Alienation (PS4)

Po spędzeniu z produkcją racjonalnej liczby godzin oraz sprawdzeniu dogłębnie wszystkich klas i trybów czas na wydanie opinii o Alienation (PS4).

Wyobraźcie sobie dziecko ojca o imieniu Resogun (PS4) i Dead Nation: Apocalypse Edition (PS4) w roli mamy. Dokładnie tak prezentuje się kolejna produkcja studia, które wypluwa raz po raz małe perły na PlayStation. Małe, ale wybuchowe. Alienation (PS4) odziedziczyło charakter po tacie i wygląd mamy – idealnie. Zgodnie z powyższym, gra jest obłędnie ślicznym twin stick shooter’em z wybuchowym, pełnym akcji gameplay’em. Rozgrywka polega generalnie na przemierzaniu lokacji i wyrzynaniu w pień całych tabunów kosmitów. Samo w sobie nie brzmi to jakoś specjalnie odkrywczo, jednak jest kilka rzeczy, które sprawiają, że Alienation (PS4) zdecydowanie warto dać szansę.

Wyróżniającą zaletą produkcji Housemarque była zawsze oprawa, która niezależnie od platformy stanowiła ucztę dla oczu. Nie inaczej jest i w tym przypadku. Już pierwsze zapowiedzi pokazywały z jak wartką i niesamowicie kolorową produkcją będziemy mieli do czynienia. Wiecie co? O mateczko przenajświętsza! Zwiastuny nie kłamały. Grę obserwujemy z rzutu izometrycznego, logicznie tytuł zatem nie konkuruje z pięknymi panoramami Uncharted 4 (PS4), ale i tak “czapki z głów” przed fińskim studiem za grafikę. Otoczenie wygląda świetnie, jednak robotę robią efekty wizualne towarzyszące wszelkim wystrzałom i wybuchom. Jest futurystycznie oraz jaskrawo. Eksplozje i towarzysząca im paleta świateł, ognia i dymu powodują opad szczęki, niezależnie czy spędziliśmy z grą dopiero godzinkę, czy już macie za sobą ich dziesięć. Jeśli na Waszych twarzach malowało się wymowne “Wow!” podczas ogrywania nieskomplikowanego, aczkolwiek ślicznie wyglądającego Resogun (PS4), tutaj wyrzucicie z siebie gromkie “Yabadabadu!”. Co natomiast jest jeszcze bardziej zachwycające, to fakt, że Alienation (PS4), przy tym wszystkim, co właśnie napisałem o oprawie i jednoczesnej obecności na ekranie dziesiątek, jak nie setek przeciwników, nie “krztusi się” nawet odrobinę. Frame rate trzyma się żelaźnie 30 klatek na sekundę, które wystarczą do dobrej zabawy, a jeśli dzięki temu tytuł wygląda tak, jak wygląda…w to mi graj.

W tej ślicznej eksterminacji do dyspozycji mamy jednocześnie trzy spluwy na misję. Pierwsza specyficzna dla każdej z klas. Druga to broń alternatywna, gdzie znajdziemy np. rewolwer lub shotgun, a trzecią jest broń “dużego kalibru” (wyrzutnia rakiet, miotacz ognia i działka mini-gun). Niezależnie od rodzaju, związany z nimi jest ciekawy patent rozgrywki na przeładowanie magazynku: mamy możliwość skrócenia czasu w jakim to nastąpi do połowy. Nie muszę chyba wspominać, jak istotnym elementem do opanowania staje się to w obliczu walki z setką szarżujących na nas kosmitów. Mark Brown w materiale na temat wykorzystania przez twórców dźwięków gry w budowaniu jej rozgrywki, wspominał o tym patencie. Gdy wciśniemy przycisk przeładowania, pod naszą postacią pojawia się pasek postępu. Jeśli w odpowiednim momencie drugi raz naciśniemy przycisk na padzie, proces się zakończy i będziemy mieli przeładowaną broń. Tylko jak patrzeć na lokacje, unikać wrogów i skupić się na małym wskaźniku pod nami? Ano tak, że przeładowaniu towarzyszy charakterystyczny dźwięk, wydobywający się z głośnika pada (lubię, gdy twórcy go wykorzystują). Sprawia to, że opanowanie “ficzera” jest niczym jazda na manualnej skrzyni biegów w serii Gran Turismo. Tak mała rzecz, a dodaje grze tak wiele. Arsenał budujemy poprzez loot z lecący z wrogów, skrzynek napotkanych w lokacjach i nagród za wykonanie misji oraz pobocznych zadań. Podzielony jest on na kategorie według rzadkości występowania. Rzadkie uzbrojenie możemy modyfikować na wiele sposobów. Niszcząc słabszy sprzęt, otrzymujemy materiały, które służą do “rolowania” statystyk broni. Każda broń posiada 4 statystyki z dolną i górną granicą. Zużywając materiały losujemy wartość pomiędzy nimi. Dodatkowo najbardziej rzadkie posiadają drzewko gniazd na modyfikatory, zbierane w ten sam sposób, co same bronie. Aby je zapełnić musimy konkretny rodzaj modyfikatora włożyć w odpowiadające mu miejsca, zaczynając od podstawy. Jak to w drzewie. Dodam jeszcze, że same modyfikatory mają swoje poziomy, gdzie te wyższe tworzymy “spalając” słabsze. Sporo zabawy, jak na “indyczy” twin stick shooter, a na tym elementy RPG się nie kończą.

Produkcja może kojarzyć się w pewnym sensie z Diablo 3 (PS3) w klimatach sci-fi, albowiem z dziełem Blizzarda ma sporo wspólnego. Do dyspozycji gracza oddano 3 klasy bohaterów: biospecjalista (medyk), obrońca (tank) oraz sabotażysta (łotrz…rogue). Każda z klas posiada wyróżniające ją umiejętności specjalnie, rozwijane wraz ze zdobywanym doświadczeniem. Obrońca może m.in. rozstawić wokół członków drużyny tarczę oraz grzmotnąć w ziemię dookoła siebie. Biospecjalista roztacza leczącą aurę oraz przyzywa chmarę walecznych – chyba – nanomaszyn. Sabotażysta za to otrzymał chwilową niewidzialność oraz przywołanie ataku z powietrza. Fajnie fajnie, ale gra się nimi prawie tak samo. Minus? Nah. Pozwala to bez większych problemów żonglować klasami, wybrać tą odpowiednią dla nas, a drużyny niezależnie od zróżnicowania mają szansę. Dobre opanowanie gry jest wskazane, gdyż nie jest to najłatwiejszy tytuł do “wymaksowania”. Na szczęście mało skomplikowany. Poza strzelaniem mamy niezwykle ważny sprint, umiejętne rzucanie granatów oraz atak wręcz. Niewiele i tym samym Alienation (PS4) wpisuje się w oklepaną nieco maksymę: “easy to learn, hard to master”. Sterowanie nie wymaga od nas jazdy figurowej palcami na padzie, co spina się z nastawioną na wartką akcję rozgrywkę. Jak zatem widać, tytuł jest całkiem nieźle rozbudowany jak na małą produkcję, choć przyczepić się muszę do kilku rzeczy – uwaga, serio się czepiam. Po pierwsze to słaba jest różnorodność broni, a w zasadzie jej brak. Wszystkie wyrzutnie, karabiny, rewolwery wyglądają tak samo, różniąc się jedynie kolorami. Podobnie jak zbroje. Wiadomo, że liczą się statystyki, że przy takim polu widzenia i tak by się tego nie zauważyło, ale chociażby w menu głównym chciałbym moją postać mieć bardziej spersonalizowaną. Koniec czepialstwa…a nie, jeszcze coś.

Fabuła Alienation (PS4) jest zupełnie pomijalna. Cośtam starano nam się przekazać, jednak daleko temu do wciągającej historii. Skromne intro wprowadza w realia świata, w którym przyjdzie nam toczyć bój z inwazją obcych, a raczej jej skutkami. W grę wchodzimy bowiem trochę po fakcie. Ziemia została częściowo zniszczona przez wojnę z najeźdźcami. Ludzkość ostatnim tchem konstruuje specjalne egzoszkielety, nadające noszącym je osobom nadludzkie umiejętności bitewne, tworząc szwadron ostatniej nadziei ziemian na zwycięstwo. Nie jest to może najoryginalniejsza historia jaką wymyślono, ale czy potrzeba więcej by uzasadnić strzelania do obcych o zdecydowanie wrogim nastawieniu? Chyba nie. W trakcie kolejnych misji przeprowadzimy pierwszy kontratak, poznamy plany wroga oraz zabierzemy walkę na ich teren – wszystko przed Wami. Podczas rozgrywki towarzyszą nam przez radio pani Generał oraz naukowiec, wyznaczając kolejne cele do osiągnięcia i wyjaśniając dlaczego musimy iść w miejsce A, a potem B. Kampania to 20 misji, które można spokojnie ukończyć w 5-6 godzin. Zabierze nas ona w kilka regionów naszej planety. Od pokrytej śniegiem i lodem Alaski, bazy naukowej w tropikalnej Brazylii, po zgliszcza miasta Prypeć na Ukrainie, która wygląda bardzo podobnie miejsca akcji Dead Nation: Apocalypse Edition (PS4). Dodatkowymi miejscówkami są statki kosmiczne obcych, które wyglądają niczym żywcem wyjęte z XCOM (PS3). Plenery są różnorodne i – jak już wspomniałem wcześniej – ładne. Nie zmienia to natomiast faktu, że kampania kończy się względnie szybko, raczej nie powoduje na tyle zaciekawienia by się w nią wkręcić. Albowiem tytuł kierowany jest do osób szukających czegoś innego: podbijania rankingów i wspinaniu się w ligach.

Po ukończeniu trybu dla jednego gracza po pierwszy raz, momentalnie przechodzimy w tzw. drugi poziom świata. Kampania się resetuje z trudniejszymi przeciwnikami, ich większą ilością, lepszym lootem i kilkoma nowościami. Znajdując klucze do statków UFO, mamy możliwość wybrać misji na statku obcych. Są to generowane losowo “lochy”, gdzie w kilku komnatach czekają na nas silni przeciwnicy i skrzynki z lootem. Kolejną aktywnością end game jest tzw. Statek Arki. Takie UFO tylko z wieloma poziomami, gdzie z każdym następnym zwiększa się poziom trudności, ale i rzadkość nagród. Zginiemy, to zaczynamy od początku. Są jeszcze wyzwania, które możemy aktywować trzy jednocześnie i polegają na zabiciu wyznaczonego obcego, w ustalonej lokacji oraz liczbie. Szczerze? Jakoś niespecjalnie widziałem sens ich uruchamiania. Nagrody z ich zaliczania są mizerne, a warunki zdobyciu nieadekwatnie zawyżone. Skutkuje to poczuciem, że mimo atrakcyjnie prezentującego się na papierze end game’owi, Alienation (PS4) brakuje przysłowiowej marchewki. Czegoś poza awansem do wyższej ligi graczy na świecie, czy podniesieniu pozycji kraju w rankingach globalnych – patent z poprzednich gier studia. Gameplay na szczęście jest miodny, a strona techniczna znakomita, co sprawia, że miło wrócić na moment do eksterminacji kosmitów. Samotnie lub w co-opie kanapowym/online. Jeśli nawet nie pochłonie Was śrubowanie wyników, to gwarantuje solidną, dobrą zabawę. Na pohybel kosmicznemu plugastwu!

PLUSY

  • Oprawa!
  • Płynność
  • Dynamiczna rozgrywka
  • Przyjemny system rozwoju postaci i uzbrojenia
  • Sporo grania nawet po zakończeniu kampanii
  • Co-op do 4 graczy

MINUSY

  • Mało różnorodny loot
  • Słaba zachęta do pozostania z grą na dłużej
  • Taka sobie kampania

Kolejny świetny tytuł studia Housemarque, którego żal nie sprawdzić.

Ocena: 8.5/10

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Create a website or blog at WordPress.com

Up ↑

%d blogerów lubi to: