Pytanie na sierpień: Czy żywisz do kogoś/czegoś urazę? O?
Nigdy o tym nie myślałem i właśnie dlatego rozpoczynam nową serię postów na blogu: Gamingowe Medytacje. WordPress codziennie proponuje mi myśl lub pytanie, które ma mnie zainspirować do pisania. O ile nie mam czasu na pisanie nowego wpisu każdego dnia, pomyślałem, że każdego, pierwszego dnia miesiąca spojrzę na propozycję i pochyle się nad nią we wpisie comiesięcznym.
Bardzo mocne pytanie, jak zresztą słowo „uraza”, które jest ciężkim określeniem relacji do kogoś lub czegoś. Obecnie nie przypominam sobie, abym żywił do kogoś lub czegoś indywidualną urazę – może poza tak oczywistymi tematami, jak zadra wobec kutasa nr 1 za bezsensowną wojnę na Ukrainie i rozpierdolenie gospodarki na całym świecie, czy też kutasa nr 2 za ludobójstwo w Gazie. Wiecie. Takie ogólne, dalekie od nas rzeczy, co do których raczej wszyscy – mniej lub bardziej – się zgadzamy. Spoglądając jednak w przeszłość i moje lata dzieciństwa, czy też wczesnej młodości, miałem kilka takich sytuacji i były one związane z grami wideo, w porównaniu do tych wymienionych powyżej. Dziś natomiast chciałem powiedzieć o jednej, która pojawiła się w mojej głowie z racji ogrywania Death Stranding 2 – sprawa Kojima kontra KONAMI.
Jedną z takowych była sytuacja pomiędzy KONAMI a Hideo Kojimą. Mam nawet zdjęcie swojej ręki z Gamescomu, na którym uwieczniłem mój środkowy palec, skierowany w stronę stoiska giganta z Japonii. Jako fan gier Kojimy momentalnie ustawiłem się w grupie nienawidzących KONAMI, bo przecież jak ci chciwi krawaciarze mogli tak postąpić z biednym Hideo, który chciał tylko robić piękne gry. W dodatku zabrano mu jego (powiedzmy) silnik, który miał potencjał na zarządzenie w branży, a został zdeklasowany do tworzenia animacji na maszynach pachinko. Od tych wydarzeń nieco już minęło i moje obecne postrzeganie KONAMI jest zdecydowanie inne. Stało się tak, ponieważ przestałem interesować się grami powierzchownie i postanowiłem wyjść poza samo granie, aby zrozumieć to, jak działają studia, wydawcy, zespoły i indywidualni twórcy, oraz – przede wszystkim – jak wygląda obieg pieniądza w grach wideo.
KONAMI, choć powiązane z wieloma niezwykle istotnymi seriami gier wideo, które kształtowały moje dzieciństwo (jak pewnie i wielu z was): Metal Gear Solid, Castlevania, Winning Eleven, Silent Hill, Suikoden czy od siebie dorzucić mogę do tego gry Yu-Gi-Oh, czy taki tytuł jak Ronin Blade. Jako szarzy konsumenci gier wideo, nie zdawaliśmy jednak sobie sprawy z tego, że firma z Japonii swoje największe pieniądze zarabiała na automatach do gry pachinko i zasadniczo sektora związanego z szeroko pojętym hazardem. Gry wideo były dla nich kolejnym, lukratywnym biznesem, w którym warto było inwestować pod koniec XX w. i na początku kolejnego. Dlaczego? Ponieważ zwrot z inwestycji w tamtych latach był kolosalny. Budżety gier zwracały się kilkukrotnie. Sprzedaż hitu zapewniał możliwości stworzenia kilku kolejnych. Kojima natomiast nie tworzył tanich gier. Każdy kolejny Metal Gear Solid kosztował więcej i więcej pieniędzy. Filmowa budowa, voice-acting, czy słynne topniejące w szklankach na tankowcu, kostki lodu. Jego produkcje przełamywały granice i stawały się nowym standardem dla innych w branży. Kolejny MGS to było wydarzenie – do dziś pamiętam kampanię marketingową Snake Eatera i początki internetu, gdzie na małych okienkach oglądałem wychodzącego z wody Big Bossa w czapce krokodyla, setki razy. Fox Engine czy gwiazdorska obsada piątego Metal Gear Solid musiały kosztować krocie i może dla firmy skoncentrowanej na robieniu pieniędzy z gier wideo, byłoby to do zaakceptowania jako inwestycja długoterminowa, dla firmy z bardziej zróżnicowanymi źródłami kapitału (jak KONAMI), już nie.
Dziś wiemy, jak poważnym problemem są rosnące budżety i niska marża w sektorze gier AAA. Szczególnie produkcji, które nie mogą dywersyfikować swoich przychodów z pomocą dóbr cyfrowych po premierze. Z czasem zatem zaczynałem sam się zastanawiać, czy KONAMI nie było pierwszym, dużym graczem branży gier wideo, który widział, co się dzieje i postanowił się po prostu wycofać z tego biznesu. Rozumiem nasz zamiłowanie do ich marek, wspomnienia, nostalgię itp., jednak patrząc na to z perspektywy biznesowej: to było logiczne. O tym, jak dużo Kojima przeznaczał na piątego MGS-a wiemy z różnych artykułów, które pojawiły się od czasu konfliktu z KONAMI. Choć osobiście uwielbiam tę odsłonę i nie uważam ją za „nieukończoną”, to pomimo znajomości całego uniwersum, widziałem miejsca, którym brakowało „kropki nad i”, czy jeszcze jednej cutscenki. Nigdy nie dowiemy się, jak było naprawdę. Nie twierdzę również, że KONAMI zachowało się honorowo, czy należycie uszanowało osobę, która zarobiła dla giganta góry pieniędzy, jednak rozumiem, chociażby z własnego podwórka, że tak: wszystko, co tworzysz za pieniądze firmy i w trakcie zawartej umowy o pracę z daną firmą, jest własnością firmy. I choć może to być dla was trudne, ponieważ gry wideo i społeczność wokół nich jest mocno nastawiona na swoich bohaterów, ojców serii i matki marek, to taka jest prawda. Smutne, ale prawdziwe.
Na pewno pocieszające w całej sytuacji jest to, że Hideo Kojima znalazł swoje miejsce, partnerów do współpracy i znów tworzy niesamowite tytuły. Obie odsłony Death Stranding są fantastyczne, a dwójka jest na dobrej trajektorii do zajęcia pierwszego miejsca w moich grach tego roku. KONAMI również wróciło do gier wideo, jednak robi to… sprytnie biznesowo. Wydaje reedycje. Oddaje IP partnerom. Kasuje na swoich markach i tylko pośrednio odpowiada za ewentualne porażki, minimalizując ich ryzyko. Remake wspomnianego Snake Eatera jest tuż za rogiem. Silent Hill 2 miał być niemożliwy do odświeżenia, a jednak się udało. Jeśli zachcę, mogę na PS5 kupić sobie kolekcję gier Castlevania, pełną tytułów z konsol Nintendo. Winning Eleven odnalazł się w modelu F2P. Na półce mam kolekcję dwóch pierwszych Suikodenów, więc tym razem środkowy palec mogę skierować na „januszy biznesu” z aukcji na Allegro – a tym zawsze będzie warto go pokazać.
I to by było na tyle, a teraz otwieram komentarze i czekam na Wasze komentarze. Czy wybaczyliście KONAMI, w jaki sposób potraktowali wielebnego Kojimbo? Czy wciąż was to drażni, a może nigdy nie drażniło? Czy macie inną urazę do czegoś lub kogoś w grach wideo?
Do następnych medytacji!
Podobał ci się materiał?!
…aby wesprzeć RaczejKonsolowo w misji szerzenia pasji do gier poprzez niezależny content, w 100% bez bullshitu i na maksa gamingowy!


Dodaj komentarz