Yakuza 3 (PS3)

Pierwsza Yakuza na trzecim PlayStation. Czy seria zrobiła generacyjny skok w przód?

Seria zrodzona jako “deska ratunku” SEGI zawędrowała na PlayStation 3, wraz z trzecią odsłoną, cieszącej się bardzo dobrą renomą serii o gangach Japonii i innych “głupotkach” Kraju Kwitnącej Wiśni. Wraz z nią pierwsza rzucająca się momentalnie w oczy zmiana: grafika. Po przesiadce na mocniejszy sprzęt należycie poprawiono wygląd produkcji. Akcja gry rozgrywa się w dwóch fikcyjnych lokacjach w Japonii, wzorowanych na prawdziwych miejsca z tego kraju. Kamurocho to rozświetlona neonami i przepełniona krzykliwymi szyldami dzielnica spod znaku rozrywki i usług. Pamiętając, jak wyglądała Yakuza 2 (PS2) z początku byłem oczarowany jednak, z każdą kolejną dziesiątką godzin rozgrywki czar słabł. Miasto natomiast tętni życiem i mimo, że jest jeszcze pole do poprawek, otoczenie potrafi zachwycić. W zmiany wliczając podbitą rozdzielczość, lepsze tekstury i zwiększoną ilość detali, twórcy odeszli do statycznie umiejscowionej kamery oraz umożliwili obserwacji świata z perspektywy bohatera. Poza ciasnymi miejscami i wnętrzami mniejszych pomieszczeń, dowolnie skierujemy zatem widok w pożądaną stronę, by nacieszyć się bijącymi po oczach “chińskimi znaczkami” np. spacerując nocą po Kamurocho. Drugą lokacją Yakuza 3 (PS3) jest wzorowana na nadmorskim miasteczku w regionie wyspy Okinawa. Obie lokacje mają swój własny, wyróżniający klimat: wiecznie zabiegana aglomeracja i leniwa mieścina słynąca z dań rybnych. Japonia jak malowana.

Jeśli w otoczeniu nie zauważycie jakości PS3, powinny odmienić to cutsceny i towarzyszące im dialogi. Serię SEGI wyróżnia fenomenalne odwzorowanie twarzy bohaterów. By to było jednak możliwe, twórcy musieli pójść na kompromisy. W ten sposób modele postaci podczas normalnej rozgrywki wyglądają różnie. Zwykli przechodni, losowo napotkani mieszkańcy i przypadkowi oprychowie nie wiele różnią się od “lepszych” modeli z PS2. Jest możliwość bezpośredniego porównania za pomocą umieszczonych w grze retrospekcjach dwóch poprzednich odsłon, w oryginalnej jakości minionej generacji. Logicznie ważniejsze postacie lepiej dopracowano pod kątem szczegółowości ubioru, mimiki twarzy itp. Największe wrażenie aczkolwiek robi poziom wykonania dialogów pomiędzy postaciami. Za każdym razem, gdy sytuacja w grze wymaga wyrażenia emocji Yakuza 3 (PS3) przechodzi w tryb “premium” (nawiązując do samochodów premium w ostatnich GT). Osoby oglądane na ekranie wyglądają fantastycznie. Prawie jakbyśmy oglądali film. Gdzieś w połowie tytułu będziemy świadkami bardzo długiej rozmowy z ważną osobą z japońskiego rządu. Dzięki temu, że gość jest typowym politykiem w stylu naszego Kalisza, momentalnie zauważamy pieczołowitość z jaką odwzorowano ruchy mięśni jego twarz. Robi wrażenie. Skąd taki pomysł twórców? Puszczając wodze fantazji powiedziałbym, że za pomocą takiego zabiegu reszta gry wydaje nam się ładniejsza aniżeli naprawdę jest, a tak całkiem serio, to prostolinijnie seria Yakuza jest bardzo mocno nastawiona na fabułę i filmowość swojej opowieści. Dużo dialogów, dużo cutscenek, dużo emocji, krzyków i zbliżeń na twarze. Niektóre przerywniki mogą mieć i po 10 minut, a wliczając w to rozmówki tekstowe czasem i przez pół godziny gameplay zamknie się na wciskaniu krzyżyka pada.

Bez zaskoczenia wątek fabularny Yakuza 3 (PS3) kręci się wokół osoby Kazuma Kiryu. Byłego członka rodziny japońskiej mafii szerzej znanej jako tytułowa Yakuza. Kazuma po wydarzeniach z drugiej części porzucił życie kryminalisty oraz zrezygnował z posady głowy rodziny na rzecz zajęcia się “przyszywaną” córką Haruką oraz prowadzenia wraz z nią sierocińca w odległej od zgiełku dużych miast Okinawie. Tutaj też spędzimy niemalże pierwszą połowę gry. Twórcy usilnie starali nam pokazać życie byłego Yakuzy jako opiekuna i wychowawcy dzieci. Wiążą się z tym takie sprawy jak pierwsze wywiadówki, miłości szkolne, przekazanie dzieciakom, że kraść nie wolno oraz poradzenie sobie z “szykanowaniem” w szkole przez syna dyrektora – okruchy życia. Rozumiem koncepcję, jednak po kilku historyjkach zaczynało mnie to nużyć, tym bardziej, że wątek obyczajowy poprzedziło kilka cutscenek zrzucających bomby-masakratory. Obecny szef rodziny Tojo (był w niej Kazuma) Daigo Dojima zostaje zastrzelony. Sprawcą jest ojczym Kiryu Shintaro Fuma, który przecież zginął w pierwszej części. Wszystko to komplikuje budowa bazy wojskowej na Okinawie oraz kompleksu wypoczynkowego, który – niespodzianka – ma powstać na działce zamieszkałej przez Kiryu i sieroty. Polityka, mafia, duże pieniądze. Życie byłego mafiozy nie jest proste i tak raz jeszcze Smok Dojima (przezwisko Kazumy) musi powrócić do Kamurocho i “ogarnąć”, co tak właściwie się dzieje. W stolicy spotka wielu byłych znajomych, m.in. detektywa Date i szalonego Goro Majima. Ci, którym te osoby nic nie mówią nie muszą się martwić. Po pierwsze w głównym menu znajdziecie srogie retrospekcje obu poprzednich części, a dwa: w samej grze umieszczono masę wstawek z przeszłości. To w końcu japońska gra, a kto oglądał jakiekolwiek dłuższe anime, pewnie wie, że japończycy lubią takie powroty fabularne. Stąd też historia gry spodoba się miłośnikom animacji i kinematografii “kraju samurajów” spod znaku kryminału, akcji i gangsterki. Niech sielankowa część fabuły Was nie zmyli. Po powrocie do dzielnicy Kamurocho kończy się dziecinada. Szantaże, wyłudzenia, morderstwa, seks, wybuchy – dzieje się i to nawet w okrojonej europejskiej wersji (szukajcie w Google, co wycięto). Od powrotu w rodzinne strony Kazumy historia nabiera tempa i dramaturgii, do której seria nas przyzwyczaiła. Świetnie się śledzi konspirację wokół polityki, wojen rodzin mafii oraz dużych pieniędzy, aż po niesamowicie emocjonującą końcówkę. Dzieje się tak nie tylko ze względu na scenariusz, ale i znakomicie nakreślona charaktery postaci. Na pierwszy ogień lecą szefowie poszczególnych gałęzi rodziny Tojo, z których Yoshitaka Mine na czele mojej listy – to mój obraz członka Yakuzy XXI w. Zimny, wyrafinowany, opanowany, jednak potrafiący w ułamku sekundy zmienić się w krwiożerczą bestię i np. wbić nóż w dłoń członka gangu, bo powiedział coś nie tak. Obraz japońskiej mafii jak zwykle się udał, tak samo zresztą jak cały wątek Yakuza 3 (PS3). Gdybym miał się czegoś przyczepić byłyby to wspomniane już ciągnące się nieco za długie sielankowe wątki sierocińca, aczkolwiek twórcy dobrze je urozmaicili atrakcjami. Właśnie. Atrakcje.

Można zrozumieć, że przesiadka na nowy sprzęt i okiełznanie niewiarygodnej mocy procesora Cell nie jest łatwe. Natomiast znacznie łatwiej wykorzystać więcej miejsca na dysku BD, więc zespół Toshihiro Nagoshi postanowił pójść na całość. Dla tych którym seria jest zupełnie obca od razu wyjaśnię, że Yakuza 3 (PS3) oraz jej poprzedniczki są bardzo bliskie gatunkowi JRPG. Mają z nimi znacznie więcej wspólnego aniżeli z serią GTA, do której jest notorycznie porównywana – niesłusznie i już wyjaśniam skąd taki stan rzeczy. Rozgrywka to mieszanka gry przygodowej, gdzie przyjdzie nam przeklikać się przez ogrom dialogów, biegając od NPC do NPC oraz beat’em’up, gdyż do tego gatunku najlepiej pasują walki. Lokacje gry to zamknięte dzielnice, składające się wielu ulic wypełnionych masą atrakcji. Lecząca rany restauracje, bary, sklepy oraz miejsca rozrywki: łowienie ryb, golf, darty, bilard, kręgle, baseball, automaty do gier – gry w grze! – walki w klatkach, a nawet kasyno. Liczba mini-gier dostępnych w trójce znacząco przekracza poprzednią generację i nie są one jakimiś popierdółkami, ale rozbudowanymi atrakcjami, z którymi można spędzić całe godziny. Nie wspominając już o zabawie przy karaoke w towarzystwie ładniutkich Japonek. Część z w/w atrakcji połączona jest z ogromem zadań pobocznych, które oczywiście muszą występować w grze bliskiej RPG. Większośc z nich polegać będzie na gadaniu, szukaniu danej osoby na mieście, znów gadaniu i z dużym prawdopodobieństwem zakończy się oklepaniem mord kilku oprychów. Aczkolwiek są wyjątki. Kazuma zagra w filmie, gdzie będzie musiał pamiętać kwestie i wygrywać walki w określony scenariuszem sposób. Innym razem przyjdzie mu rozwiązać morderstwo sprzed lat, przeprowadzając przesłuchania, łącząc fakty i kończąc sprawę w stylu Herkulesa Poirot. Ponieważ to w 100% japońska gra, nie mogło zabraknąć typowych dla tych gier głupotek: np. rozbudowana w samodzielną mini-grę ucieczka przed babochłopem albo nauka nowych technik walki poprzez blogowanie. A, zapomniałbym o zleceniach załatwienia konkretnych gości za kasę. Mój Boże ile tego jest! Ukończyłem tytuł mając na liczniku 38h, co może się wydawać solidnym wynikiem, ale stan ukończenia gry pokazywał 38.97%. Dodam, że starałem się nie omijać napotkanych atrakcji, a gdy miałem swobodniejszy moment w fabule, biegałem po mieście w ich poszukiwaniu. Oczywiście tego rodzaju gameplay trzeba lubić i nie każdemu przypadnie on do gustu, jednak osoby zakochane w Japonii mogą stracić w Yakuza 3 (PS3) solidny kawał życia.

Nie można mówić o JRPG bez losowych starć z przeciwnikami i tak oto kolejny raz punktujemy nonsens porównania japońskiego serii do hitu Rockstara. Zaczepieni przez typa spod ciemnej gwiazdy przenosimy się na arenę, gdzie w stylu chodzonych bijatyk przyjdzie nam stawić czoła kilku przeciwnikom – starcia 1 na 1 to rzadkość. Warto nadmienić, że koniec z ekranami ładowania. Bójki odpalają się dokładnie w miejscu gdzie stoimy, bez przejść. Ludzie wokół uciekają lub stają w okręgu, tworząc ring. System walki nie zmienił się zbytnio od poprzednich odsłon. Podobnie do reszty rozgrywki dorzucono do niego wiaderko zawartości. To wciąż beat’em’up z kombinacjami ciosów, rzutami, ciskaniem w przeciwników elementami otoczenia oraz używaniem broni ręcznej. Wraz z kolejnymi celnymi trafieniami, rośnie nasz pasek Heat, dzięki któremy odpalimy dewastacyjne wykończenia, powodujące ból od samego patrzenia na nie. W akapicie wyżej wspomniałem, że Kazuma Kiryu to nie tylko były szef gangu, opiekun sierot, ale i bloger. Gdy zauważy w mieście coś ciekawego, wyciąga swój telefon i natychmiast zaczyna notować. Gra odpala QTE, które musimy wykonać bezbłędnie oraz nadawać blogowi odpowiedni tytuł – jeśli trafimy z nagłówkiem, bohater doznaje “olśnienia” i uczy się nowej zdolności. To mogli wymyślić tylko japończycy. Za resztę rozwoju postaci odpowiadają punkty doświadczenia. Zbierane poprzez wykonywania zleceń pobocznych, korzystanie z atrakcji miasta oraz wygrywanie pojedynków, zwiększają repertuar zdolności i poprawiają takie parametry jak maksymalne zdrowie, czy prędkości wyprowadzanych ciosów. Jednokrotne przejście nie pozwoliło mi “wykoksać” Smoka Dojima do maksymalnych statystyk. Ci z Was, którzy będą chcieli tego powinni zainteresować się odblokowanym za ukończenie gry trybem NG+ oraz wyzwaniami.

Yakuza 3 (PS3) to start w nową generację jakiego się spodziewałem i wyczekiwałem. Elementy, które chciałem, aby dostały solidnego kopa faktycznie zaliczyły poprawę. Natomiast części, których poziomu miałem nadzieję, że – po prostu – twórcy nie popsują, udało się zachować bez szwanku. Ładniejsza graficznie, napompowana kontentem i z tak samo zajebistą fabułą, jak jedynka i dwójka. Czego oczekiwać od twórców dalej? Na pewno wyciskania poprzeczki wizualnej w górę. Reszta? Jestem cholernie ciekaw, czym mnie zaskoczą.

PLUSY

  • Ponownie kopiąca tyłek fabuła
  • Ogrom rzeczy do roboty. OGROM!
  • Gra w golfa ❤
  • Życie, jak w Japonii (chyba)
  • Brutalne i rajcowne “mordo-bicie”
  • Japońscy seiyū
  • Przepiękne cutsceny…

MINUSY

  • …aczkolwiek otoczenie dałoby się poprawić, jak i modele “szaraczków”
  • Słabszy początek fabuły przez część o sierocińcu
  • Czasem za dużo czytania

Kazuma Kiryu po przesiadce w nową generację kopie tyłki ze zwiększoną mocą Cella…gdy nie jest zajęty jedną z miliona atrakcji tytułu.

Ocena: 8.5/10

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Create a website or blog at WordPress.com

Up ↑

%d blogerów lubi to: