3).

Widać to chociażby przez samo menu główne gry. Jest znacznie bardziej przyjemniejsze w obsłudze, czytelniejsze i intuicyjne. Na całym ekranie znajduje się wiele skrótów, które kierują nas w często odwiedzane miejsce, bez konieczności przeklikiwania się przez kolejne okna interfejsu. Weźmy za przykład ekran potwierdzenia uczestnictwa w wyścigu, z którego w razie konieczności przez jedno kliknięcie możemy przenieść się do garażu, który na otwarciu pokaże nam listę adekwatnych bryk dla zawodów. Takowych zmian QoL jest więcej. Bardzo trafionym rozwiązaniem jest wyszukiwarka samochodów oraz pogrupowanie polecanych, na każdy z poziomów trybu kariery. Sama budowa głównego trybu również przypadła mi bardzo do gustu. W pierwszej kolejności: jest krótszy od poprzedniczki, w której to czułem się nieco przytłoczony liczbą zawodów. Tutaj mam wrażenie jest nieco lepiej, przy czym konkurencje nie straciły na różnorodności. Postępy podzielono na kolejne grupy wyścigów, obarczone znakiem odpowiadającej im licencji. Aby iść dalej w karierze należy wygrać minimalną liczbę wyścigów danej licencji, a później zdać kilka zadań czasowych, jako egzamin do kolejnego poziomu. W trakcie możemy zaliczyć zadania dodatkowe, jakie gra nam serwuje. Raz, będzie to zbijanie pachołków na stadionie w określonym czasie, a innym razem, pokonanie okrążenia na minimalnej ilości paliwa w baku. Dotarcie do najwyższej ligi zajęło mi jakieś 60h, a przynajmniej przy tylu uznałem, że mam dosyć Gran Turismo 6 (PS3).

Aczkolwiek, gdy exclusive SONY robił drobne kroki ku lepszemu user experience, niezbyt przyłożono się do racing experience. Natomiast, po drugiej stronie barykady, konkurencja nie spała i zdeklasowała produkcje Japończyków. Niestety SI przeciwników w Gran Turismo 6 (PS3) to dramat. W wyścigach nie ma za krzty rywalizacji. Chyba, że podobnie jak ja, do zawodów będziecie stawiać się wozem o 100 Punktów Osiągów (sumaryczna wartość walorów auta w grze) poniżej rekomendowanej liczby – wtedy dopiero czułem dreszczyk emocji ostatnich okrążeń. Wirtualni przeciwnicy jadą jak po sznurku. W sensownych odległościach od siebie, tak aby czasem nikogo nie dotknąć. Zespół Yamauchiego skupił się tak bardzo na dopieszczeniu piękna jazdy samochodem, że zapomnieli o duchu rywalizacji. Szkoda, bo to już któryś raz, gdy zwraca się uwagę studia na niesatysfakcjonujące pojedynki z SI – czytając tę recenzję wiece, że Gran Turismo Sport (PS4) problemu nie rozwiązało, jedynie zamiotło go pod dywan. Choć z drugiej strony, czas pokaże, czy poświęcenie zasobów nad udoskonaleniem starć z wirtualnymi przeciwnikami i odejście w stronę zmagań graczy online, to krok w dobrym kierunku. Wracając jednak do GT6, to trzeba zaznaczyć, że seria (właściwie) nigdy nie epatowała rywalizacją, a motywem przewodnim każdej odsłony było raczej piękno motoryzacji, jej historii i osób z nią związanych – tego zdecydowanie (jeszcze) nie zapomniano.

Przykładem niech będzie seria wozów Vision Gran Turismo. Polyphony Digital zaprosiło do współpracy największe wśród marek i projektantów samochodów na świecie, aby na potrzeby gry, stworzyli nowe modele koncepcyjne swojego Gran Turismo (2-drzwiowy samochód sportowy). Mercedes-Benz, Alpine, SRT, Peugeot to tylko niektóre ze światowych stajni, które wzięły udział w programie. Każdy samochód obarczony jest krótkim filmem dokumentalnym, który przedstawia wizję projektantów oraz ideę przyświecająca ich automobilom. Fajna sprawa, ale to nie wszystko. Patrząc poza etapy główne trybu kariery Gran Turismo 6 (PS3), do gry dorzucono tzw. Zawody Specjalne – jednym z nich jest jazda łazikiem kosmicznym po trasie, jaką pokonał Apollo-15 na księżycu, przy 1/6 grawitacji Ziemi. Chwyt marketingowy jak ta lala. Pozostałe są już znacznie bardziej związane z motoryzacją. Goodwood Festival of Speed to coroczne zawody typu hill-climb, odbywające się w Anglii, regularnie od 1993 roku. To prestiżowe wydarzenie dla świata motoryzacji, gdzie na linii startowej stają kierowcy z wielu sektorów światowych sportów motorowych – od Formuły 1 po Moto GP. W grze otrzymamy możliwość zmierzenia się z czasówkami w wybranych przez grę maszynach. Podobnie interesującym dodatkiem jest Sierra Time Rally, odbywające się na fikcyjnym torze Circuit de la Sierra. Dodatek spodobał mi się niesamowicie. Trasa wiedzie wokół jeziora przez ponad 27km, co czyni ją największą z obecnych w serii. W jej trakcie rozmieszczono punkty kontrolne, pomiędzy którymi musimy się zmieścić w określonym czasie. Zegar możemy zatrzymywać na sekundę poprzez wyprzedzanie kolejnych rywali, osiągając wysoką prędkość lub odrywając koła od asfaltu. Przez cały czas jazdy otrzymujemy punkty, których szybkość naliczania zwiększamy mnożnikiem za wyprzedzenia, ale uwaga: jeden błąd, stłuczka czy lądowanie poza torem i mnożnik się zeruje. Bardzo miły, wręcz arcade’owy akcent w poważnym opakowaniu Gran Turismo. Dorzucić do specjalnych zawodów możemy także zmagania ultra-szybkimi bolidami Red Bull X, w wyzwaniach Sebastiana Vetella, które summa summarum mnie pokonały i zakończyły przygodę z tytułem, albowiem bardziej przypominały zabawę w WipeOuta, aniżeli jazdę samochodami. Odpuściłem nawet jeśli nagrody za nie były najbardziej lukratywnymi w grze….a skoro już jesteśmy przy kasie.

Wraz z nadejściem 2018-go roku, Gran Turismo 6 (PS3) zostało pozbawione funkcji sieciowych zamykając serwery gry i o ile z powodu braku możliwości ścierania się z innymi graczami na świecie, nie ma co płakać, to wyłącznie zawodów sezonowych i premii za kolejne dni logowania boli sromotnie. Mam żal do twórców, że w takowych okolicznościach nie pokusili się o ostatnią aktualizację, wprowadzającą permanentny bonus dla zdobywanych w grze kredytów. Bez tego oraz wspomnianych zawodów sezonowych, które mocno pomagały w budowaniu wirtualnego portfela, pogoń za samochodami marzeń odbywa się w męczarniach. Nie stawia to w dobrym świetle obecnych w grze mikrotransakcji, które do momentu wyłączenia serwerów były zupełnie niewidoczne, niepotrzebne i kompletnie nie-hejto-genne. Te dosyć „nieciekawe” okoliczności nie poprawia brak możliwości porównania swoich czasów ze znajomymi, co przecież – do kurki nędzy – było esencją przyjemności z Gran Turismo – od zawsze. Nie ma to jak urwać sekundę na wyzwaniu licencji koledze. Same licencje zawsze sprawiały mi radochę, a widok pokonania KraZisław lub JakupW, w czołówce wyników, tylko potęgował doznania. Bez tego pozostajemy ze stary, dobrym, znanym od lat Gran Turismo, gdzie zaczynamy od wyścigu Sunday Cup za kółkiem Suzuki Wagon R, pnąc się ku Nordschleife oraz Nissanowi GTR. I wiecie co? Jest mi z tym dobrze.

Gran Turismo zawsze podążało swoimi ścieżkami, niekoniecznie przejmując się, co robi konkurencja. Tytuł jednocześnie jest wypadkową lidera stojącego za jej produkcją. Kazunori Yamauchi jest osobą nad wyraz skromną, stroniącą od śmiesznych fotek na socialkach i życiu social media. Wśród wielkich nazwisk japońskich twórców jest mu bliżej Hidetaka Miyazakiego, aniżeli Goichiego Suda. Jednak nade wszystko kocha samochody i cały świat motoryzacji. Tą miłość w każdym calu przelewa na kolejne odsłony Gran Turismo, czego wynikiem jest może i brak sensownego poczucia rywalizacji w trakcie wyścigów, sensownego AI i „fajerwerków”, ale niepowtarzalny duch motosportu. Stąd w grze znalazł się tryb B-Spec, gdzie możemy się wcielić w rolę szefa zespołu wyścigowego i poczuć się niczym Jean Todt. Albo Data Logger, w którym możemy załadować kilka powtórek okrążeń i z licznych wykresów przeanalizować każdy metr okrążenia w naszym wykonaniu. Nie wspominając o zupełnie zbędnym GPS Visualizer – jeśli jesteście posiadaczami samochodu wyścigowego i macie dostęp do wybranych torów, możecie załadować dane GPS z prawdziwego przejazdu do gry, a następnie zmierzyć się z nimi wirtualnie. Wisienką na torcie aczkolwiek są ostatnie zawodu specjalnie, o którym umyślnie nie wspomniałem do tej pory. Gran Turismo 6 (PS3) albowiem oddaje piękny hołd legendzie motoryzacji i ulubionemu kierowcy F1 mojego taty, Ayrtonowi Sennie. Podzielono go na kilka etapów, a każdy z nich wprowadzała seria zdjęć z życia Brazylijczyka i krótkie informacje o jego karierze. Etapy polegały na pokonywaniu czasów wykręcanych przez Senne np. na torze Brands Hatch, w jednym z pojazdów, którymi ścigał się Senna. Jest nawet jego pierwszy gokart, aż po czarnego Lotusa 97T. Ostatni etap był zupełnie inny, siadając do jazdy przed pracą miałem niewiele ponad pół godziny do wyjścia, ale pomyślałem: co tam, machnę szybko kolejny czas i zaliczone. Zamiast jednak się ścigać siedziałem przed telewizorem, oglądałem krótki film dokumentalny o tym, co Senna pozostawił po sobie: Ayrton’s Wish i czułem się zachwycony. Tym właśnie jest Gran Turismo. Czymś więcej niż grą o ściganiu się.

Zostawmy jednak sentyment na boku i Gran Turismo 6 (PS3) jawi się, jako ulepszonego w wielu aspektach Gran Turismo 5 (PS3). W każdym sektorze produkcji widać zmiany na plus, aczkolwiek są to raczej dziecięce kroczki, biorąc pod uwagę przeszłość serii. Nie poprawiono tego, czego fani serii oczekują od dawna: sensownego AI przeciwników, z którymi rywalizacja będzie faktyczną zabawą oraz adekwatnego do piękna modeli brzmienia silników. Mimo to, tytuł wciąż posiada wystarczająco wiele, aby zachwycać i zachęcać do wracania, do ucinania kolejnych sekund okrążeń. Niezależnie od premiery Gran Turismo Sport (PS4) i zupełnej zmianie koncepcji na kolejną odsłonę serii, wciąż mam nadzieję, że zobaczymy siódemkę na półkach sklepowych, a zespół Polyphony Digital wyciągnie wnioski z kompetytywnego GTS i tchną trochę tego charakteru w kolejną, numeryczną odsłonę. Właściwie to musi, bo „głośni sąsiedzi” nie milkną, a okolica zaludniona jak nigdy.

PLUSY

  • piękna grafika
  • przyjemny, ale wymagający model jazdy
  • wszechobecne poprawki względem poprzedniczki
  • ogromna kolekcja samochodów i tras
  • ciekawe mini-gierki oraz zawody specjalne
  • smaczki dla entuzjastów i fanatyków motoryzacji

MINUSY

  • słabe AI przeciwników
  • z wyłączonymi serwerami daje w kość grindem
  • wciąż brakuje „pazura”

Skuteczna poprawa warunków jezdnych względem poprzedniego modelu wraz z liftingiem karoserii i modernizacją wnętrza. Model roku 2013 w swojej klasie.

Ocena: 8.5/10

donatebar2

Podobał ci się materiał? Możesz wesprzeć RaczejKonsolowo dowolną kwotą!

paypalbutton

Możliwość komentowania jest wyłączona.

Create a website or blog at WordPress.com Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: