Pytanie na luty: Czy są jakieś gatunek lub seria gier, z których z czasem wyrosłeś lub którymi straciłeś zainteresowanie?
Nigdy o tym nie myślałem, ale właśnie po to rozpoczynam nową serię postów na blogu: Gamingowe Medytacje. WordPress codziennie proponuje mi myśl lub pytanie, które ma mnie zainspirować do pisania. O ile nie mam czasu na pisanie codziennie nowego wpisu, pomyślałem, że każdego, pierwszego dnia miesiąca spojrzę na propozycję i pochyle się nad nią we wpisie.
Trochę się nad tym zastanawiałem, ale ostatecznie muszę przyznać, że mój gust w grach wideo, czy rodzaje produkcji, które wzbudzają u mnie zainteresowanie, nie zmieniły się od czasów, gdy zaczynałem moją podróż jako „poważny gracz” na PS1. W bijatykach ssałem, ale za to kochałem Gran Turismo, Tenchu, Ace Combat, Metal Gear Solid i Final Fantasy. Wszystko to praktycznie przeniosło się na moje zamiłowania do konkretnych rodzajów wrażeń, a jakie towarzyszą mi po dziś. Jedną z głupotek, jakie pamiętam z czasów szaraka to, że miałem tendencję do budowania moich opinii o grach na podstawie stężenia mango-bajtów na płycie z grą. Im więcej anime wstawek oraz innych elementów mangowych w grze, tym bardziej byłem tytułem zainteresowany. I choć nie powiedziałbym, żebym z tego zupełnie wyrósł, ponieważ to wciąż coś, co lubię w grach i może spowodować, że kliknę okładkę zwiastuna takowej gry na YT. Wszak dziś jest to znacznie bardziej pospolite aniżeli u schyłku XX wieku. Z drugiej strony, tak jak nigdy w swoim życiu nie byłem fanem produkcji strategicznych czy horrorów, tak i po dziś dzień, są to gatunki, o których z pewnością myślę najrzadziej, gdy planuje następny tytuł do ogrania.
Natomiast, gdy myślę o wyrastaniu, to momentalnie mój umysł przypomina mi niezliczone komentarze dumnych, dorosłych graczy, którzy wszem i wobec MUSZĄ ogłosić, że wyrośli z grania. Odnosząc się z tym jakby doznali objawienia – pierdolenie pierwszej klasy. Rozumiem, że można stracić zapał do grania jako hobby. Rozumiem, że można zrezygnować z grania pod wpływem zmian w życiu prywatnym, jak dzieci czy zdrowie, co zresztą znam z autopsji, jeśli chodzi o seriale, filmy czy anime. Jednak budowanie otoczki „wyrastania z gier wideo” jakoby była to rozrywka ograniczona wiekiem – pocałujcie mnie w zadek. Weźcie na klatę fakt, że nie macie czasu, że nie ogarniacie życia, wstyd wam bo związaliście się z niewłaściwą osobą, czy brakuje wam czasu na coś, co – jestem przekonany – wiele osób wciąż chciałoby robić, a ponieważ nie mogą, to budują swoją gównianą narrację.
Niby jakim cudem dałoby się wyrosnąć z gier wideo? Medium tak uniwersalnego i bogatego w doznania, jak filmy lub książki. Moim zdaniem to najlepsze medium w rozrywce, przewyższające w swoim przekazie i możliwościach wpływu na nasze emocje, aniżeli te przed chwilą wymienione. Gry potrafią opowiadać historie dojrzalsze niż cały katalog HBO, a jednocześnie zadbać o rozrywkę dla najmłodszych. Dramaty, sensacje, komedie, fantasy czy fantastyka. Gry mocne zręcznościowo, jak i te, w których pełnimy rolę obserwatora. Fotorealistyczne oraz stylizowane. Te skrojone od A do Z, i takie, w których można się zatracić na setki godzin. Do spędzenia czasu ze sobą i innymi. Choć przede wszystkim są uniwersalne, albowiem w wieku trzydziestu sześciu lat, okazuje się, że można stracić włosy, założyć rodzinę, być odpowiedzialny za ich przyszłość, jak i budować swoją karierę zawodową, oraz wciąż zagrywać się w gatunki gier, od których się zaczynało.
A teraz otwieram komentarze i czekam na wasze przemyślenia dotyczące wyrastania z gier wideo. A może wam przytrafiło się zupełnie stracić zainteresowanie, jakimś gatunkiem?
Do następnych medytacji!
Image by Freepik.
Podobał ci się materiał?!
…aby wesprzeć RaczejKonsolowo w misji szerzenia pasji do gier poprzez niezależny content, w 100% bez bullshitu i na maksa gamingowy!

