Pytanie na luty: Brak.
No dobra, tym razem poleciałem nieco na łatwiznę i w tych Gamingowych Medytacjach nie odpowiadam na pytanie z generatora, ale wykorzystuję komentarz, jaki wysłałem do ekipy Last Stand Media. Podczas ostatniego Sacred Symbols panowie rozmawiali o sytuacji gry Highguard (przed i po premierze) i nie mogłem się powstrzymać od skomentowania ich dyskusji. Jeśli sami jesteście ciekawi ich argumentacji, był to odcinek 398.
Po przesłuchaniu rozmowy chłopaków chciałem odnieść się do kwestii tego, kto tak naprawdę jest winien niepowodzenia Highguard. Choć rozumiem, dlaczego wiele osób w mediach społecznościowych, a szczególnie wśród graczy, wykonuje gimnastykę akrobacyjną przez płonące obręcze, aby tylko nie przyznać się do winy – to tak, winę ponoszą osoby, które z automatu są antagonistycznie nastawione do wszystkiego, co nieznajome, dziwne i niepasujące do ICH gustów.
W odcinku jeden z prowadzących powiedział, że wiele osób sprawdziło grę i spodziewał się, że wśród nich będą tacy, którzy mimo negatywnego nastawienia zmienią zdanie na podstawie zawartości. Otóż nie. Tak się nie dzieje. Nie obecnie. Grę sprawdziło wiele osób, które już z góry założyły werdykt, a zrobiły to tylko po to, żeby móc jeszcze skuteczniej lać na nią jad i pomyje. Rozmawiamy o tym z moim współprowadzącym na podcaście i regularnie popadamy w mikrodepresję, obserwując, jak branża urządza sobie wyścigi w tym, kto błyskotliwiej doprowadzi do „płaczu” obecny cel łowców gier.
Zabawne jest dla mnie argumentowanie, że jeśli gra będzie po prostu dobra, a nawet wyjątkowa, to jest w stanie zmienić dyskurs wokół siebie. O tym również rozmawialiśmy z Norbertem, a porównanie, jakiego użyłem, to lądowanie na plaży Omaha w Normandii. Zaznaczam przy tym, że nie zamierzam porównywać per se prozaicznego problemu gier wideo do tragedii II Wojny Światowej. Chodzi o mechanizm: na pozostanie przy życiu kogoś, kto dostał się na plażę, mają wpływ indywidualne predyspozycje i przygotowanie, ale ostatecznie to nie wyszkolenie czy sprawność gwarantowały przetrwanie. Chodziło o to, czy znajdziesz się na celowniku. Bo jeśli ktoś już w ciebie wyceluje, nie masz szans.
Dlaczego Marathon był w stanie podnieść się z kolan? Tylko dlatego, że lufa dyskursu graczy i mediów była akurat skierowana na inny cel: na Highguard. Arc Raiders udało się uniknąć „odstrzelenia”, ponieważ wszystkie pociski leciały wtedy w stronę Marathona. Niedawno zapowiedziane Horizon Hunters Gathering prawdopodobnie przyczyni się do pozytywnego odbioru zarówno Marathona, jak i Ghost of Yotei Legends.
Używam określeń „gracze” i „media”, ale z przykrością muszę stwierdzić, że ekipa LSM nie jest od tego wolna. Colin jako jedyny zaczyna się zastanawiać, czy to właśnie tu nie leży źródło problemu. Niemniej nie uważam, aby to był indywidualny problem pozostałej dwójki prowadzących. To po prostu sposób, w jaki „degeneraci” pokroju Angry Joe czy Angry Video Game Nerd ukształtowali formę rozmowy o grach wśród młodych odbiorców.
Po temacie Highguard rozmowa skierowała się na MindsEye. Współprowadzący Sacred Symbols nie mogli się powstrzymać od wyścigu po punkty za atencję – obaj zresztą przez to zapomnieli, że Aliens: Colonial Marines zostało naprawione po latach przez gracza i programistę o nicku James Dickinson (TemplarGFX). Zmienił on jedną linię kodu w sztucznej inteligencji, naprawiając działanie przeciwników i NPC. Gra stała się w pełni grywalna. Nie twierdzę, że studio odpowiedzialne za MindsEye popełniło podobny błąd, ale eksperci prowadzący dyskurs w sieci powinni brać takie ewentualności pod uwagę. Jednak ważniejsze było „zapunktowanie” w społeczności.
Niedawno pojawił się raport Matthew Bella dotyczący stanu branży w 2025 roku. Weźmiemy go z Norbertem na warsztat w kolejnym „Raporcie o Grach”, jednak już teraz wiem jedno: ostatnią rzeczą, jakiej potrzebują nowe produkcje, to lądowanie na półkach pod nieustannym ostrzałem osób, które i tak nie zamierzały w nie grać. Nikt nie każe wam się nimi interesować ani wydawać na nie pieniędzy. Jeśli faktycznie są słabe, same znikną, gdy nadejdzie pora. Ostatecznie chodzi tylko o to, by dać im żyć i pozwolić umrzeć naturalnie.
I to by było na tyle, a teraz otwieram komentarze i jestem ciekaw, czy również macie wrażenie, że dyskurs wokół gier zrobił się niezdrowy i toksyczny. Czekam na Was pod wpisem i…
…do następnych medytacji!
Podobał ci się materiał?!
…aby wesprzeć RaczejKonsolowo w misji szerzenia pasji do gier poprzez niezależny content, w 100% bez bullshitu i na maksa gamingowy!


Dodaj komentarz