Recenzja | Mind Over Magnet (PS5)

Teoria w praktyce. Debiut twórcy Game Maker’s Toolkit w gamedevie.

Mark Brown, jak i jego kanał Game Maker’s Toolkit, to główne źródła mojej wiedzy na temat game designu. I choć zawsze powtarzałem, że nie uważam go za wyrocznię w kwestiach, co działa, co powinno działać i w jaki sposób, to niewątpliwie dzięki jego materiałom znacznie lepiej rozumiem dziś gry wideo. Po latach analizowania gier Mark rozpoczął tworzenie swojej własnej produkcji, a procesem dzielił się ze wszystkimi na swoim kanale. Zatem jako widz i patron obserwowałem powstawanie Mind Over Magnet – od pierwszych testów mechanik, po wydanie gry najpierw na PC, a później konsogrylach – w tym PS5.

Mind Over Magnet to gra logiczna osadzona w formule platformówki. Podobnie jak Portal, który był tytułem logicznym, zbudowanym na konstrukcji pierwszoosobowej strzelanki. Wcielamy się w rolę małego robocika, który z nieznanych sobie przyczyn znalazł się w stercie śmieci pod wielką fabryką i nie ma innego wyjścia, jak podążać do przodu w poszukiwaniu wyjścia i wyjaśnień. Po drodze napotyka na przyjazny magnes, o imieniu… Magnus. Robot i magnes łączą siły, aby wydostać się na wolność, ale po drodze mają do uratowania jeszcze parę znajomych.

Fabuła nie jest specjalnie skomplikowana. Jej zadaniem jest nadanie kierunku rozgrywce, aniżeli granie pierwszych skrzypiec. Dialogi pomiędzy bohaterami, choć proste, pasują do ogólnego uroczego wydźwięku gry. Ten potęgowany jest za sprawą oprawy graficznej. Ręcznie malowane tła poziomów z kilkoma horyzontami oraz elementami dynamicznymi, prezentują się wdzięcznie. Podoba mi się wyraz emocji u naszych bohaterów. Nie jest to produkcja, która zdobędzie nagrody za osiągnięcia wizualne, ale mimo wszystko wyraźnie widać dbałość o szczegóły i dobór palety kolorów odpowiadającej rozgrywce. Całość jest czytelna i dobrze komunikuje, czego się od nas wymaga. Również muzyka współgra z urokiem gry, jak i wyzwaniem stawianym przez łamigłówki, stanowiące niemalże całość zabawy.

Podobnie jak w przypadku wspomnianego Portala od Valve, także Mind Over Magnet to zestaw około pięćdziesięciu wyzwań umysłowych, w których przede wszystkimgry będziemy korzystać z przyciągających mocy magnesów – bez portali tym razem. Nasz robot potrafi podnieść Magnusa, nieść go ze sobą lub postawić w odpowiednim miejscu. Na poziomach umieszczone są różne przełączniki, czy pola magnetyczne, które przyciągają Magnusa, a niekiedy i nas, jeśli nie puścimy kompana. Przede wszystkim podobało mi się, że wykorzystując znajomość podejścia Nintendo do mechanik gry, również Mark dobrze zbalansował podróż przez wyzwania gry. Gra stopniowo uczy nas wykorzystywania mechanik i myślenia poza szablonami, z każdym poziomem odkrywając coś nowego, co wykorzystujemy później, w kolejnych poziomach, ale i dokładając kolejne pomysłowe atrakcje.

W tego rodzaju produkcjach liczy się satysfakcja i frustracja. A raczej umiejętne trzymanie graczy pomiędzy nimi, przy ograniczonych możliwościach. Nie jest rzeczą łatwą i myślę, że sam Mark nie spodziewał się jak trudne będzie balansowanie poziomem wyzwania, aby gracz nie musiał sięgać po rozwiązanie zagadki do sieci, czy przestał grać, a z drugiej strony – aby czuł zadowolenie z rozwiązania łamigłówki. W moim przypadku, choć kilka razy się zaciąłem na chwilę, nie miałem większych problemów z ukończeniem wszystkich poziomów. Były natomiast momenty, gdy zagadka wydawała mi się znacznie łatwiejsza, aniżeli poprzednie, aczkolwiek wnioskują, że to mój, indywidualny przypadek – głównie dlatego, że w sieci przeczytałem opinię o jednej z łamigłówek gry jako niezwykle trudnej i nieoczywistej, a którą mi się udało ukończyć po kilku próbach.

Takie kwestie balansuje się podczas playtestów, a wiem, że Mark przeprowadził ich całe mnóstwo dla gry, czym dzielił się na kanale. Widać to również w sterowaniu i mechanikach, które działają znakomicie. Znając jednak Marka, wiem, jak istotne jest dla niego otwieranie gier na jak najszersze grono graczy i jego fascynacja opcjami wspierającymi. Stąd w Mind Over Magnet można poprosić o wskazówki dla wyzwań, jak i dostosować wizualne aspekty gry dla swoich potrzeb. Zatem, czy lubicie poddawać wasze szare komórki treningowi, czy też nie, produkcja Marka Browna jest warta polecenia. Kwestią do zastanowienia się jest oczywiście cena. Pięćdziesiąt łamigłówek, które można ukończyć w niecałe kilka godzin to wystarczająco, aby nie poczuć się zmęczonym mechanikami gry i podobnymi wzorcami łamigłówek. Resztę zostawiam waszym portfelom.


Podobał ci się materiał?!

Postaw mi kawę na buycoffee.to

…aby wesprzeć RaczejKonsolowo w misji szerzenia pasji do gier poprzez niezależny content, w 100% bez bullshitu i na maksa gamingowy!


Dodaj komentarz