Za dużo gier. Za mało radochy.

Pytanie na styczeń: Na co najczęściej narzekasz?

Ten tekst będzie nieco mniej osobisty niż poprzednie, albowiem nie będę się odnosił do czegoś personalnego, bezpośrednio powiązanego ze mną i moim życiem, a raczej obserwację innych. Zauważyłem bowiem pewien paradoks w internetowym dyskursie wokół gier wideo, który mnie fascynuje, smuci, a niekiedy złości i dotyczy on wszechobecnego i bardzo często nieracjonalnego narzekania na gry wideo. Tylko nieliczne produkcje pojawiają się w sferze marketingu gier i nie są zmuszone momentalnie borykać się z marudzeniem graczy. Dostrzegłem również w pewnej grupie obserwowanych przeze mnie osób (poprzez słuchanie opinii w podcastach, komentarze czy bezpośrednie rozmowy w najbliższym otoczeniu), że wiele produkcji, których wcale nie uważam za tragiczne, czy złe, są dyskryminowane jako porażki, niewarte inwestowania czasu. To połączyło mi się w głowie z ciekawymi artykułami, jakie czytałem o tematyce dalekiej od gier wideo, ale i latami dzieciństwa. Zanim jednak cofniemy się w moją przeszłość, najpierw porozmawiajmy o obszarze bardziej romantycznym – randkowaniu w XXI w.

Całkiem niedawno rozmawiałem ze znajomymi o wpływie Tindera i podobnych jemu platform, na związki, randki i relacje, jakie tworzą się pomiędzy zainteresowanymi sobą osobami. Główną tezą, za jaką stałem w dyskusji, był negatywny wpływ takowych aplikacji na ekosystem (chyba można tak to nazwać) szukania bratniej duszy w świecie, powiązany z kilkoma zjawiskami psychologicznymi. Pierwszymi z nich są: paradoks wyboru (Paradox of Choice) i powiązanej z nim pułapkę „Następnej Lepszej Rzeczy” (Next Best Thing). Psycholog Barry Schwartz już lata temu udowodnił, że im więcej mamy opcji, tym trudniej nam podjąć decyzję, a gdy już ją podejmiemy – jesteśmy z nie mniej zadowoleni. Dzięki dobrodziejstwu internetu możemy np. zobaczyć jego wystąpienie TED sprzed niemalże dwóch dekad, właśnie o tej tematyce – wystąpienie to pokazuje, że te same mechanizmy kierują „efektem Tindera”.

Zasadniczo sprowadza się do tego, że „efekt Tindera” doprowadził do tego, że użytkownicy aplikacji czują, że „za rogiem” (za kolejnym przesunięciem palca) może czekać ktoś jeszcze lepszy. To prowadzi do zjawiska maksymalizacji, czyli obsesyjnego szukania opcji. Wyższe oczekiwania i łatwiejsze „kręcenie nosem” na drobne wady, które w świecie offline mogłyby zostać zignorowane lub zostałyby przykryte pozytywnymi aspektami drugiej osoby. Szukając informacji do tego tekstu, natrafiłem na kolejne ciekawe wnioski związane z „efektem Tindera”, które określa się jako przeciążenie poznawcze i jego skutki są bardziej – moim zdaniem – poważne. Gdy mózg widzi setki twarzy, przestaje traktować je jak ludzi, a zaczyna jak towar w sklepie. Tym samym pojawia się dehumanizacja i sprowadzanie wszystkiego do powierzchownej oceny, a następnie do przedmiotowego traktowania, zamiast relacji ludzkiej.

Jaki to ma jednak związek z grami wideo? Z moich – podkreślam, że chodzi o moje – obserwacji otoczenia wynika, że najbardziej niezadowolonymi ze świata gier i narzekającymi na to, że „kiedyś to gry wideo były, a teraz już nie ma”, to osoby, które mają nadmiarowy dostęp do ogromnych bibliotek tytułów za niewielkie pieniądze. W różnych formach. Od subskrypcji takich jak PlayStation Plus Extra lub Game Pass, aż po przeładowane konta Steam setkami produkcji, kupowanymi bez opamiętania na wszelakich wyprzedażach sezonowych Valve. W psychologii i ekonomii behawioralnej opisywane jest to jako obniżenie wartości poprzez nadmiar – opierają się na modelu „all-you-can-eat”, który drastycznie zmienia nasz mechanizm nagrody.

Kiedyś podejście do kogoś wymagało odwagi i wysiłku. Dziś to jedno kliknięcie albo swipe w lewo… czy tam prawo – nie wiem, nie korzystałem. Skoro „koszt” zdobycia dopasowania jest niski, to i szacunek do tej relacji na starcie jest mniejszy. Gdy płacisz 300 zł za jedną grę, przejdziesz ją do końca, nawet jeśli początek jest nudny. Albo, choć damy jej więcej „szans” na poprawę i kupienie nas. W Game Passie, jeśli gra nie „porwie” Cię w 10 minut, usuwasz ją i instalujesz kolejną. Użytkownik Tindera przesuwa profile przez godzinę, ale z nikim nie pisze, bo czuje mentalne zmęczenie samym procesem selekcji. Mając 400 gier pod ręką, użytkownik spędza 40 minut na przewijaniu menu, po czym… wyłącza konsolę z poczuciem przytłoczenia. Narzekanie wynika z frustracji, że „mimo tylu opcji, nie ma w co grać / nie ma z kim wyjść”. Na domiar złego, mimo początkowej „chemii” i sukcesu randki z grą, czy drugą osobą, szybko może pojawić się w głowie myśl: „Jest super, ale może jest coś jeszcze lepszego?”.

Zdaję sobie sprawę, że zarówno Tinder, jak i np. PlayStation Plus Extra, posiada również zalety i pewnie pomógł niejednej osobie. Tylko wśród moich najbliższych jest para, która poznała się na takowej platformie, a dziś jest szczęśliwą rodziną. Moja siostra korzysta z planu PlayStation Plus Extra na moim PS4 i dzięki temu lepiej znosi trudną rzeczywistość współczesnego rynku pracy. Jednak, za każdym razem, gdy napotykam osoby najbardziej niezadowolone ze współczesnych gier wideo, przypominają mi się lata mojego dzieciństwa, kiedy to wokół mnie było pełno dzieciaków z przerobionymi szarakami. Późne lata dziewięćdziesiąte zawsze będą mi się kojarzyć z kupowaniem nowego PSX Extreme, czytaniu o świetnej produkcji, a następnie wycieczce na osiedlową halę targową, aby ją kupić od gościa z klaserem, za cenę równowartości paczek chrupek Lays. Pamiętam też, że właśnie osoby, które miały niemalże nieskończony dostęp do taniego grania, najmniej inwestowały w gry wideo. I choć wtedy powodów było znacznie mniej, to również odwracały się od gier przy pierwszej ścianie lub problematycznej przepaści. I choć jako jedyny dzieciak z nieprzerobionym PS1 i niekompatybilnymi rodzicami z kosztem takowego grania, nie czułem się zbyt dobrze, to na dziś czuję się niesamowicie dobrze z faktem, że potrafię poświęcić grom, to, na co jako najlepsze hobby na świecie zasługują – czas i uwagę.


I to by było na tyle, a teraz otwieram komentarze i jestem ciekaw, czy w Waszym otoczeniu gamerskim zauważacie podobne zjawiska. Czekam na Was pod wpisem i…

…do następnych medytacji!


Podobał ci się materiał?!

Postaw mi kawę na buycoffee.to

…aby wesprzeć RaczejKonsolowo w misji szerzenia pasji do gier poprzez niezależny content, w 100% bez bullshitu i na maksa gamingowy!


Dodaj komentarz