Prawie wszystko fajne, ale nie za taką cenę.
Czułbym się dziwnie, gdybym nie rozpoczął tego wpisu od wyjaśnienia, dlaczego zdecydowałem się na zakup PlayStation PULSE Explore – ponieważ subtelnie wpływa to na moją ocenę samego sprzętu. Otóż – jak to często bywa – dostałem powiadomienie o bardzo ciekawej promocji w Media Expert, gdzie za wspomniane earbudsy można było zapłacić połowę (niemalże) ich ceny nominalnej. Dodatkowo miałem trochę punktów promocyjnych z benefitów w miejscu pracy, które dodatkowo zbiły tę cenę do pułapu, w którym jestem w stanie przed sobą – a przede wszystkim przed żoną – wytłumaczyć zakup sprzętu, którego tak naprawdę nie potrzebuje. Na domiar złego, nie trawię słuchawek wkładanych do uszu. No ale będę mógł (w końcu) grać na PlayStation Portal na słuchawkach bezprzewodowo – to przeważyło. Zatem teraz, gdy już macie pełen kontekst mojego zakupu, który zapisywałem sobie jak pamiętnik, robiąc notatki z każdego etapu korzystania, zapraszam do tekstu w… normalnej formie.

W opakowaniu ze słuchawkami otrzymujemy futerał/pokrowiec, który jest zarazem stacją ładującą. Dla mnie to nowość, bo korzystam tylko ze słuchawek nausznych, więc dla każdego fana earbudsów wszelkiej maści pewnie nie będzie to zaskoczeniem. Kabel USB-A na USB-C do ładowania, trzy komplety gumek do uszu oraz adapter PlayStation Link, dla sprzętów, które nie korzystają z tego systemu komunikacji – czyli wszystko poza Portalem. Z początku byłem zdziwiony, że PlayStation Link nie ma interfejsu USB-C, jednak patrząc z perspektywy kompatybilności ze sprzętem wszelkiej maści, jak i tego, że moje PS5 Pro ma z tyłu dwa porty USB-A i chciałbym go schować właśnie tam, co nabrało sensu. Wizualnie słuchawki mają fajny kształt, podobają mi się w uszach znacznie bardziej niż te od firmy z nadgryzionym jabłuszkiem, które wyglądają jak moje stare słuchawki z walkmana w podstawówce, z odciętym przewodem. Na górze słuchawek znajduje się sterowanie głośnością, a na spodzie przycisk parowania PS Link. Fakt, że pełne sterowanie znajduje się na obu słuchawkach, jest super, ponieważ można korzystać tylko z jednej słuchawki bez uszczerbku dla funkcji.
Natomiast nie po to je kupiłem, aby na nie się napatrzeć, tylko wciskać je do uszu, co jak już nadmieniłem, nie jest moim wyborem przy doborze słuchawek. Nie znoszę mieć czegokolwiek w uszach, więc do earbudsów podchodziłem z dystansem i marsz ten trochę trwał, zanim się przyzwyczaiłem. Kilkukrotnie testowałem nie tylko różne gumki (każda w innym rozmiarze), aby dopasować słuchawki do moich uszu, ale ze względu na ich budowę, również to jak powinny w uszach leżeć. Nie wiem, czy to normalne dla tego typu słuchawek, ale jest możliwość kilku kątów, pod jakim leżeć będą one w uszach, a optymalnego próżno szukać w sieci, ponieważ znalezione przeze mnie zdjęcia ukazywały osoby noszące je na wiele sposobów. Spędziłem chyba z każdym rozmiarem gumowych nakładek, po kilkanaście godzin, aż w końcu trafiłem na te, które pasowały mi najbardziej – a przez to rozumiem, że nie czułem ich nieustannie w uszach. Okazało się jednocześnie, że niekoniecznie to te największe, bądź najmniejsze są tymi odpowiednimi, a jeden z rozmiarów pośrednich. Nie wiem, też ile w tym po prostu przyzwyczajenia się do nich, a jak wiele w tym znaczenia gumek, jednak ostatecznie dotarłem do miejsca, gdzie czułem się w nich komfortowo. Kluczem było niewciskanie ich zbyt mocno do ucha. Jak tylko złapią… ucho, można je zostawić. Nie wypadną i dźwięk ten sam. Mogłem przestać myśleć o drażniącym uczuciem w uszach i skupić na dźwięku. Zanim jednak do tego doszło, trzeba je do czegoś podłączyć.


Parowanie słuchawek z urządzeniami to przygoda. Z jednym sprzętem wszystko działało bez jakichkolwiek problemów, a z innym musiałem wykonywać gimnastykę trzymania i puszczania, puszczania i trzymania przycisku parowania, aby dokonać połączenia. Na domiar złego, najbardziej problematyczne było podłączenie do… PS5 Pro. Słuchawki potrafiły się nagle odłączyć od konsoli lub innym razem działała tylko jedna słuchawka. Natomiast jest spora szansa, że problemem było podłączenie ich przez przejściówkę do portu USB-C na przodzie konsoli. Gdy adapter PS Link umieściłem z tyłu konsoli – obok nadajnika z moich drugich słuchawek, wszystko zaczęło działać. Wspominam natomiast o tym, ponieważ „eksperci z YouTube” rekomendują właśnie podejście z adapterem, co tłumaczą uniknięciem przegrzania się nadajnika od chłodzenia konsoli. W moim przypadku od momentu, gdy adapter jest na tyle PS5, wszystko działa bez problemów – no może nie do końca. Czasami miewam problemy z połączeniem do PlayStation Portal, co może być spowodowane tym, że adapter jest ciągle w konsoli w pokoju obok – jednak problemy te są tak sporadyczne, że nie przejmują się nimi zbytnio, choć chwilę trwa, zanim znów taniec parowania okaże się sukcesem.
Natomiast, kiedy już wszystko z sobą działa to robi to błyskawicznie, na czym chyba polega cały system PS Link, który według Sony jest niezwykle bezstratnym sposobem komunikacji audio. Oczywiście nigdy, nie czułem, że audio w grze kontra obraz na ekranie są ze sobą w konflikcie, więc trudno mi powiedzieć, jak to się ma braku strat, ale mogę powiedzieć, że samo połączenie z np. PS5, dzieje się natychmiastowo. Przy starych słuchawkach jest te kilka sekund oczekiwania na dźwięk przy podłączeniu, gdzie tutaj dźwięk przechodzi do słuchawek w mgnieniu oka. Oczywiście w scenariuszu (który jest przeważający), że wszystko ze sobą się dogada. Najprostsze natomiast jest parowanie z telefonem, gdzie PULSE Explore działają jak normalne słuchawki Bluetooth. Parowanie następuje poprzez przycisk na pudełku-ładowarce i działa spodziewanie do innych sprzętów Bluetooth i telefonu. Tutaj pojawia się pierwszy plus słuchawek nad moimi innymi słuchawkami, a więc możliwość podłączenia równocześnie wielu urządzeń naraz. Jednocześnie możecie grać w Battlefielda i być podłączonym do telefonu, odbierać telefon od np. żony, czy słuchać podcastu z aplikacji Podcast Addict. W moim przypadku działało nawet połączenie do konsoli oraz laptopa firmowego, przez mogłem być jednocześnie na nudnej audiencji prezesa, jak i gonić sympatycznego lista z Yotei – nie mówcie nikomu. Bardzo podoba mi się ta funkcja słuchawek.

Jeśli chodzi o sam dźwięk i jego jakość, to pewnie wiecie z innych wpisów, ale audiofil ze mnie żaden. Nie doceniam magii pozłacanych końcówek, czy natężenie tlenu w kablach – o ile coś takowego istnieje. Nie mniej uważam, że dźwięk w słuchawkach jest mega. Myślałem, że bez wyciszania szumów będą mi przeszkadzać dźwięki w trakcie jazdy komunikacją miejską, jednak (prawdopodobnie) charakterystycznie dla earbudsów, dźwięki z zewnątrz dochodziły do mnie w minimalnym stopniu. Poza tym sprzęt potrafi grać całkiem głośno. Słucham na nich podcastów, muzyki, jak i oczywiście grałem, i za każdym razem byłem pod wrażeniem. Najważniejsze oczywiście było dla mnie, jak słuchawki radzą sobie podczas grania. Testy przeprowadziłem na Ghost of Yotei i nowym Battlefieldzie, i kolejny raz przekonywałem się, że PULSE Explore jakością dźwięku naprawdę rządzą. Nie są to może moje Bayerdynamic DT PRO 770, ale wyraźnie lepiej grają od mojego drugiego zestawu PlayStation. Dźwięki wiatru, kołyszących się drzew, czy melodii wygrywanych na shamisenie, wybrzmiewają bardzo czysto. Słuchawki wspierają promowane przez PlayStation, 3D Audio, które w Ghost of Yotei uwypukla jej piękno, istotne jest w strzelance online. Czy przeciwnik biegnie nad nami, za ścianą przed nami, czy wbiega nam na plecy – słuchawki przenoszą wszystkie informacje. A to jak brzmi samolot przelatujący nad naszymi głowami w nich – wow.
Ostatnim testem słuchawek, a zarazem tym, którego najbardziej byłem ciekaw, było sprawdzenie jak radzi sobie mikrofon. Choć z moich dotychczasowych słuchawek do konsoli jestem zadowolony, szczególnie po wymianie gąbek na nowe zamienniki, to jakość mikrofonu od zawsze pozostawiała we mnie niesmak, jak tylko zmuszony byłem np. nagrać w nich materiał na kanał. Specjalnie z tego powodu użyłem PULSE Explore przy nagrywaniu pierwszych wrażeń ze wspomnianych dwóch produkcji i jestem niezwykle zawiedziony wynikiem. Mój komentarz w materiałach brzmi tak samo fatalnie, jak ma to miejsce przy starych słuchawkach. Pytałem grających ze mną znajomych, czy słyszą różnicę pomiędzy dźwiękiem z mikrofonu w zależności od używanych słuchawek i nie byli w stanie wskazać różnicy. Jeśli nie chcecie jednak sprawdzić kanału YouTube, aby się przekonać o powyższym, możecie sprawdzić je tutaj. Postanowiłem nagrać próbki audio na PULSE Explore, headsecie Platinum oraz moim mikrofonie Shure do podcastów. Bez jakichkolwiek ulepszaczy lub czyszczenia. Nie spodziewałem się, że earbudsy będą nagrywać jak mój MV7 od Shure, ale miałem nadzieję, że będą bliżej niego, aniżeli mających już kilka lat na karku i kilka setek złotych mniej na cenówce, Platinumki. Sprawdźcie sami:

I tym samym dochodzimy do sedna mojej oceny PlayStation PULSE Explore. Nominalna cena, za jaką można te słuchawki dorwać w sklepach internetowych to 949 PLN i może ja jestem całkowicie odklejony od rzeczywistości, kosztów sprzętu elektronicznego itd., ale za nic w świecie nie zapłaciłbym tyle za te słuchawki. Nie ma absolutnie szans, aby płacić prawie tysiąc złotych za taką jakość mikrofonu. Jasne earbudsom udało się nie być wkurzającymi dla mnie jako osoby preferującej słuchawki nauszne, zamknięte. Dostajemy z nimi solidny pokrowiec jako ładowarkę, której nie musimy używać zbyt często, tak na marginesie. Jeden z moich dni testów polegał na tym, że: jechałem w nich do pracy, w Krakowie, słuchając podcastów przez Bluetooth, następnie pracowałem w nich osiem godzin, wracałem do domu przy muzyce, a wieczorem grałem online ze znajomymi. Bateria trzymała jeszcze kolejnego dnia. Mimo wszystko solidnie trzymająca bateria, świetny dźwięk oraz możliwość korzystania z kilku urządzeń jednocześnie, to i tak za mało, aby usprawiedliwić taką cenę sprzętu. Promocyjna cena, czyli połowa, brzmi już sensowniej, szczególnie jeśli macie Portala i marzy wam się granie w łóżeczku na słuchawkach bez kabli – co niestety jest wyłącznie możliwe na sprzęcie korzystającym z PlayStation Link. Jak ja uwielbiam SONY i ich własne, hermetyczne technologie! Bez oddechu XBOX, idą w stronę Apple, co mnie przeraża.
Podobał ci się materiał?!
…aby wesprzeć RaczejKonsolowo w misji szerzenia pasji do gier poprzez niezależny content, w 100% bez bullshitu i na maksa gamingowy!


Dodaj komentarz