Czyli o wojnach o etykiety, które nigdy się nie skończą (chyba że AI wymyśli coś głupszego)

The Game Awards 2025: Clair Obscur: Expedition 33 wygrywa wszystko, co tylko da się wygrać (no może prawie wszystko). Wygrywa w kategorii „Best Debut Indie Game”. Internet wybucha.
„To nie indie – ma wydawcę Kepler Interactive!” – krzyczy jeden obóz.
„To nie JRPG – nie ma łowienia ryb!” wtóruje AniaTomia.
„To w ogóle nie RPG – gdzie są wybory moralne?” – dopowiada trzeci.
A ja siedzę i myślę sobie, że trzeba w końcu coś z tym zrobić …
Wzorzec kilograma dla graczy – pomysł genialny (do czasu aż trzeba go zastosować)

Wiecie, co mamy we Francji? Międzynarodowe Biuro Miar i Wag w Sèvres. Pamiętam o tym od czasów podstawówki. Przez 130 lat trzymali tam walec, który był definicją kilograma. Punkt odniesienia. Ideał. Absolutna pewność.
Tak był. Był, bo poszedł na siłownię i stracił na masie ;p Mikroskopijnie, ale jednak. I nagle nasz absolutny wzorzec stał się… niewzorcowy.
Ale nie ma co się martwić. W gamingu na pewno będzie inaczej. Nam się uda stworzyć odpowiednie wzorce.
Gaming desperacko potrzebuje swoich walców z Sèvres. Wzorcowego JRPG™. Referencyjnego RPG®. Kanonicznego Soulslike’a©.
A czemu? Żeby móc je wyciągnąć, przyłożyć do Clair Obscur i orzec: „Ta gra jest RPG w 43,7%, JRPG w 31,2%, a indie game w -15%, bo ma wydawcę większego niż dwóch studentów w garażu.”
Tylko że jest mały problem.
Co właściwie definiuje JRPG?

AnaTomicznie (tak sobie nazwałem Devikitsu i Germanosa) musi być łowienie ryb. W jednym podcaście padło i taka jest definicja AnaTomicznego JRPG.
Niestety nie jest ona obowiązująca i przestrzegana przez innych, ale jest dość prosta w użyciu. Trudno, to znajdźmy coś lepszego.
- System walki turowej? Ale Final Fantasy XV jest akcyjne…
- Japońskie pochodzenie? Ale Child of Light wygląda bardziej JRPG niż połowa japońskich gier…
- Linearna narracja? Ale Baldur’s Gate 3 też ma główny wątek, a to RPG…
- Charakterystyczny art style? Puk Puk – Kto tam? Dark Souls
Ehh, no, nie pomagasz.
No i gdzie tu problem? Baldur’s Gate 3 i Clair Obscur to RPG-i, ale próba ich porównania to jakaś masakra.
Walić to, nie ma co polegać na ludziach.
Niech AI to rozstrzygnie!

Skoro ludzie nie potrafią, niech się wykażą AI. GPT, Claude, Gemini. Niech LLM-y między sobą wypracują konsensus!
Wyobrażam sobie tę konwersację. No dobra, nie muszę, bo z ciekawości wrzuciłem to im na bęben.
GPT-4: „Na podstawie analizy 10,000 gier, Clair Obscur to JRPG.”
Claude: „Nie zgadzam się. To Action-RPG z elementami JRPG.”
Gemini: „To wyraźnie Souls-like z mechanikami ATB.”
Copilot: „Nie potrafię znaleźć takich danych w Excelu na twoim Drive’ie.” (ten to naprawdę nieogar)
A jak zapytałem po raz drugi, oprócz ostatniego, bo ten jest tylko zintegrowany z narzędziami w Office’ie, to zmieniły zdanie i sprawiały wrażenie, że zaczęły nawzajem przyznawać sobie rację i się przekonywać do swoich racji, w wyniku czego …. W sumie to już nic nie wiadomo.
Demokratyczne głosowanie między AI nie ma sensu. Jak widać na załączonym obrazku.
Poza tym – czy naprawdę chcemy żyć w świecie, gdzie AI decyduje o gatunkach gier? W sumie to ja chciałem, ale mi przeszło. A dodatkowo szybko zabrakło mi tokenów, gdy zadałem pytanie o Death Stranding 2.
AI czy LLM w końcu uczyły się na danych pochodzących od nas, więc skoro ludzie nie potrafią się dogadać, to jak mają to zrobić algorytmy wyuczone na opiniach tychże ludzi.
O, zgrozo, jakbym tylko napisał, że któryś nie ma racji, to mi też przyzna rację. A jak któryś z was zapyta o to samo, to jemu też przyzna rację.
I kto ma rację?
A gdy wywar jest gotowy…

Znasz piosenkę „Z poradnika młodego zielarza” Piotra Fronczewskiego?
„A gdy wywar jest gotowy
To po rozum pójść do głowy
Nie próbować, wylać, nie pić
Tylko słońcem się pokrzepić”
Może czas zastosować tę mądrość do całego dyskursu o gatunkach?
Zsuszyć nasze przekonania.
Skruszyć sztywne definicje.
Zmielić dogmaty.
(dla reszty wersów nie chcę mi się już szukać przeciągniętych analogii, złapaliści, prawda?)
I zaparzyć napój o nazwie: „Graj w to, co Ci się podoba, a nie w etykietę na pudełku.”
Moja walka z kategoryzacją (albo jej brak)
Jakoś mi nie po drodze z gatunkami gier. Od zawsze. Więc jak czytam kłótnie o to, czy coś jest czy nie jest czymś, to traktuję to z przymrużeniem oka. Lewego i prawego naraz.
Opisy gatunkowe traktuję jak streszczenia z tyłu książek – celowo ich nie czytam. Dlaczego? Bo nic mi nie dają, a często psują.
Gdybym ślepo kierował się przypisanymi przez los mi preferencjami gatunkowymi:
- Nie zagrałbym w Hades – bo „nie lubię roguelike’ów”. A okazało się, że jednak lubię, tylko potrzebowałem Hadesa z jego narracją, postaciami i Zagreusem, dla którego umieranie było zabawne, potrzebne i sensowne. Albo to dla mnie było?
- Ominąłbym Ender Lilies i Ultros – bo metroidvanie „mi nie siadają”. Ale siedziały. Jak cholera siedziały. Dzięki Ania
- Musiałbym przejść Sekiro – bo skoro wszystkie poprzednie Soulsborne’y zaliczyłem (Demon’s, Dark Souls 1-3, Bloodborne), to przecież mam „obowiązek”! No i platyna do tego 🙂
- Nie zakochałbym się w Personie 4 Golden – bo jak można kochać serię, skoro FFXIII Cię odrzuciło? A potem przyszła P4G. Potem Persona 5. I nagle okazało się, że JRPG nie są jednym wrokiem – są całym panteonem gier.
I z mojego punktu widzenia bardziej liczę się ze zdaniem ludzi, którzy mnie znają: Ania, Tomek i Norbert, który szepną do ucha w odpowiednim momencie, bym zagrał w coś 😉
Gatunki nie są złe. Tylko ich używamy źle.

Nie zrozumcie mnie źle. Albo zrozumcie, ale nie nawołuję do anarchii. Nie obalajmy całego systemu. Kategorie mają sens – jako punkt startu dla niektórych. Prosty filtr podobieństwa
Pomagają deweloperom komunikować się z wydawcami: „To soulslike, ale w klimacie sci-fi.”
Pomagają graczom szukać: „Chcę czegoś jak Hollow Knight.”
Czasem nawet odstraszają: „Ale uwaga, to brutalne, ciężkie, nie dla każdego.”
Problem zaczyna się, gdy traktujemy je jak wyrok, nie jako wskazówkę. „Nigdy nie zagram w tę grę, bo nie lubię JRPG-ów”.
Death Stranding to nie horror, nie stealth, nie shooter, nie symulator chodzenia (chociaż trochę tak). Z braku lepszego w mojej głowie to Death Stranding. Serio, nadal nie potrafię znaleźć lepszego gatunku.
Disco Elysium to RPG bez walki. Outer Wilds to… co to właściwie jest? Exploration? Puzzle? Egzystencjalny kryzys w kosmosie?
No i pewnie mógłbym tak godzinami szukać przykładów.
Najważniejsza funkcja gry to…
… w sumie nie ma jednej. Ale dla uproszczenia: gra ma sprawić, że dobrze spędzisz czas. Ma Cię bawić, wzruszyć, przerazić, zaskoczyć, dać wytchnienie albo dać do myślenia.
Cokolwiek, czego po prostu w danym momencie potrzebujesz. A to też jest zmienne.
Takie proste i zarazem nie aż tak banalne by to spisać w postaci reguł, miar i metryk. I o tym należy pamiętać.
Finał (żeby nie było, że tylko narzekam, chociaż dziś miałem na to ochotę)

Czy powinniśmy się pozbyć gatunków? Nie.
Czy powinniśmy przestać się o nie kłócić? Tak. Cholera, tak.
Czy Clair Obscur to indie? Nie wiem i nie obchodzi mnie to. Pewnie nie według jednej definicji, a według drugiej tak.
Pamiętajcie: nie ma gier wzorcowych w danej kategorii. W latach 80–90, kiedy gier było mało, to było łatwiej. Teraz mamy od cholery gier, bo łatwiej je wydawać i dystrybuować.
A jeśli ktoś Ci mówi, że „nie powinieneś lubić tej gry, bo to nie Twój gatunek” albo, co gorsze, „Nie powinieneś się dobrze bawić, bo ta gra to nie prawdziwie Indie, a ty lubisz takie gry”, to może pora jednak posłuchać siebie, co?
Bo na końcu dnia, jedyna kategoria która ma znaczenie to: „Kurde, dobrze się bawiłem.”
W poradniku młodego zielarza
Napisanym dla szczęścia ludzkości
Pewien przepis się stale powtarza
A zawiera on sekret młodości
Biegać skakać latać pływać
Grać, bawić się i wypoczywać
PS: jakby ktoś potrzebował posłuchać 🙂 https://www.youtube.com/watch?v=HurDUl7KyeA
Podobał ci się materiał?!
…aby wesprzeć RaczejKonsolowo w misji szerzenia pasji do gier poprzez niezależny content, w 100% bez bullshitu i na maksa gamingowy!


Dodaj komentarz