„Episode Prompto” czyli drugie DLC dla FF XV

3 miesiące po epizodzie Gladio otrzymujemy dodatek fabularny związany z Prompto. Rzućmy okiem na ciemną stronę “dobrego ducha” drużyny. Uwaga, w tekście duże spoilery dla Final Fantasy XV (PS4)

Episode Prompto rozgrywa się w miejscu głównego wątku, kiedy to – podobnie jak w DLC dla Gladio – bohater dodatku zostaje oddzielony od drużyny. Elementem komplikującym całość jest fakt, że rozdzielenie nastąpiła w burzliwych okolicznościach. Zwiedziony przez iluzję Ardina, Noctis zrzuca Prompto z pędzącego do stolicy państwa Niflheim pociągu. Blondynek zostaje sam, w miejscu zupełnie pokrytym śniegiem, z poczuciem zdradzenia i odrzucenia przez resztę ferajny. Ten element trochę muszę przyznać to przesadne “dramatyzowanie”, choć kto grał w piętnastkę, pewnie wie, że Prompto akurat do drama-queen całkiem blisko. Nie długo później chłopak traci przytomność, wycieńczony pokonywaniem zasp śnieżnych i walce z mrozem. Jak to ma w swoim zwyczaju, zjawia się Ardin, który zabiera chłopaka do tajnego laboratorium, gdzie wypuszcza go wolno. Kanclerz Izunia w swoim stylu bawi Prompto rzucając go do miejsca gdzie chłopak został…stworzony. Wątek, który tak samo nagle zniknął, jak się pojawił w Final Fantasy XV (PS4) jest podwaliną dodatku. Dowiemy się wszystko o pochodzeniu Prompto, jak znalazł się w Królestwie Lucis,gdzie przecież został przyjacielem Noctisa – co widzieliśmy dokładnie w serialu anime Final Fantasy XV: Brotherhood.

Zgodnie z przewidywaniami, Episode Prompto jest lepiej skonstruowany pod względem fabularnym. Historia jest ciekawa, jest więcej cutscenek, dialogi dają radę, choć jeśli ktoś jest wyczulony na przesadne dramatyzowanie może kilka razy “zakręcić w koło oczami” z niesmakiem. Przypomnę jednak, że Prompto nie jest jedynym przypadkiem problemu bycia dzieckiem z probówki, jeśli chodzi o serię FF, a moim zdaniem poradził sobie z tym i tak lepiej – przynajmniej nie wpadł na pomysł zniszczenia wszystkich i wszystkiego. Natomiast uważam, że Tabata i reszta nie wykorzystali potencjału jaki niesie ze sobą Aranea Highwind. Lancerka pojawiając się w dodatku, przypomniała mi, jak wiele dowiedzieliśmy się o postaci Cor’a – aczkolwiek i tak za mało – w Episode Gladiolus. Jej wątek zupełnie pominięto i pozostawiono jej rolę stawiania Prompto na nogi oraz wylewaniu kubła zimnej wody. Szkoda trochę.

Gameplay’owo mamy do czynienia kolejny raz ze zmianą. Dodatek poświęcony Gladio był bardziej nastawiony na walkę wręcz, przypominając slashera w stylu DMC. Nie wszystko jednak było dopięte na “ostatni guzik” i koniec końców było tylko okej. Prompto w Final Fantasy XV (PS4) posługuje się bronią palną, więc ta stanowi fundament rozgrywki DLC. Całość przypomina mi nieco Syphon Filter (PS1) i choć przeczytałem kilka zarzutów, co do strzelania, to ja z nim nie miałem większych problemów, a nawet bardzo mi się podobało. Może właśnie dzięki faktowi, że przypomniała mi się przygoda agenta Logana z szaraka. Poza sterowaniem nie różniącym się od tego znanego każdemu, kto grał w pełną grę, mamy możliwość posługiwania się czterema broniami. Walkę wręcz obsługuje krótkie ostrze, którego nie używałem praktycznie wcale. Granat pozwalający zadać obrażenia na sporym obszarze, a także wytrącić z równowagi silniejszych przeciwników oraz dwie pukawki. Pierwsza z nich to standardowy rewolwer, którym Prompto posługuje się “na co dzień” . Ostatni slot wyboru broni pozostawiono na broń palną, znalezioną podczas pokonywania dodatku. Czy to zebrana po poległych przeciwnikach, czy ze stojaka z bronią, jednak przy sobie Prompto może mieć tylko jedną dodatkową broń, więc znalezienie kolejnej momentalnie ją ekwipuje – nie ma możliwości chowania ich do “plecaka”. Do dyspozycji oddano nam karabin SMG, snajperkę oraz wyrzutnię rakiet.

Z ich użyciem gra zmienia się w strzelankę TPP, z prostym systemem chowania się za zasłonami i wykańczania przeciwników wytrąconych z równowagi efektownym kopniakiem. Rozgrywka jest raczej przyjemna i stanowi fajną odskocznie od znanego typowej rozgrywki piętnastki. Prompto posiada także techniki specjalnie, ładowane przez pasek tech wraz z trwaniem pojedynków, jednak dopiero po tym jak Aranea dołączyła do drużyny zacząłem się nimi interesować. Zrozumiecie dlaczego jeśli powiem, że jeden z nich to flara osłabiająca przeciwników, a drugi to selfie z przeciwnikiem – oh square. Wracają łączone ataki dzięki obecności pani Highwind, a na wytrąconych z równowagi obrażeniami przeciwników możemy wykonać tzw. crackshot, będące “strzałami kończącymi” Prompto, zdającymi spore obrażenia. Ta mieszanka sprawia, że bawiłem się naprawdę nieźle ogrywając ten niemalże w pełni liniowy dodatek fabularny. Niemalże, ponieważ w pewnym momencie oddany zostaje nam mały hub, w postaci zimowej lokacji do eksploracji, jednak zdecydowanie za mało w nim zawartości by pisać coś więcej. Kilka questów o różnym poziomie trudności i m.in. Kaiser Behemoth na poziomie 99.

To, że Final Fantasy XV (PS4) jest produkcją ładną nie trzeba nikomu mówić. Już pełniak zapewnił nam największe doznania wizualne, więc i dodatek musiał zachwycić – tak też zrobił. Od korytarzy placówki badawczej, po sale laboratoryjne, kończąc na cudownie białej otwartej lokacji. Gra jest naprawdę ładna. Oklaski za to dla Square Enix oraz za kolejny raz zmianę kompozytora soundtracku. Podoba mi się to podejście by co epizod oddawać OST w ręce innej osoby, aby ta swoim stylem “udekorowała” dodatek. Naoshi Mizuta spisał się znakomicie i tak podobnie jak w FF X-2 mamy w muzyce gry sporo elektroniki, przerywanej utworami symfonicznymi czy samotnym pianinie. Aczkolwiek wspomniana elektronika wyróżnia OST na tle zarówno ostatniego dodatku, jak i pełnej produkcji. Nie każdemy przypadną do gustu “tłuste” basy i wręcz dubstepowe breakdowny, ale nie da się ukryć, że pasują one do klimatu dodatku i nadają mu wyjątkowości.

Za cenę 20zł mam wrażenie, że dostaliśmy znacznie więcej niż w poprzednim DLC. Jest więcej fabuły, rozgrywka choć inna wydaje się lepiej przemyślana, a walory audio-wizualne potrafią zachwycić. Mały hub i dodatkowe sidequesty to miłe zaskoczenie, a dla spragnionych większej ilości contentu pozostają zawody na skuterze śnieżnym, na którym zresztą poruszamy się w dodatku – zapomniałem o tym wspomnieć. Zawody odblokowują się po ukończeniu głównego wątku i są to 3 wyścigi z czasem. Dodatkowo możliwy jest sparing z Aranea’ą, który jest równie trudny jak ten z Cor’em w Episode Gladiolus. Do wygrania są przedmioty garderoby dla pełnego Final Fantasy XV (PS4), jednak spokojnie: gołej klaty Prompto tym razem nie otrzymamy. Po Episode Prompto ciekaw jestem bardzo, co zespół Tabaty wymyśli dla Ignisa, którego epizod zapowiedziano krótkim zwiastunem po napisach końcowych tego DLC. Cor towarzyszył Gladio. Aranea pomagała Prompto. Kogo ustawią u boku okularnika? Jaki rodzaj rozgrywki tym razem nam zapewnią i w jakim kierunku pójdzie ścieżka dźwiękowa? Dowiemy się dopiero za pół roku.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Create a website or blog at WordPress.com

Up ↑

%d blogerów lubi to: