Ratchet & Clank: Tools of Destruction (PS3)

Pierwsza odsłona serii o Lombaxie i jego wiernym towarzyszu, skrojona na konsolę PS3. Jak studiu Insomniac Games udało się przenieść przygody Ratcheta i Clanka z czarnulki na chlebaka? Nadzwyczajnie dobrze.

W Ratchet & Clank: Tools of Destruction (PS3) zacząłem grać po przejściu The Ratchet & Clank Trilogy (PS3). Przeniesione na PS3 z PS2 trzy części przygód Ratcheta i Clanka sprawiły mi wiele radochy, a w szczególności ostatnia. Z epizodu na epizod widać było gołym okiem, jaki progres zaliczają twórcy i jak dopieszczane są elementy gry. Stąd też z niemałymi oczekiwaniami usiadłem do pierwszej, pełnoprawnej odsłony na konsolę PlayStation trzeciej generacji. Nie zawiodłem się, ale po kolei.

Historia gry to całkowicie nowy etap w przygodach Ratcheta i Clanka, w wiki nazwany serią przyszłości. Nasi bohaterowie, jak gdyby nigdy nic naprawiają zepsuty pojazd, gdzieś pośrodku miasta, gdy niespodziewanie odbierają wiadomość od Qwarka. „Superbohater galaktyki” kolejny raz potrzebował pomocy, a wraz z nim oczywiście cała planeta. Bez chwili zastanowienia, ale z lekkimi problemami natury mechanicznej Ratchet i Clank rzucają się w wir walki o miasto z najeżdżającymi planetę ciężkozbrojnymi robotami. Jak się okazuje na czele inwazji stoi Imperator Percival Tachyon, który wcale nie jest zainteresowany podbiciem planety, a skupia się tylko i wyłącznie na schwytaniu Ratcheta. Bohaterowie wykorzystują to by odciągnąć Tachyona i jego armię od planety. Rozpoczyna się ucieczka połączona z szukaniem wyjaśnień, dlaczego Tachyon tak maniakalnie ściga Ratcheta i skąd bierze się jego nienawiść do rasy Lombaxów. Ratchet wtedy jeszcze nie wie, że przygoda zaprowadzi do wyjaśnień, co stało się z jego rasą oraz dlaczego został sam. Natomiast Clanka nawiedzają tajemnicze istoty zwane Zoni, które zobaczyć jest w stanie tylko on, a które powodują u niego tajemnicze wizje, nie raz pomagając uniknąć dwójce bohaterów niebezpieczeństwa oraz zrobić następny krok w przygodzie.

Fabuła Ratchet & Clank: Tools of Destruction (PS3) jest najbardziej poważną z dotychczasowych odsłon serii. W trakcie gry drążymy tajemnicę zniknięcia rasy, z której pochodzi Ratchet. Łącząc to z paranormalnymi wizjami Clanka otrzymujemy wciągającą i interesującą historie, która kilka razy mnie zaskoczyła oraz przykuła do pada na kilkanaście godzin. Od razu jednak uprzedzam wszystkich miłośników humoru serii – poziom nie spadł, a się podniósł, co nie było łatwe po pełnej śmiechu ostatniej części starej trylogii. Niemalże każda scena posiada jakiś żart czy wywołujący uniesienie się kącika ust element, nie wpadając tym samym w głupkowatość. Coś, co właściwie jest wizytówką serii. Gra jest zabawna „na poziomie”, nie popadając w parodię i jednocześnie w odpowiednich momentach dozując humor na rzecz poważniejszych tematów. Momentów, gdy się śmiałem było tyle, że trudno teraz przypomnieć sobie ten najśmieszniejszy, ale w pamięci zapadło mi lądowanie kapsuły na jednaj z odwiedzanych planet, samochód mówiący do bohaterów z poruszającym się linii prostej światełkiem na przodzie (ktoś oglądał serial Knight Rider?) oraz reakcja znanego hydraulika na wizytę Ratcheta i Clanka: „Hej, prawie Was nie poznałem w HD”. Oczywiście humor to nie tylko cutsceny i dialogi, ale i gameplay jest jego pełen. Kula disco powodująca taniec u przeciwników, granaty zmieniające wrogów w pingwiny, czy przebieranie się za pirata – przy ostatnim można się posikać ze śmiechu. Kończąc ten akapit warto wspomnieć, że w grze spotkamy znane nam postacie, tak jak Qwark oraz nowych bohaterów: Talwyn, Zephyra oraz Cronka. Stary znajomy znów bawi, a nowi idealnie się wpasowują w całość.

Seria zawsze stała pukawkami, strzelaniem oraz wybuchami. I tym razem nie jest inaczej. Trylogia z poprzednich generacji rozwijała się z kolejną odsłoną. Poprawiano sterowanie, ale najbardziej szlifowano „elementy strzeleckie”. W Ratchet & Clank 3 (PS2) udało się już zbudować bardzo dobry gameplay łączący platformówkę ze strzelanką TPS i tutaj jest to po prostu kontynuowane. Niewiele się zmieniło i dobrze. Rozgrywka sprawia przez to tyle samo radości, co część fabularna. Bez problemu namierzamy przeciwników, unikamy ostrzału przez poruszanie się na boki, przeskakujemy swobodnie nad pociskami. W między czasie zmieniając broń i rzucając nowymi gadżetami, a jest, czym się bawić. Studio Insomniac od pierwszej części stawiało na wymyślny arsenał siejący nie tylko zniszczenia, ale i śmiech. Z jednej strony, bowiem mamy do dyspozycji typowe blastery, miotacze ognia, miotacze granatów, wieżyczki oraz wyrzutnie rakiet, a z drugiej strony kula disco powodujące u przeciwników – nawet bossów – wymuszony taniec. Bronie – poprzez pokonywanie kolejnych przeciwników oczywiście – zdobywają kolejne poziomu, zwiększające ich siłę, aż do poziomu piątego gdzie zyskują dodatkowe właściwości oraz zmieniają wygląd. To jednakże nie wszystko. Każdą z broni możemy dodatkowo rozwijać poprzez proste drzewka rozwoju, powodując zwiększenie generowanych śrubek z zabitych przeciwników, czy np. szybsze przeładowanie. Arsenał to zarówno broń nowa oraz stara, a z nowości podobała mi się broń do robienia galaretek, od których Ratchet mógł się odbijać oraz nowa broń ręczna, przypominająca mi laserowe szpony w stylu Wolverine’a. Jest czym się bawić i kolejny raz zabawa jest przednia. Bardzo duży plus produkcji. Każdą bronią możemy siać zniszczenia w dowolny dla nas sposób.

Ratchet & Clank: Tools of Destruction (PS3) to pierwsza odsłona na PS3, więc SONY bardzo chciało zaprezentować moc nowej konsoli i możliwości nowego pada. Skoro już mówiłem o broni to dodam, że Insomniac całkiem nieźle zaimplementowało w grze możliwości SIXAXIS-a. Jedna z broni to miotacz tornado, a wirem kierujemy żyroskopami pada. Nie tylko broń używa nowych bajerów pierwszego pada trzeciego PlayStation. Poruszając się na lotni również używamy pada do manewrowania w powietrzu. „Najlepszym” jednak motywem jest używania SIXAXISa do „kręcenia tyłeczkiem” w poziomach pirackich – mówiłem, że te poziomy rozbrajają. Wszakże konsola to nie tylko pad, a czym lepiej ją reklamować niż grafiką. Robi się to już nudne, ale znów Insomniac się udało. Ogólnie 15 pierwszych minut gry nadaje się na demo dodawane do każdego PS3 w dniu premiery. Dziś, gdy zapowiedziany jest obłędny remake pierwszej części może i powala z nóg, ale Ratchet & Clank: Tools of Destruction (PS3) to zdecydowanie bardzo ładny tytuł. Krajobrazy map, na jakich przyjdzie nam się poruszać, nie raz wzbudziły we mnie zachwyt, a w szczególności planeta Sargasso i zamieszkujące ją dinozauro-podobne stworzenia. Również modele postaci oddano bardzo starannie, a całokształt wykańczają takie smaczki jak ruszanie się ust postaci (wewnątrz rozgrywki) podczas rozmów, czy obracanie się głowy Ratcheta do wiszącego mu na plecach Clanka, gdy ten się do niego zwraca. Morda sama składa się do wyrażenia „not bad”. Może to efekt przejścia z odświeżonych reedycji PS2 do pełnoprawnej odsłony na PS3, ale na mnie tytuł zrobił wrażenie zarówno warstwą wizualną, jak i dźwiękową.  Muzyka w grze to generalnie standard i nic specjalnie nie przykuło mej uwagi, ale gra aktorów to pierwsza klasa. Niczym, bowiem byłby humor historii gdyby porządnie go nie odegrano.

Oprawa aczkolwiek nie uchroniła się przed zgrzytami. Tytuł, bowiem potrafi dostać czkawki i lekko się przyciąć, mimo faktu, że na ekranie nie zawsze dużo się dzieje. Przypomina mi się początek gry, gdzie by pokazać moc nowej generacji bardzo dużo dzieje się na drugim planie. W tle zmagań bohaterów burzą się budynki, po niebie porusza się masa statków, co powoduje spadki animacji. Nie drastyczne, ale zauważalne. Tu i tam również napotkałem śmieszne bugi, jednak było ich zbyt mało by nawet nadawały się na wrzucenie do minusów obok oceny.

Już sam stosunek znaków w tej recenzji powinien dać Wam do zrozumienia, że Ratchet & Clank: Tools of Destruction (PS3) oceniam bardzo wysoko. Niby jest to „po prostu i tylko” kolejna odsłona przygód Ratcheta, ale z drugiej strony, to dopiero druga część, w której pod kątem rozgrywki wszystko jest dopieszczone. Mamy, więc do czynienia z tytułem o dobrej fabule z niezłym finiszem, kapitalnym humorem, przyjemnym gameplayem i bardzo ładną grafiką. Zdecydowanie polecam. Nawet, jeśli nie graliście w poprzednie odsłony, to bez problemu odnajdziecie się w uniwersum Ratcheta i Clanka.

PLUSY

  • Ładna grafika i animacje postaci
  • Rozbrajający humor
  • Ekscytująca fabuła
  • Pokaźny i fikuśny arsenał broni
  • Wykorzystanie możliwości SIXAXISa
  • Całkiem długa
  • Poziomy w pirackich klimatach

MINUSY

  • Brak pucharków 😦
  • Sporadyczne spadki animacji

Lubicie strzelanie, platformówki, nieskomplikowane łamigłówki i od czasu do czasu wybuchnąć śmiechem? To zdecydowanie tytuł dla Was.

Ocena: 9/10

[Wpis został opublikowany również w ramach recenzji użytkowników PSSite.com pod linkiem]

Możliwość komentowania jest wyłączona.

Create a website or blog at WordPress.com Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: