Divinity: Original Sin Enhanced Edition (PS4)

Trochę to zajęło, ale udało mi się nareszcie skończyć zakupione podczas Czarnego Piątku Divinity: Original Sin Enhanced Edition (PS4). Ograne od deski do deski w coopie okazało się być bardzo przyjemnym zaskoczeniem.

Pomysł na zakup produkcji, kompletnie nieznanego mi studia Larian Studios, zrodził się z dwóch powodów: promocji Black Friday oraz głodu kooperacyjnego szaleństwa po zmęczeniu przejścia zepsutego Diablo 3: Reaper of Souls (PS4). Będąc zupełnie szczerym widziałem jedynie kilka minut dzienników developerskich na temat tytułu i po usłyszeniu, że grę będzie można w całości pokonać z druga osobą, kanapowo lub online – byłem kupiony. Myślałem, że będę miał do czynienia z czymś podobnym do wspomnianej produkcji Blizzarda, jednak ku mojemu zaskoczeniu Divinity: Original Sin Enhanced Edition (PS4) jest diametralnie inną grą od „diabolo”. Całe szczęście.

Pierwszą i najważniejszą rzeczą jest fakt, że recenzowany tytuł to nie hack’n’slash, a turowy RPG w najlepszym tego słowa znaczeniu, więc fani zachodniej szkoły gatunku będą zachwyceni. Walki w 100% koncentrują się na podejściu strategicznym do każdego ruchy po mapie, każdego rozkazu i wykonanej akcji. Przygotujcie się na długie starcia z zastępami przeciwników, gdzie uczestnik potyczki po uczestniku, będzie mozolnie budował swoją turę – nawet AI. To może potrwać. Oczywiście nie jest to problemem, jeśli dokładnie tego szukaliśmy, a walki same w sobie to bardzo przyjemna część gry. Nie jestem znawcą CRPG, gdyż zawsze stałem po stronie japońskiej barykady gatunku, więc to co powiem może okazać się trywialne dla niektórych z Was, bardziej zaznajomionych z tematem, ale składowe pojedynków i całego systemu zrobiły na mnie solidne wrażenie. Zacznijmy od jednego z najważniejszych według mnie elementów starć: kontroli tłumu. Dobrze wykorzystany i zaplanowany często decyduje o wyniku pojedynków. Możliwości mamy od zatrzęsienia dzięki rozwiniętemu systemowi sił elementarnych, takich jak woda, ogień czy prąd. Wywołując deszcz nad przeciwnikami powodujemy ich zmoczenie, co wpływa na ich podatność na porażenie prądem i ogłuszenie. Woda także zwiększa szansę zamrożenia celów, ale jednocześnie minimalizuje prawdopodobieństwo podpalenia. Jak widzicie wpływ sił przyrody i korelacje pomiędzy nimi przechodzą znacząco granicę: „czar wodny zadaje więcej obrażeń ognistym wrogom” – na marginesie ta reguła także działa w Divinity: Original Sin Enhanced Edition (PS4). Nie raz zostałem okrutnie skarcony za brak przemyślenia ruchu lub niedocenienia rozbudowania systemu. Uderzając przeciwnika toporem o właściwościach elektrycznych nie zauważyłem, że ja oraz cała drużyna stoimy w kałuży krwi pokonanych przeciwników. Uderzony wróg został porażony zgodnie z planem, jednak szkoda, że przy okazji wszyscy w kałuży również, a ja usłyszałem z drugiego końca kanapy: „Brawo mistrzu, się popisałeś.”.

Rzucony w przeciwników kamień powodował rozlanie się oleju wokół nich, jako efekt działania elementu ziemi. Naoliwieni przeciwnicy poruszali się „ślamazarnie” (tracili więcej punktów akcji na ruch) oraz łatwo było ich podpalić. Głupio wtedy rzucać wodą w nich, która zmywa olej. Zaskoczeni przez grupkę ciężkich zbrojnych? „Bułka z masłem”. Rzucamy pod nogi granat mrożący, wytwarzający pod ich stopami taflę lodu. Efekt? Wysokie prawdopodobieństwo wywrócenia się przy próbie ruchu. A co gdy z daleka męczą nas łucznicy? Może rzućmy kulą ognia w oddzielającą nas od nich kałużę padającego deszczu i cieszmy się barierą unoszącej się pary wodnej, blokującej ich wizję, a nam pozwalającej bez zagrożenia podejść. To tylko kilka przykładów na to, jak możemy wykorzystać nasze umiejętności w połączeniu z warunkami atmosferycznymi oraz rozrzuconymi po polu walki elementami otoczenia. Ja byłem oczarowany. Nawet wtedy, gdy popełniałem jakiś „fackup”, to biłem brawo twórcom. Warto nadmienić, że starcia toczone są na głównej mapie podróży, bez jakichkolwiek ekranów przejścia, więc planowanie zaczynamy już po samym zauważeniu wrogów w oddali.

Kontynuując temat starć i pojedynków to od postaw w Divinity: Original Sin Enhanced Edition (PS4) mamy do czynienia z turówką w najczystszym tego słowa znaczeniu. Każda czynność na polu walki kosztuje nas punkty akcji (PA), niezależnie czy to użycie przedmiotu, ruch, zmiana dzierżonego oręża, cios toporem, strzał z łuku czy korzystanie z umiejętności. Istnieje szereg statusów obniżających lub zwiększających PA na turę, a raz wykorzystane już nie wracają. Tutaj nie ma opcji „cofnij”, więc każde posunięcie sprowadza się do zaplanowania korzyści, skutków i efektu na wynik bitwy. Wydłuża to zabawę, ale jednocześnie generuje bardzo emocjonujące pojedynki „szachowe” i dużą satysfakcję z wciągnięcia przeciwnej strony w śmiertelny łańcuch skrupulatnie zaplanowanych ogniw. Nawet jeśli gracz siedzący obok w tym czasie zdąży zrobić sobie kawę.

Wspomniałem już na samym początku, że grę kupiłem z myślą o kooperacji i mimo mieszanych komentarzy w sieci, których zupełnie nie rozumiem, jestem zadowolony z tego jak zaplanowano wspólne granie online i lokalnie. Poza walkami uczestniczący gracze w sesji mogą poruszać się kompletnie niezależnie od siebie po zwiedzanym obszarze. Ekran dzieli się wtedy pionowo na dwie połówki i daje pełną dowolność w rozgrywce obu stronom. Macie ukończone dwa zadania i trzeba je oddać w mieście, więc rozdzielacie się, gracz pierwszy oddaje jeden, a gracz drugi kolejny. Doświadczenie wpada obu/obojgu, niezależnie do kogo należy ostatni klik. Tryb kooperacji został tak dopieszczony, że wydaje się jakby na jego podstawie twórcy budowali całą rozgrywkę, co wiąże się z jednym z wielu plusów produkcji: patentów dobrego user experience. Wersja na PS4 jest reedycją gry, która lata przed konsolową premierą pojawiła się na pecetach i albo zespół Larian Studios postanowił wprowadzić cały trafny feedback po wersji PC, albo ich dział QA/UX się popisał. Divinity: Original Sin Enhanced Edition (PS4) posiada wiele rozwiązań czyniących grę w dwie osoby przyjemniejszą. Przypominając wspomniane wyżej równoczesne wykonywanie odmiennych czynności w oddalonych od siebie miejscach, a idąc dalej takie „ficzery” jak przekazywanie sobie przedmiotów w dowolnym momencie, pomiędzy wszystkimi postaciami. Możliwość teleportacji do siebie, niezależnie od sytuacji, nawet gdy jeden z graczy wywoła walkę, a kończąc na oczywistym rzucaniu na siebie czarów, które nie raz przydadzą się w pokonaniu zagadek, jakimi gra od czasu do czasu nas zaskoczy. A to będziemy musieli złapać jednego z towarzyszy i przerzucić go zaklęciem przez przepaść lub przenieść na drugi brzeg jakiś ciężki przedmiot, który ma służyć za odważnik przycisku otwierającego drzwi. Zagadki nie są przesadnie trudne, choć skłamałbym mówiąc, że nie zdarzyło mi się sięgnąć po solucję questów w sieci.

Było to spowodowane bardziej ilością materiałów do czytania oraz nawałem dialogów, które znów pokazują jak bardzo się myliłem porównując tytuł do produkcji Blizzarda. Prawdopodobnie wyjadaczy na PC, ogranych w takich uniwersach jak Neverwinter, Gothic, czy Torment nie będą tym przesadnie zaskoczeni, ale dla wzorowego konsolowca liczba linii tekstu do przyswojenia podczas grania będzie wyzwaniem. Tutaj również twórcy pomogli na dwojaki sposób. Po pierwsze Divinity: Original Sin Enhanced Edition (PS4) posiada bardzo przydatny dziennik wydarzeń, który aktualizuje się za każdym razem, gdy podczas rozmowy zostanie poruszony jakiś ważny punkt lub przekartkowana książka w ekwipunku zawiera cenną wskazówkę dla jakiegoś zadania. Bardziej subiektywnym, a jednak robiącym mega wrażenie czynnikiem jest dbałość o jakość przekazywanych informacji. Wszelkie materiały do czytania podtrzymują naturę fantasy produkcji, nieraz zaskakując klimatyczną prozą, ładnym wierszem lub trafnym humorem, którego nomen omen w grze jest całkiem sporo. Jednocześnie dialogi nie odstępują „czytajkom”. Każda kwestia wymówiona w trakcie rozgrywki została zdubbingowana. Dosłownie każda. Będziecie w szoku słysząc, że nawet tak pospolite stworzenia jak szczury w piwnicy, czy zwierzęta leśne mają nam coś do powiedzenia. Pochwalić przez to trzeba aktorów, gdyż odwalili kawał dobrej roboty, wcielając się w role zwierząt, orków, goblinów, chochlików, duchów, czy innych demonów, w trafny i barwny sposób. Jednocześnie „czapki z głów” przed polskim tłumaczeniem, które nie odstępuje jakością oryginałowi, choć szkoda trochę, że nasz język doczekał się jedynie formy tekstowej.

Skoro już napomknąłem o humorystyce tytułu oraz kreaturach w nim występujących, to teraz napomknę trochę o świecie jaki przyjdzie nam zwiedzać. Divinity: Original Sin Enhanced Edition (PS4) to gra z gatunku fantasy RPG – szok! – w klimacie bardziej soft aniżeli dark. Mimo tego, że wyniki starć są niejednokrotnie bardzo brutalne, a gra porusza w wątkach fabularnych dosyć poważne tematy, to gra zdecydowanie nie jest Wiedźmin 3: Dziki Gon (PS4). Gdybym miał do czegoś porównać tytuł to momentalnie poczułem podobieństwo ogółu produkcji do uwielbianego przeze mnie Kingdom of Amalur: Reckoning (PS3). Nawet pod kątem takich rzeczy jak design postaci, rynsztunku, lokacji, fauny i flory przypomina niedoceniony tytuł 38 Studios i Big Huge Games. Świat jest bardzo kolorowy, co zresztą widać na screenach w recenzji. Całość rozgrywki obserwujemy z rzutu izometrycznego, z możliwości dowolnego obracania kamerą i przybliżeniem. Patrząc z odległości na poczynania naszej drużyny zaobserwujemy kolejny fajny patent twórców: nawet jeżeli nasze postacie chowają się za elementami otoczenia, to gra tworzy wokół nas widoczny obszar, więc nawet przechodząc pod mostami będziemy widzieć bohaterów w całej okazałości. Z daleka gra wygląda bardzo ładnie, szczególnie dzięki bardzo żywym barwom i nieźle wykonanym efektom. Mógłbym spokojnie zaryzykować, że gra prezentuje poziom do bólu wypominanego przeze mnie w tekście Diablo 3: Reaper of Souls (PS4). Po zbliżeniu jest już nieco gorzej, co nie oznacza „źle”, tylko nie ma co się spodziewać “pixeltrysków” i milionów poligonów na klamrę pasa zbroi. Ogólnie oprawa wizualna jest zadowalająca, co nie do końca można powiedzieć o towarzyszącej nam muzyce. Motyw bitewny praktycznie przez całą grę jest niezmienny i wrył mi się do tego stopnia w umysł, że nawet teraz go słyszę. Szkoda, że nie pokuszono się o większe zróżnicowanie melodii, a tak jest bardzo powtarzalnie i nużąco. Nie są złe, nie przeszkadzają, a jedynie męczą po kilkudziesięciu godzinach słuchania.

Tyle tekstu i właściwie nie powiedziałem nic o fabule produkcji, a ta istnieje i na dodatek ma się całkiem dobrze. Historia opowiada o dwójce wojowników, zwanych Łowcami Źródła. Ich zadaniem jest tropienie i likwidacja wszelkich oznak użycia zakazanej magii, określonej nazwą…wait for it…Źródło. Siła ta daje ogromną moc magiczną osobom sięgającym po nią, ale jest haczyk: Źródło wyciąga na wierzch z człowieka omamionego jego mocą, ciemną stronę duszy. Łowcy Źródła to elitarna jednostka do zwalczania złych uczynków mrocznej siły i osób z nią igrających. Wcielając się w rolę pary tychże wojowników, zostajemy wysłani do miast Cyseal, gdzie miało miejsce morderstwo z użyciem siły Źródła. Tytuł więc rozpoczyna się niczym powieść detektywistyczna. Szukamy świadków, przesłuchujemy mieszkańców miasta, badamy dowody i łączymy fakty w odpowiedzi, które z każdym kolejnym etapem zakopują nas w pełnej magii i miecza historii. Dlaczego miasto Cyseal jest okrążane przez orków? Skąd w pobliskich lasach tyle nieumarłych i upiorów? Czym są odnajdywane podczas śledztwa Gwiezdne Kamienie. Dlaczego ten kot do nas mówi?! Wraz z postępem śledztwa odkrywają się karty wielkiej intrygi, łączącej w sobie przerażającą wizję zagłady całego kraju Rivellon z rąk tzw. Pustki, a my staniemy się epicentrum całej fabuły.

Gdy zaczynamy grać kompletnie nie spodziewamy się jak bardzo rozwinie się cała powieść Divinity: Original Sin Enhanced Edition (PS4). Scenarzyści naprawdę się postarali byśmy byli głodni kolejnych rozdziałów wielkiej przygody. Czym jednak byłoby RPG bez zadań pobocznych? Znajdziemy ich tutaj od zatrzęsienie, choć bez przesady – Wiedźmin 3: Dziki Gon (PS4) to nie jest. Postawiono na jakość. Większość zadań pobocznych mniej lub bardziej pokrywa się z linią fabularną, więc ich ukończenie przyjdzie naturalnie, a tylko niektóre zmuszą nas do zboczenia z fabularnego toru przejścia. Są ciekawe. Raz poważne, raz zabawne. Posiadają zagadki i własne śledztwa do przeprowadzenia. W Divinity: Original Sin Enhanced Edition (PS4) albowiem, jeśli nie jesteśmy w trakcie walki, to gra się jak w grę przygodową typu point’n’click. Z tego również powodu możliwość rozdzielenie się w kooperacji na dwa miejsca do obskoczenia jest jeszcze bardziej uwydatniona jako srogi plus. Jedna osoba może przeszukać pokój kapitana legionu, stacjonującego w Cyseal, by odnaleźć klucz do piwnicy domu, gdy drugi gracz zajmie go rozmową. Zabawa w dwójkę jest przednia i naprawdę polecam właśnie tak ogrywać ten tytuł.

Każdy z uczestników wspólnego grania będzie mógł na początku gry wybrać dla swojej persony imię, portret, klasę oraz odpowiednio sobie ją dostosować do własnych potrzeb. Jedyne co jest narzucone na gracza to fakt, że para Łowców Źródła to kobieta oraz mężczyzna i nie można tego zmienić (lub ja nie znalazłem takie opcji, dajcie znać w komentarzach, jeśli jest inaczej). Po wejściu w zaawansowaną edycję naszej postaci zaczyna się prawdziwa zabawa. Może i nie ma tu za wiele możliwości manipulowania wyglądem, w końcu nie jest to MMO, ale za to „bebechy” bohaterów to już zadanie na dobrą godzinę ustawiania. Jest oczywiście możliwość ruszenia w świat wybierając sobie klasę i pozwalając grze na start z narzuconymi wyborami, ale jeśli zamierzacie grać na wyższych poziomach trudności polecam się zainteresować każdą z kart ustawień. Do zabawy mamy atrybuty, cechy, talenty i zdolności. Atrybuty to m.in. siła, inteligencja, szybkość, witalność, odpowiadające atakom wręcz, sile czarów, ilości punktów PA oraz punktów życia. Cechy to charakter naszej postaci. Zmienia się on w trakcie gry przez wszystko co robimy, a szczególnie poprzez podejmowanie decyzji w dialogach i dobre/złe uczynki. Cechy oddziałują np. na stosunek NPC-ów do naszej osoby i nasz wpływ na innych w grze. Talenty to unikalne właściwości pasywne, gdzie m.in. znajdziemy talent „Ranny ptaszek”, która przypisana do naszej postaci pozwoli wskrzeszać ją na pole walki z pełną ilości zdrowia lub „Przyjaciel zwierząt” umożliwiający rozmawianie ze zwierzętami. Zdolności natomiast to wisienka na torcie każdej postaci, a więc zdolności bitewne i faktyczne techniki kształtujące klasę naszej postaci. Uff. Skompilowane prawda?

Takie też jest. Przyznam się bez bicia, że od zawsze byłem fanem japońskiej szkoły rozwoju postaci i taka skala możliwości mnie przerażała. Szczególnie, że raz wydane punkty w każdym z obszarów rozwoju są nieodwracalne niemalże aż do ostatniej walki gry. Zmusza to do główkowania nad wyborami cech, talentów itd. Z jednej strony ktoś będzie zachwycony, że ma tak ogromne pole do popisu, co w połączeniu z szerokim spektrum zastosowań w trakcie walk pozwala na wiele. W trakcie mojego przejścia grałem jako Wojownik, a moja żona jako Czarownica (sama wybrała klasę, serio!) i takowe połączenie okazało się zbawienne. Ja robiłem za tanka, gdzie małżonka rzucała zaklęciami manipulacji na wrogów oraz przyzywała do walki kompana w postaci pająka. Jak już jesteśmy przy kompanach, to warto wspomnieć, że nie będziemy w grze sami. Tytuł pozwala na zwerbowanie dwóch dodatkowych towarzyszy broni, zamykając drużynę na czwórce bohaterów. Do wyboru są waleczna Madora, będący magiem i łowcą demonów Johan, łotrzyk Wolgraff oraz Bairdotr, żeński myśliwy. Każdego z nich musi zwerbować poprzez odnalezienie i przekonanie do dołączenia do nas.

Na koniec zostawiłem sobie aspekty obniżające ocenę Divinity: Original Sin Enhanced Edition (PS4) – niestety takowe istnieją. Zacznę od craftingu, którego zupełnie w grze nie rozumiem. Nie dość, że wymaga od nas inwestowania zdobytych punktów talentów i umiejętności, więc momentalnie spada bitewność postaci, to nie odczułem w grze zupełnie potrzeby spędzania nad nim czasu. Ktoś powie: “Hej, ale przynajmniej jest jak ktoś chce?!”, jednak uważam, że można było go lepiej wpleść w produkcję. MItyczne zbroje, uber-silne miecze? W zasadzie raz się przydał przy fabule, gdy było trzeba stworzyć whiskey. Tyle. Dla mnie niepotrzebne zawracanie “gitary” graczom. Poza rozgrywką też znajdziemy problemy. Gra albowiem cierpi technicznie i z przykrością trzeba powiedzieć, że wiecznie pokazujący nowe wpisy dziennik przygody, gdy załadujemy stan gry to irytujący, aczkolwiek najmniejszy problem. Tytuł bardzo często się zawiesza, wylatując do XMB konsoli lub „zamrażając” ekran w trakcie pojedynków. W ostatnim pomagało wyjście z gry i powrót, ale powodowało to, że przez jakieś całą walkę mieliśmy jakieś 5 FPS-ów! Nie widzieliśmy dokładnie nawet co robi komputer. Gdyby to jeszcze działo się bardzo okazjonalnie lub szybko wracało do normy, jednak jest inaczej. Mniej drażniącym, aczkolwiek nadal wartym wspomnienia jest bug związany ze znikaniem dźwięku z gry. Raz trafi na muzykę, a znów innym na dźwięki wewnątrz rozgrywki. Wtedy pomaga tylko wyłączenie i włączenie gry. Szkoda, gdyż generalnie rzecz ujmując tytuł Larian Studios to udana gra. Niemalże w każdym aspekcie pozytywnie zaskakująca, nawet kogoś tak zakochanego w japońskiej szkole tworzenia gier typu role-playing jak ja. Nieco przytłoczony ilością rzeczy do ogarnięcia przy nowym poziomie bohatera, jednak wciąż znacznie silniej zdominowany poprzez pozytywne odczucia wobec rozgrywki. Czekam na kontynuacje, która już podobno się rodzi w czeluściach pecetowych “early accesów”. Spokojnie. Niech dopracują, poprawią i wypuszczą wersję ulepszoną na konsolach. Wierzę, że drugie podejście do PS4 będzie już dopięta w każdym calu 🙂

PLUSY

  • Oddziaływanie na siebie elementów natury, otoczenia, umiejętności i cała kontrola tłumu
  • Przemyślany coop
  • Wiele dobrych patentów ułatwiających rozgrywkę
  • Humor
  • Jakość przekazu pisemnego i werbalnego
  • Ładna grafika
  • Wciągająca powieść o zwykłym morderstwie, końcu świata i przeznaczeniu
  • Liczne wątki poboczne
  • Szerokie możliwości budowy postaci

MINUSY

  • Dużo czytania i dialogów
  • OST nie zachwyca, raczej nuży
  • Przytłaczająco dużo statystyk, umiejętności, atrybutów i innym synonimów słowa „właściwość”
  • Duże problemy natury technicznej (wywalanie się, pokazy slajdów, zaniki audio)
  • Zbędny crafting

Larian Studios było mi kompletnie nieznane, a teraz na mojej mapie obserwowanych twórców pali się jarzącym punkcikiem. Ich pierwszy konsolowy tytuł to wyborna produkcja, która cierpi powodu braku doświadczenia z konsolami twórców. Niech Was to jednak nie zrazi. Jeśli klimaty fantasy nie są Wam obce, to zagrać cholernie warto.

Ocena: 8/10

4 thoughts on “Divinity: Original Sin Enhanced Edition (PS4)

Add yours

  1. Tytuł na „wishliscie” zwłaszcza, że coop 🙂 a i gameplaye mnie przekonały. Kwestia tylko jeszcze, kiedy się za to zabiorę.

    Lubię to

    1. Zdecydowanie warto się zainteresować, a szczególnie, że coop jest casual-friendly. W walkach mamy masę czasy na zastanowienie się nad ruchem. Kanapowo z żoną będziecie się dobrze bawić. Sprawdzone ^^

      Lubię to

      1. kanapowo z „żoną-wiedźmą” ? 😛 Nie jestem pewien czy moja druga połówka się da namówić. Zawsze w odwodzie jest moja „żona do coopa poikao” 😉

        Polubione przez 1 osoba

  2. U mnie juz zakupione, czeka glównie, na druga osobe do grania czesciej… Na tyle ile gralem to podoba mi sie jak ta gra jest rozwinieta, calkowicie zgadzam sie tez z dlugoscia dialogów, które sa za dlugie no i nuzace przez to. Wiecej bede miec do powiedzenia jak wreszcie to skoncze 🙂

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Create a website or blog at WordPress.com

Up ↑

%d blogerów lubi to: