A dziś zagramy w … Max Payne (PS2)

Po tygodniach zbierania warstw kurzu przez moje PS2 w końcu usiadłem do nadrabiania staroci z backlogu. Przyszła pora i na tego klasyka oraz maksymalny ból mijających latek.

W gwoli ścisłości: to nie jest tak, że w Max Payne (PS2) nie grałem wcale. Mając naście lat, gdy owy tytuł miała swoją premierę, nie sposób było odgonić się od zachwytów produkcją studia Remedy wśród rówieśników, którym na granie w tytuł pozwalał dobry pecet. Gdzieś tam zatem grałem w pojedyncze poziomy oraz pamiętam ciekawy mod, który zrobił z gry anime Hellsing. Przyszła pora zatem rozprawić się z legendarnym tytułem, choć chyba wybrałem najgorszą z możliwych opcji na to.

Tratatatatata!

Albowiem produkcja z 2001 roku na PlayStation 2 wygląda bardzo biednie. Wyróżniającym się w tym są powtarzalne do bólu lokacje o teksturach w katastrofalnej rozdzielczości. Gra jest szara i rozmyta. Na domiar złego działa fatalnie i to niezależnie od sytuacji na ekranie. Tylko w bardzo małych lokacjach, gdy główny bohater jest sam i za wiele się nie dzieje na ekranie można zaobserwować jakąkolwiek płynność. Niestety wymiany ognia z przeciwnikiem to jeden wielki “pokaz slajdów”, a gdy gra zbliża się do końca i lokacje stają się większe, rzucając jednocześnie w nas większe grupy przeciwników, można powiedzieć, że toczymy równie zażartą walkę z grą, jak z napastnikami. Ukrywa się to całkiem nieźle poprzez bullet-time, aczkolwiek niewystarczająco. Całkiem nieźle, a jednocześnie zabawnie prezentuje model Max’a, głównie przez ikoniczną twarz, niczym Bruce Willis. Moja żona powtarza, że bohater Szklanej Pułapki to “człowiek jednej miny” i grając w Max Payne (PS2) miałem podobne odczucia co do twarzy Sama Lake zapożyczonej dla tytułowego Maxa Payne’a. Na pewno gdzieś natrafiliście w sieci na jego facjatę z podniesioną brwią, ale czy wiedzieliście, że wszystkim postaciom z gry swoich wizerunków użyczyli pracownicy Remedy? Wszystko za sprawą małego budżetu i konieczności cięcia wydatków gdzie się da. Na głosy wydano już trochę, więc za prezencję zabrali się ludzie ze studia. Nie wyszło źle. W naprawdę solidnie wykonanych przerywnikach fabularnych pod postacią komiksów live action, gdzie chmurki dialogowe czytają pełnoprawni aktorzy, pracownicy wypadają dobrze – skoro nie ma cutscenek to po co przepłacać. Dobry interes.

Amerykański sen zmienia się dla Maxa w koszmar

Cała gra zresztą jest mieszanką wielu elementów popkultury jak komiks, filmy akcji Johna Woo, czy kina noir – czyli gangsterskich produkcji w czerni i bieli. Widać, że właśnie te klimaty towarzyszyły twórcom za inspiracje dla swojej produkcji. Max Payne (PS2) albowiem to historia gliniarza, którego życie zostało zmienione w najgorszy koszmar, gdy z niewyjaśnionych przyczyn bandyci zabijają jego rodzinę. Widok zakrwawionej kołyski i martwej żony po powrocie może wprowadzić w obłęd najtwardszego glinę. I tak przez lata Maxa dręczą okropne koszmary, których zresztą sami doświadczymy w trakcie rozgrywki. Poświęca kolejne lata na pracę pod przykrywką, przenikając przez szeregi mafii w nadziei trafienia na trop, który wyjaśni dlaczego jego najbliżsi musieli zginąć z rąk odurzonych bandytów. Gra rozpoczyna się dla nas w momencie, gdy pojawiają się pierwsze poszlaki łączące działania mafii, nowego dragu na mieście i sprawy swojej rodzin. W międzyczasie zostaje zamieszany w zabójstwo swojego partnera, wyjęty spod prawa i – jak przystało na twardziela NYPD – wypowiada wojnę półświatku miasta. Mimo, że nie przedstawia się to zbyt ambitnie, to trzeba oddać zespołowi Remedy, że udało im się stworzyć dojrzałą historię z całkowicie zaskakującą mnie konspiracją w środku. Na dodatek wspomniane przeze mnie koszmary przeżyjemy na własnej skórze, a uwierzcie mi, nie ma gorszego dźwięku sugerującego nam, że idziemy w złym kierunku niż przeraźliwy płacz niemowlęcia – kurwa, ale to było straszne. Przerywniki w formie komiksu pasują tu jak ulał, podobnie jak ponura kolorystyka i kapitalna narracja Jamesa McCaffrey, który tylko potęguje poczucie uczestniczenia we współczesnej produkcji kina noir. Podobnie jak przekoloryzowane głosy gangsterów włoskiej mafii.

BANG!

Zatem wiecie już, że opowiedziana poprzez grę historie daje radę, jednak nie(tylko) ze względu na nią Max Payne (PS2) zyskał spore grono zachwyconych fanów oraz nagrody krytyków. Niepotrzebna jest ankieta wśród graczy, aby zyskać pewność, że chodziło o bullet time i częstowanie gangsterów ołowiem. To w zasadzie trzymało mnie w dobrym humorze podczas grania pomimo działania gry i cholernych ekranów ładowania. Nawet nie wyobrażacie sobie, jak wkurza śmierć 3 sekundy po kilkudziesięciu sekundach ekranu ładowania – kaplica. Ale gdy już gra się załadowała, i przyzwyczailiśmy się do topornego działania, gameplay zaczynał sprawiać dużo radochy. W tytule zastosowano możliwość spowolnienia czasu w dowolnym momencie gry, czerpiąc pełnymi garściami z takich filmów akcji jak Hard-boiled i głośnego Matrixa – choć według twórców implementacje mieli w swojej grze na długo przed super hitem braci…rodzeństwa…sióstr Wachowskich. Bullet time w połączeniu z możliwością wykonania kaskaderskich rzutów, jednocześnie pociągając za spust z dwóch pistoletów na raz, to cholernie genialny kawał świetnej zabawy. Momentalnie zapomina się o problemach gry. Rozgrywka to rzecz jasna strzelanka w perspektywie trzeciej osoby, gdzie wspomniane udawanie Neo jest wisienką na torcie. Max Payne potrafi rzucić się w powietrze i załatwić nawet trzecha zwyrodnialców na raz, Ci natomiast bardzo ładnie reagują na pakowane w nich pociski, czego kwintesencją są odrzucane na kilka metrów od strzału z dwururki ciała. Nasz glina jest również wirtuozem broni palnej: nie straszne mu pistolety, karabiny maszynowe, shotguny, granatniki, a nawet snajperka. Z takim arsenałem można stawiać czoła mafii, a “one man army” nabiera nowego znaczenia.

Pew! Pew! Pew! Pew!

Nie mamy tutaj systemu chowania się za przeszkodami, życie odnawia się jedynie ze znalezionych apteczek, punkty zapisu pojawiają się tylko na początku rozdziałów. Nie jest łatwo, przynajmniej z początku, gdy nie opanujemy na dobre zwalniania czasu. Ukończenie gry zajęło mi kilka wieczorów grania i mimo całej sympatii dla samej rozgrywki, muszę z bólem serca przyznać, że wybrałem bodajże najgorszą z możliwych opcji na sprawdzenie się z tą legendą. Max Payne (PS2) w latach swojej świetności na platformie PC zebrał wiele nagród za wykonanie oraz nowatorskość. Zatem szczerze polecam ogranie produkcji, gdyż rozgrywka posiada wiele pozytywnego, aczkolwiek koniecznie poszukajcie gry na innej platformie niż PS2 – co powinno być stosunkowo łatwe.

PLUSY

  • Bullet time! (wypowiedziane jak w piosence Mc Hammera) i frajda z grania
  • Zaskakująco dobra fabuła
  • Klimat gangsterskiego kina
  • Komiksowe przerywniki i ich narracja
  • Morda Sama Lake’a i jego uniesiona brew 😉

MINUSY

  • Koszmarnie długie ładowanie się gry
  • Mocno przestarzała grafika, co przekłada się na brzydkie do bólu lokacje i równie “ładne” tekstury

Cieszę się, że w końcu zebrałem się w sobie by ograć pierwszego Maxa. Szkoda, że nie stało się to wcześniej, na innej platformie (ta, jasne). Mimo to zabawa była przednia i z apetytem myślę o lepszej budżetowo kontynuacji.

Ocena: 7/10

 

5 myśli na temat “A dziś zagramy w … Max Payne (PS2)

Dodaj własny

  1. Kiedyś zacząłem jedynkę. Pograłem kilka minut i już nie pamietam dlaczego ale wyłączyłem. Może mama mnie wolała.. Jakiś czas temu ograłem trójkę która naprawdę świetnie oddaje walkę z kartelem gdzie możemy ufać tylko sobie i własnym broniom.

    Polubione przez 1 osoba

    1. Skoro mama woła, to nie ma innej opcji 😦 Do trójki na pewno przejdę, jednak jak mówi stare porzekadło: przed trójką jest dwójka. Zatem najpierw drugi Max Payne, sprawdzić na co przydał się większy budżet i dopiero MP3. Dzięki za komentarz ^^/

      Polubienie

      1. Z mamami nie ma żartów;) Co do numerków to trudno się nie zgodzić, ale np. takie Final Fantasy zaczynałem od „7” więc nie zawsze jest to dla mnie kierunkowskaz. Dzięki za odp. 🙂

        Polubienie

  2. MP1 wspominam z nostalgią, ograłem kilkanaście razy na pc. MP2 niestety nie utrzymało poziomu pierwowzoru, trochę zabrakło klimatu imho. MP3 nie siadł mi wogóle, jednak dam mu chyba kiedyś jeszcze jedną szansę, bo ogrywałem go na szybko.

    Polubienie

    1. Czyli grałeś w tą lepszą wersję 😛 MP2 powinien pęknąć gdzieś pod koniec miesiąca, więc zobaczymy jak mi podejdzie. Trójka to melodia na przyszły rok już na pewno.

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Create a website or blog at WordPress.com Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: