Życzenia bez haczyków

Pytanie na październik: Masz trzy życzenia magicznego dżina, o co prosisz?

Nigdy o tym nie myślałem i właśnie dlatego rozpoczynam nową serię postów na blogu: Gamingowe Medytacje. WordPress codziennie proponuje mi myśl lub pytanie, które ma mnie zainspirować do pisania. O ile nie mam czasu na pisanie nowego wpisu każdego dnia, pomyślałem, że każdego, pierwszego dnia miesiąca spojrzę na propozycję i pochyle się nad nią we wpisie comiesięcznym.


Na początku ustalmy pewne zasady. Kiedy myślimy o życzeniach, dżinach, złotych rybkach itp., oczywiście nasz narodowy zmysł podpowiada nam, że: gdzieś tu jest haczyk. Zatem na poczet tekstu przyjąłem założenie, że spełnione życzenia nie mają negatywnych konsekwencji, nic mi nie odpadnie, a także nikt inny nie ucierpi z ich powodu. Życzenia bez ponoszonych kosztów i mogę prosić o cokolwiek z giereczkowego świata. Naturalnie będą to gry. Produkcje, które chciałbym, aby powróciły w nowych lub odświeżonych sztach. W takim, albowiem kierunku dryfowały moje myśli, jak tylko pomyślałem o życzeniach – nostalgia silną bestią jest. Mając to wyjaśnione, moim pierwszym życzenie to …

Ace Combat 8 jako produkcja w stu procentach, w wirtualnej rzeczywistości. VR wydaje się idealnym rozwiązaniem dla produkcji i Project Aces, aby tchnąć w serię zastrzyk świeżej energii. Właściwie jak dla mnie to nie musi być ósma część gry. Project Aces mogłoby wykonać reset na serii i wrócić do pierwszej odsłony, i rozpocząć uniwersum na nowo. Jedynka była naprawdę dawno i wraz z dwójką, dużo brakuje im do  kolejnych odsłon, które od części trzeciej (w Japonii) zaczynały kłaść większy nacisk na narrację, bohaterów i tło fabularne. Przy czym, nie zrozumcie mnie opacznie – siódemka była fantastyczna. Była wszystkim, czego mogłem życzyć sobie od kolejnej odsłony mojej ukochanej serii. I osobiście mógłbym ogrywać, co kilka lat ten gameplay jeszcze raz, ale chciałbym dla serii, czegoś nowego. Wirtualna rzeczywistość jest moim zdaniem idealnym środowiskiem do rozwoju Ace Combat. Wrażenia z pilotażu myśliwców w takiej formie mogłem już sprawdzić przy okazji wspomnianej wyżej siódemki, gdzie Project Aces wraz z grą dostarczyło demonstracyjny tryb VR. Bardzo okrojony, a ponieważ były to czasy pierwszego PS VR, również i jakościowo mocno odstawał od tego, jak wyobrażamy sobie bycie pilotem myśliwca. Jednak mimo mizernej oprawie, wrażenia z zabawy były tak kapitalne, że jestem absolutnie pewien, że w drugiej generacji gogli VR, doznania będą obłędne. Przypominam sobie również, jak fajne, pomimo podobnych ograniczeń technicznych, było latania w kombinezonie Iron Mana od studia Camouflaj. Samo latanie by mi wystarczyło, aczkolwiek gdybym naprawdę chciał przetestować możliwości złotej lampy i jej niebieskiego (według Disneya) lokatora, to poprosiłbym o pełne wsparcie wirtualnej rzeczywistości poza kokpitem. Bardziej rozbudowane niż w Star Wars: Squadrons – o kurcze, teraz sobie przypomniałem, że latanie w tej grze było też ekstra! Z pełną swobodą poruszania się, interakcji z otoczeniem, konieczności bycia obecnym na odprawie przed misją, wyborze uzbrojenia z fizycznie trzymanego przez nas tabletu, ćwiczeniach sprawnościowych – normalie jak w Tom Cruz w Top Gun!

Drugie moje życzenie to – o dziwo – kolejna produkcja w wirtualnej rzeczywistości. Od jakiegoś czasu, albowiem marzy mi się tytuł w uniwersum Gundam, właśnie zrealizowany w wirtualnej rzeczywistości. Zasadniczo, zakładając gogle VR na głowę, czujemy się, jakbyśmy byli w kasku pilota, więc zarówno wyżej życzony sobie Ace Combat, jak i właśnie tytuł, w którym sterujemy ogromnym robotem, pasuje idealnie. Zachowujemy imersję pomiędzy tym, co w grze i naszym fizycznym stanem z goglami na głowie. Aczkolwiek przy tym marzeniu jestem nieco bardziej czepialski. Wszystko przez to, że o ile Bandai Namco rzuca regularnie na rynek kolejne gry z kolorowymi mechami w rolach głównych, tak wszystkie są pożywką dla maniaków modeli Gunpla. Gatunkami rozciągają się od arenowych bijatyk, po hero-shootery. Brak im jednak oryginalnych bohaterów, historii, mechów itd. Jeśli ktoś oglądał z was anime Gundam, to zapewne wie, że są to opowieści bardzo głęboko zanurzone w klimatach wojny pomiędzy państwami, terroryzmowi, polityce, ale i ludzkich historii. W większości zorientowanych na pilotów tytułowych Gundamów, których w każdej serii jest kilku. Co też skłania mnie do tego, że fajnie byłoby w grze budować z nimi relację – co jest ważne w każdej animacji – a następnie wykorzystywać je do odpalania w trakcie walk umiejętności, jak rozkazów dla AI. Dzięki nowym kontrolerom PS VR2 mamy spore możliwości interakcji z kokpitem mecha. Spokojnie widzę możliwość zmiany trybu walki z broni palnej na walkę wręcz. Nie grałem jeszcze w Zone of the Enders 2nd Runner, co dałoby mi pogląd, jak może to działać, aczkolwiek to PS VR.

Ostatnie życzenie to Tenchu. Tutaj już bez wirtualnej rzeczywistości. Tradycyjna gra z trzeciej osoby, z mocnym nastawieniem na stealth. Zastanawiałem się natomiast, jak widziałbym kolejną odsłonę pod kątem budowy świata. Robienie gry podzielonej na zamknięte poziomy w 2024, raczej nie jest dobrym pomysłem. Choć dzięki temu, twórcy mogą lepiej zapanować nad designem wyzwań, które stawiają graczom. Tak też wyglądały poziomy w poprzednich odsłonach i w tym się zakochałem. Nie jestem również przekonany, czy otwarta piaskownica nie byłaby zbyt…losowa, ale także i skomplikowana do implementacji. Ostatecznie moje myśli idą w kierunku najlepszej – jak dotąd – produkcji stealth, jaka pojawiła się na konsolach: Metal Gear Solid V. A zatem baza operacyjna, której rolę spokojnie mogłaby pełnić Wioska Azuma (kto wie, ten wie) albo jakaś kryjówka Rikimaru, Ayame, czy kogokolwiek obsadzono by w głównej roli. A następnie dedykowane misje na przygotowanych mapach i skomplikowanych systemach interakcji pomiędzy nimi, jak właśnie w MGS V, gdzie żołnierze zaczynają chodzić w nakryciu głowy, jeśli w ten sposób się z nimi regularnie rozprawiamy. Im więcej myślę o piątej części serii Hideo Kojimy, tym bardziej jestem zafascynowany geniuszem designu kojimbo. Jak wiele rozgrywki udało mu się zmieścić w jednym obszarze działania. Jak kreatywnie można podejść do jednej mapy. Czego najlepszym przykładem jest Ground Zeroes, o którym kiedyś muszę zrobić materiał, ponieważ w gąszczu prześmiewczych komentarzy na temat długości tego tytułu, umknęło światu, jakim fascynującym przykładem game designu on był. Pozostaje kwestia, kto miałby się tym zająć. Kojima Productions z silnikiem Decima? To jest opcja! From Software skoro opanowali już wszystkie potrzebne skille, od otwartych lokacji po rozgrywkę jako ninja? Pewnie! A może niedawno odkryte przeze mnie jako wciąż działające studio Accquire, a więc wiecie … ojców serii? To by dopiero było spełnienie życzenia.

Zatem takie są moje życzenia dla dżina z lampy, który spełnia gamingowe marzenia. Ace Combat i Gundamy w VR oraz powrót mojej ukochanej serii o shinobi z klanu Azuma. A teraz otwieram komentarze i czekam na wasze życzenia – spokojnie, umówiłem się ze wszechświatem, że zdradzanie ich tutaj, nie przekreśli ich szans na realizacje.

Do następnych medytacji!


Podobał ci się materiał?!

Postaw mi kawę na buycoffee.to

…aby wesprzeć RaczejKonsolowo w misji szerzenia pasji do gier poprzez niezależny content, w 100% bez bullshitu i na maksa gamingowy!


Image by Freepik.

Dodaj komentarz