Odbieram to, co Halo zabrało.
Nie planowałem zakupu DualSense Edge. Granie w shootery na podstawowej wersji pada PS5, było zupełnie zadowalające. Niezależnie, czy grałem z innymi graczami na tej samej, czy kros-platformowo. Potrzeba zakupu pojawiła się wraz z poprawą sytuacji Battlefield 2042, który to w ostatnich kilku miesiącach przeżywa renesans – gracze szturmują serwery na wszystkich platformach, a aktualizacje niwelują premierowe bolączki. Wkręciłem się ponownie w BFa, a wraz z nim w latanie samolotami i helikopterami, co od niemalże pierwszego BF-a, w jakiego grałem, było moimi ulubionymi zajęciami na polu bitwy. Niestety. Zmiany w sterowaniu, jakie DICE wprowadziło, spowodowały, że pod żadnym pozorem nie przypominam moich zdolności z poprzednich części, co mnie cholernie frustrowało. Żadne ustawienie wewnątrz gry nie jest idealne. Mapowanie przycisków w konsoli rozwiązuje problem tylko poniekąd, ponieważ wymaga zupełnego przestawienia się w całej grze, a ich włączanie i wyłączanie to udręka. Po któreś grze ustawiłem alert cenowy na allegro i czekałem na okazję. Jak widzicie – udało się. „Mamo. Tato. Jestem proplejerem!”.



Hardware
Tradycyjnie zacznijmy od rozpakowania kolejnej zabawki z logiem PlayStation w domu. „Na tym etapie serio zaczynam mieć problem z ukrywaniem fanbojstwa” – powiedziałem, zakładając czapkę zimową z logiem PS. O ile przeważnie o opakowaniu nie ma za wiele do powiedzenia, to przecież tutaj mamy do czynienia ze sprzętem klasy premium, więc w zestawie nie mogło zabraknąć futerału. Ten prezentuje się bardzo trwale. Plastik jest sztywny i powinien wytrzymać rzucanie bagażem przez ekipę lotniska, gdybyście wpadli na pomysł zabrania DualSense Edge na wakacje – jak to, nie robicie tak? Tak czy siak. Opakowanie skrywa pada, kabel USB-C z dodatkową blokadą, dwa zestawy tylnych przycisków (płaskich i wypukłych) oraz dwa zestawy grzybków analogów o różnych wysokościach. Futerał turystyczny może służyć również jako „stacja ładująca”, ponieważ w tylnej części znajduje się klapka, zamykana na rzep, przez którą można przeciągnąć przewód ładujący do pada. Wszystko siedzi na swoich miejscach bardzo sztywno, więc nie ma mowy o tym, aby poszczególne części zaczęły latać po futerale w razie towarzyszenia wam podczas przejażdżki kolejką górską. Jednak nie przyszliście tutaj, aby przeczytać moje opinie o opakowaniu, a padzie kosztującym grubo ponad dwukrotność ceny regularnego pada PS5. Argumentację ceny zacznę od samego pada, a następnie wspomnianych dodatków, w kolejności ich wymieniania wyżej.




Sam pad po wyciągnięciu z wyżłobienia, nie różni się zbytnio od regularnego DualSense. Nawet waga jest dosyć podobna, więc nawet jeśli czytaliście, że pad jest cięższy, to różnica jest minimalna. Wręcz niezauważalna. W szczegółach od razu czuć nieco inną strukturę materiałów na poszczególnych elementach. Triggery doczekały się faktury z symboli PlayStation, aby palce jeszcze mniej się z nich ześlizgiwały. Tylną część pada, za którą trzymamy dłońmi pokrywa tutaj plastik o chropowatej powierzchni, przez co pad w rękach trzyma się jeszcze pewniej. Ostatnią zmianą jest touchpad, który z matowego, gładkiego plastiku, przeistoczył się w powierzchnię bardziej błyszczącą i pokrytą mikro symbolami, które delikatnie wyczuwa się pod palcem. Z początku bałem się, że przez błyszczącą powłokę panelu, będzie się on strasznie palcował, ale problemu, jak dotąd nie zauważyłem. Teraz przejdźmy do wszystkich elementów, które wyróżniają Edge od swojego „amatorskiego brata”.
Wspomniałem, że w opakowaniu z padem był przewód USB-C, służący do ładowania pada oraz blokada. Z początku nie wiedziałem, o co chodzi z tą blokadą, ale dotarło do mnie, że to coś dla absolutnych świrów, dla których liczy się każda milisekunda responsywności pada. Wiadome jest, że kabel to kabel i o ile większość z nas pewnie nie wyobraża sobie granie z padem na kablu przez cały czas, jednak znajdą się osoby, dla których każda klatka animacji i jakakolwiek niwelacja input-lagu, ma ogromne znaczenie. Pada można po prostu podłączyć do konsoli „po kablu”, a następnie dzięki blokadzie, przewód z Edge połączyć na stałe. Nie ciągnąłem za niego zbyt gwałtownie, ale próbowałem użyć siły i trzyma się dzięki tej blokadzie przewód mocno pada. Nie będę korzystał z tego raczej nigdy, ale nie jestem też targetem.



Sygnowany przez wielu jako najistotniejszy atut Edge nad regularnym DualSense, to możliwość przyczepienia dodatkowych dwóch przycisków na spodzie pada. Tym samym rozszerzamy repertuar dostępnych przycisków o R4 i L4 – powiedzmy. Przyciski te otrzymujemy w dwóch formach, więc przez sprawdzenie zarówno tych płaskich, jak i wypukłych. Różnica pomiędzy nimi jest znacząca i wyobrażam sobie, że może nawet dojść do sytuacji, że jedne sprawdzą się przy takiej produkcji, a drugie w innej. Osobiście wybrałem te wypukłe (na górze obrazka), ponieważ znacznie lepiej było mi je wyczuwać w trakcie rozgrywki. Przypisać możemy do nich dowolny inny przyciska na padzie, a zatem to technicznie nie dodatkowe przyciski, a zastępcze przyciski dla już istniejących. Dla przykładu mam pod nie podpięte R1 i L1, ale na opak, a o powodach tego opowiem podczas opisywania wrażeń z grania na nich w Battlefield 2042.
Jeśli chodzi o wymienne grzybki analogów, to byłem przekonany, że będą one miały różne wysokości, a to po prostu analogi o innym kształcie kapelusza. Co ciekawe, to kształt i tekstura z trzeciego DualShocka do PS3, a więc wypukły i chropowaty. Pograłem chwilę na tych wymiennych i chyba przyzwyczaiłem się do nowego analoga w padach Sony.

Teraz przejdę do czegoś, co nie zostało wymienione w akcesoriach do pada, ale łączy się z wprowadzeniem dla tego postu i odbierania czegoś, co Halo mi zabrało. Otóż pewnie niewiele osób pamięta, że dy FPS-y zaczynały pojawiać się na konsolach, a przede wszystkim na PS1 i PS2, to strzelanie i przybliżenie były umiejscowione na R1 i L1. Dzięki temu czas reakcji od przyciśnięcia do strzału był niemalże natychmiastowy. Halo i Xbox spopularyzowało natomiast triggery. Ponieważ nikt nie zastanawiał się nad użytecznością i ważniejsze było, że wyglądają oraz działają jak spust w broni. DualSense Edge pozwala mechanicznie, poprzez suwak pod triggerami, ustawić skok R2 i L1, bez uszczerbku na heptyce. Super, szkoda by było tracić jeden z selling-pointów nowych padów do PS5.
Software
Natomiast pad i jego cechy to tylko połowa dobrobytu, jaki przynosi z sobą DualSense Edge. Pozostałe atuty sprzętu ukazująca się nam we wprowadzeniu, jaki zobaczymy na ekranie telewizora po podłączeniu pada do konsoli. Najważniejszym punktem jest możliwość budowania maksymalnie czterech profili na konsoli, które możemy bardzo szybko zmieniać dzięki klawiszom pod gałkami analogowymi (tak, ten wystający plastik to działający przyciski zmieniający profile).
W obrębie profilu działania pada wchodzą przede wszystkim mapowania przycisków na nim, w tym przypisania dla nowych przycisków na spodzie. Możemy dowolnie podmieniać, który przycisk, co ma robić. Kolejną sprawą jest ustawienie zakresu martwych stref działania triggerów, więc poza mechanicznym ograniczeniem wspomnianymi blokadami, możemy od strony oprogramowania jeszcze bardziej dostosować działanie analogów. Martwe strefy triggerów mogą różnić się pomiędzy sobą albo mieć te same ustawienia.
Profil pada to również charakterystyka działania analogów. Aby wytłumaczyć wam, o co chodzi, podam przykład ustawienia „Precyzyjny”. To ustawienie powoduje, że wrażliwość przy minimalnym wychyleniu celownik będzie poruszał się niezwykle powoli, natomiast jeśli wychylimy analog maksymalnie, to np. nasza postać obróci się natychmiastowo w pożądanym kierunku. Chodzi o to, że dzięki tym ustawieniom możemy ustawić wrażliwość analogów dla różnych stopni wychylenia gałki analogowej, co jest bardziej zaawansowane niż ustawienie wrażliwości analogów w ustawieniach gry. Przy czym należy pamiętać, że ustawienia gry i ustawienia w padzie się nie niwelują, a uzupełniają. Tutaj również jest możliwość ustawienia odmiennej charakterystyki dla każdego analoga.
Profil to jeszcze dwa ustawienia: siła heptyki w triggerach oraz intensywność wibracji, jednak te raczej nie powinny wymagać rozwinięcia. Jestem pod ogromnym wrażeniem możliwości, jakie daje pad i jak przyjaźnie dla użytkownika końcowego, wszystko jest przygotowane. Samo przełączanie się pomiędzy profilami to wciśnięcie klawisza profilowego pod jednym lub drugim analogiem i wciśnięcie figury, która mu odpowiada. Wszystko dzieje się natychmiastowo i intuicyjnie – ale jak to sprawdza się w praktyce?








Sprawdzenie pada w boju
Powiem to na samym początku. Jeśli nie czujecie potrzeby posiadania DualSense Edge, jeśli nie macie problemu podobnego do tego, o którym wspominałem, gdy mówiłem o problemach ze sterowaniem w Battlefield 2042 (brakujące mapowania przycisków pod siebie) lub nie jesteście graczami szarpiącymi namiętnie w kompetytywne gry online, to uważam, że pad jest wam zupełnie niepotrzebny. Bez jakichkolwiek zmian, dodatków i z wyzerowanych opcjami, nie różni się on praktycznie niczym od standardowego DualSense.
Fakt, w razie driftowania analogów, w DualSense Edge można je wymienić stosunkowo łatwo na nowe. Zdobienia i zmiany faktury niektórych elementów są mile widziane, aczkolwiek, czy to wystarczy, abyście przekonali swoich partnerów życiowych, czy też domowników, że wydanie prawie tysiąca złotych na pada – wątpię. Jeśli natomiast podobnie do mnie macie realną potrzebę, dla posiadania któregokolwiek z powyższych udogodnień, które niesie ze sobą DualSense Edge – pad jest fantastyczny. Moja gra w Battlefield 2042 wyraźnie się poprawiła, szczególnie dzięki zmniejszeniu skoku triggerów do minimum, co daje mi ten ułamek sekundy na spuście w trakcie walki 1 na 1.
Martwych stref nie ruszałem, a jeśli chodzi o charakterystyki analogów, to poczytałem trochę w sieci o rekomendowanych ustawieniach dla shooterów i tak ustawiłem sobie je. Korzyść z tego nie jest tak namacalna, jak przy skoku triggerów, ale jest.
Moja miłość natomiast to przede wszystkim sterowanie pojazdami, które dzięki nowym przyciskom na spodzie nareszcie znów sprawia mi przyjemność. Teraz przynajmniej wiem, że moje słabe czy gorsze wyniki są wynikiem moich błędów i czuję się zmotywowany do poprawy.
DualSense Edge to bardzo dobrze skonstruowany sprzęt dla graczy, którzy potrzebują bardziej zaawansowanego narzędzia do grania w strzelanki (pewnie nie tylko) w sieci. Nie uważam, że to produkt, który każdy powinien posiadać. To zabawka klasy premium, dla wybrednych osób. Jeśli gracie na standardowym DualSense Edge i ten daje Wam wszystko w sterowaniu, czego potrzebujecie, spokojnie zostańcie przy nim.
PS. Spojrzałem do notatek i nie wiem, jak mogłem o tym zapomnieć: bateria! DualSense Edge zauważalnie szybciej się rozładowuje, aniżeli jego klasyczna odsłona. Jeśli zapomniałem po sesji go odłożyć na ładowarkę, to miałem gwarantowany monit o słabym poziomie baterii podczas kolejnej sesji, gdzie standardowy DualSense wytrzymał takie scenariusze.
Aktualizacja!
Czuję się w obowiązku napisać o wadzie, która zaczęła się pojawiać na padzie od jakiegoś czasu: niestety przy przecieraniu pada, gumowa powłoka na jego spodzie w jednym miejscu się rozłączyła od obudowy. Pojawiło się wybrzuszenie. I choć nie przeszkadza to w komforcie grania, jak i nie ma wpływu na rozgrywkę, to sytuacja się pogarsza i guma odrywa się w kolejnych miejscach. Na zdjęciu widać, jak to wygląda.

Nadal nie wpływa to na komfort grania, jednak sprawia, że świadomość całkowitego oderwania się gumowej powłoki, wprowadza dyskomfort… psychiczny. Przede wszystkim jednak w padzie z taką ceną i sprzedawanym jako produkt premium, takie rzeczy nie powinny się dziać. Weźcie pod uwagę przed zakupem lub uważajcie przy przecieraniu pada, po uzbrojeniu się w niego.
Aktualizacja 2!
Po zamówieniu u pana Chińczyka zamiennika części dolnej pada, oczekiwaniu kilkunastu dni na paczkę i wymianie, która zajęła mi sześć minut, pad jest jak nowy. Oczywiście nie usprawiedliwia to samego produktu, ale jest rozwiązanie, jeśli znajdziecie się w tej sytuacji.


Podobał ci się materiał?!
…aby wesprzeć RaczejKonsolowo w misji szerzenia pasji do gier poprzez niezależny content, w 100% bez bullshitu i na maksa gamingowy!

