Pytanie na luty: Gdybyś mógł na stałe zakazać słowa z ogólnego wykorzystania, który by był? Dlaczego?
Nigdy o tym nie myślałem i właśnie dlatego rozpoczynam nową serię postów na blogu: Gamingowe Medytacje. WordPress codziennie proponuje mi myśl lub pytanie, które ma mnie zainspirować do pisania. O ile nie mam czasu na pisanie nowego wpisu każdego dnia, pomyślałem, że każdego, pierwszego dnia miesiąca spojrzę na propozycję i pochyle się nad nią we wpisie comiesięcznym.
Zazwyczaj muszę się nagimnastykować, by dostosować pytania WordPressa do gier wideo, ale tym razem sprawa jest prosta. W końcu przez lata wielokrotnie przewracałem oczami, słysząc pewne frazesy rzucane w kontekście gier – często na wyrost lub wręcz zupełnie nietrafione. Rzucane na wiatr określenia, które straciły zupełnie na znaczeniu, czy też stały się pośmiewiskiem po milionowym powtórzeniu. Dziś właśnie o tym chciałbym napisać, pomimo i ze świadomością, że sam zapewne niejednokrotnie jestem winny ich u… a może i nadużycia. Ponieważ rozumem, dlaczego się tak dzieje. Opisując gry, szukamy porównań i odniesień – czegoś znajomego, dzięki czemu czytelnik lub słuchacz łatwiej odnajdzie się w naszej opinii, bazując na własnych doświadczeniach. Niemniej, z niektórymi poszliśmy zdecydowanie za daleko.
„…elementy RPG”
Dziś wydaje mi się, że nie słyszę tego określenia tak często, ja to miało miejsce kiedyś, ale wryło się to określenie w moją podświadomość jako przykład terminu, który zatracił swoje znaczenie wskutek nadmiernej eksploatacji. Wszystko posiadało „elementy RPG”. Od Borderlands, po Dark Souls. Pod jego płachtą chowano drzewka rozwoju postaci, rozdysponowanie punktów statystyk postaci czy możliwość zmiany pancerza i broni bohatera. Kurde. Pamiętam, że czytałem tekst o Gran Turismo, w którym autor personalizacje kierowcy uważał, że wystarczające, aby określić je mianem „elementów gier RPG w Gran Turismo”. Ktoś powie: „Czepiasz się” i tak, to jest trochę czepiane się pozornie niewinnego „skrótu myślowego”. Nie ma większego znaczenia, czy nie wyrządza nikomu szkody – ale czy na pewno? Moim zdaniem przez nadmierne stosowanie tego określenie, wypacza się nieco sam termin RPG i przez to cały gatunek się rozmył. O ile samo nadużywanie tego zwrotu nikomu nie zaszkodziło, to jednak mocno skomplikowało postrzeganie tego, czym właściwie są role playing games (co właściwie jest niezłą łamigłówką do rozwikłania).
„…to prawdziwe dark souls [czegoś]”
Dosłownie słyszę, jak Ania wzdycha za każdym razem, gdy ten klasyk pojawia się w rozmowie o grach. Jeśli tylko jakaś produkcja staje nieco trudniejsza i stawia opór graczom, momentalni dostaje plakietkę z napisem: „Jestem soulsami”. Określenie, które dla osób grających w gry From Software powinno to powiedzieć o grze dużo, a rzeczywistość jest taka, że nie mówi właściwie nic. Spora większość tych produkcji nie ma absolutnie nic wspólnego z soulsami. Tak jakby tytuły ekipa Miyazakiego były jedynymi produkcjami stawiające opór graczom w historii gier. Pogadajcie z fanami soulsów, a powiedzą wam, że te gry wcale nie są trudne. Zdecydowanie nadużywany zwrot.
„…to taki soulslike”
Przy poprzednich zwrotach wspomniałem, że są one raczej niegroźne, ewentualnie drażniące. Natomiast określanie każdej produkcji, w której kamera znajduje się za plecami bohatera i polega na walce bronią białą jako soulslike, może nieść ze sobą bardziej negatywne powikłania. I nie. Nie mam na myśli uszczerbku na zdrowiu. Mówię o wszystkich osobach, które słysząc, że dana gra jest soulslike’iem, zrezygnowali z interesowania się danym tytułem. Czy to spowodowane własnym doświadczeniem z grami From Software, czy zasłyszanymi opiniami tym, jak to ich gry są niezwykle trudne i zasadniczo sprawdzą, ile w każdym z nas jest hardcore’owego gracza. Jasne. Była pewna fala tytułów, które mocno czerpały z cieszącego się względami krytyków i graczy Dark Souls, aczkolwiek im dalej tym było już tylko z tym gorzej. Na szczęście ostatni State of Play pokazał nam kilka interesujących produkcji, również wpadających w sektor gier akcji dla jednego gracza, ale nie wpisujących się we wzorzec Miyazakiego. Tides of Annihilation, nadchodząca Onimusha i długo wyczekiwane Lost Soul Aside, prezentują inne spojrzenie na tytuł akcji. Zatem, kto wie, może developerzy sami rozwiążą to nadużycie, umieszczając kamerę w innym miejscu aniżeli za plecami bohatera. Przykładowo.
I to by było na tyle, jeśli chodzi o nadużycia językowe, które uważam, że powinno się wyeliminować z dyskursu o grach wideo. A teraz otwieram komentarze i czekam na to, co was wkurza i mierzi.
Do następnych medytacji!
Podobał ci się materiał?!
…aby wesprzeć RaczejKonsolowo w misji szerzenia pasji do gier poprzez niezależny content, w 100% bez bullshitu i na maksa gamingowy!
Image by Freepik.


Dodaj komentarz