Pytanie na listopad: Jesteś bardziej nocnym markiem czy rannym ptaszkiem?
Nigdy o tym nie myślałem i właśnie dlatego rozpoczynam nową serię postów na blogu: Gamingowe Medytacje. WordPress codziennie proponuje mi myśl lub pytanie, które ma mnie zainspirować do pisania. O ile nie mam czasu na pisanie nowego wpisu każdego dnia, pomyślałem, że każdego, pierwszego dnia miesiąca spojrzę na propozycję i pochyle się nad nią we wpisie comiesięcznym.
Nie mam pojęcia, jaką odpowiedź zdecydować się na pytanie tego miesiąca, albowiem najbardziej trafną byłoby: ani tym, ani tamtym. Jestem osobą, która lubi siedzieć do późnych godzin przed konsolą, pisząc coś na blog, składając wideo, czy przygotowując podcast do publikacji kolejnego dnia – co zdarza się dosyć często, albowiem przeważnie kończymy nagrywać odcinki bardzo późno. Z drugiej strony uwielbiam budzić się wcześnie rano i nie marnować dnia, ponieważ uważam spanie za totalnie zbędną czynność, która niestety jest konieczna do egzystencji. Mój stosunek do spania chyba najlepiej oddaje fakt, że nic nie wkurza mnie tak bardzo, jak świadomość, że od kilku godzin mogłem już COŚ robić (patrz wymienione powyżej), a czas ten przespałem. To ile śpię? Minimum cztery godziny dziennie. Jeśli z jakiś powodów przydarzy mi się krótszy sen, to jest to zapowiedź katastrofalnego dnia. Natomiast po czterech godzinach nieprzerwanego (to ważne) snu, czuję się absolutnie cudownie. Oczywiście sporo zależy od tego, co robiłem dzień wcześniej. Po wielu latach ćwiczenia siebie i obserwowania mojego organizmu, kondycji, koncentracji w pracy itd. uświadomiłem sobie, że więcej snu nie potrzebuje, ponieważ nie widzę w sobie żadnej różnicy, czy śpię godzin cztery, sześć, osiem, czy dziesięć.
Naturalnie, w żadnym wypadku nie powinniście mnie kopiować i stosować mojego szaleństwa na własnym organizmie. Absolutnie zdaje sobie sprawę, że przeczę moim systemem wszystkiemu, co wiemy o śnie i regeneracji, ale mam to D. Dla mnie istotne jest, jak się czuje i na co mi to pozwala, a szczerze mówiąc: gdybym trzymał się np. ośmiogodzinnej normy spania dziennie, z pewnością dawno dałbym sobie spokój z RaczejKonsolowo. Nie mniej, nie po to kliknęliście we wpis, aby czytać o moich ekscesach łóżkowych, ale pewnie zastanawiacie się, jak uda mi się ugryźć to pytanie w kontekście gier wideo i grania – chyba że trafiliście tu zupełnie przypadkowo lub za karę, co by mnie nie zdziwiło.
Nie potrafię jednoznacznie określić, czy bliżej mi do skowronka, czy sowy, bo mam równie wyraziste wspomnienia zarówno z nocnego, jak i porannego grania. Zacznijmy od nocy. W pamięci zapadło mi jedno wspomnienie z dzieciństwa, w szczególny sposób. We wczesnych latach dwutysięcznych, niedługo po premierze PS2, miałem możliwość grania na czarnulce wyłącznie wtedy, kiedy do kraju przyjeżdżał mój kuzyn. Był takim samym fanatykiem gier wideo jak ja, więc zabierał ze sobą konsolę, gdy przejeżdżał z rodzicami do Polski z Niemiec. Rodzice zgadzali się na to, aby nocował u nas, więc podpinaliśmy drugie PlayStation po mojego, czternastocalowego JVC z jednym głośnikiem i spędzaliśmy na konsoli całe dnie…i całe noce. Jednak w nocy musieliśmy trzymać się skrupulatnie kilku ważnych reguł: głośność musiała być ustawiona na absolutne minimum, a do tego przyciemnialiśmy ustawiania jasności i kontrastu, aby poświata z pokoju nie była widoczna w przedpokoju. W takich warunkach wspólnie z kuzynem przechodziliśmy pierwszy raz Metal Gear Solid 2 i do końca życia zapamiętam ekscytację z absolutnie cudownej produkcji Hideo Kojimy, połączonej z napięciem towarzyszącemu graniem w stylu stealth – można powiedzieć, że z kuzynem stosowaliśmy Tactical Espionage Gaming. Rano podobało mi się, jak rodzice mówili: „O chłopaki, ale pospaliście!”, gdzie faktycznie spaliśmy może z kilka godzin maksymalnie. Cudowne czasy.
Wspomnienie z porannego grania jest znaczni bliższe teraźniejszości od powyższego. Kiedy urodziła się moja córka, byłem jeszcze wciąż bardzo aktywnym członkiem społeczności Destiny. Przede wszystkim brałem udział w aktywnościach ostatecznych dla gry i choć wiedziałem, że czasy bycia u szpicy społeczności mam za sobą, to nie chciałem rezygnować zupełnie z czegoś, co sprawiało mi tak gigantyczną frajdę. Był to również czas, kiedy wszyscy starali mi się wbić do głowy, że „…jak się ma dziecko, to nie ma czasu na granie”, „…zapomnij o graniu, masz teraz dziecko….” i itp., więc chciałem wszystkim udowodnić, że dzieci to nie „koniec wszystkiego, co się lubi robić”. Fakt faktem, pewnie rzeczy musiały się zmienić. Ekipie, z którą przeważnie grałem wieczorami i dniami, musiałem podziękować, albowiem nie byłem w stanie grać w godzinach, które im odpowiadają lub zapewnić bezwzględną obecność za każdym razem, gdy się umówimy. A jeśli ktoś grał w raidy Destiny lub podobne, wie dlaczego. Z pomocą przyszedł mi serwis LFG, dzięki któremu brałem udział w rajdach z … Amerykanami o trzeciej/czwartej nad ranem. Jako osoba, która nie potrzebuje snu, idealnie zgrałem się z moją córeczką, która działała w nocy jak zaprogramowana maszyna: jedzonko, cztery godziny snu, przewinąć, jeść, cztery godziny snu, przewinąć, jeść itd. Nie dość, że wstawałem do niej zupełnie wyspany, a kolejne karmienie i przewijanie odbierałem już na nogach, to mogłem zaplanować sesję z randomami na drugim końcu globu. Kilka raidów z tych dni znajdziecie na moim prywatnym kanale YouTube. Sporo fajnych osób poznałem w ten sposób i udało się wiele, wiele razy ukończyć raidy przed wyjściem do pracy. Tu w pamięci zapadły mi rozmowy po zabiciu Oryxa, kiedy cała ekipa się żegnała i życzyła sobie „słodkich snów”, a ja odpowiadałem, że zbieram się do pracy i z premedytacją, i uśmiechem, odpowiadałem, że jestem z Polski i u mnie jest szósta nad ranem – szok jankesów niezapomniany. Podobny do kumpli w pracy, którzy z jednym otwartym okiem nalewali sobie kawy w pracy, a ja mówiłem, że dziś już biłem bossa w Destiny. „No pojebany” – nie twierdzę, że nie.
I to by było na tyle, jeśli chodzi o moje podejście do siedzenia do późna lub wstawiania skoro świt, połączonego z graniem. A teraz otwieram komentarze i czekam z niecierpliwością, aby się dowiedzieć o tym, jakimi wy jesteście graczami – bardziej nocnymi, rannymi, a może preferujecie hybrydowe podejście? Dajcie znać!
Do następnych medytacji!
Podobał ci się materiał?!
…aby wesprzeć RaczejKonsolowo w misji szerzenia pasji do gier poprzez niezależny content, w 100% bez bullshitu i na maksa gamingowy!
Image by Freepik.


Dodaj komentarz